NewsroomRecenzje

Something new – dobra zmiana?

„To jest płyta, o nagraniu jakiej marzyliśmy całą swoją karierę. Nasz wymarzony album. Mamy nadzieję, że będziemy mogli zostać soundtrackiem do Waszego życia” – takimi oto słowami Bill Kaulitz, wokalista zespołu Tokio Hotel podsumował najnowszy album Dream Machine, którego premiera odbyła się 3 marca.

Pamiętacie tę popularną grupę muzyczną, która zadebiutowała na całym świecie przebojem Durch Den Monsun? Kto jeszcze pamięta Billa Kaulitza z bujną, czarną szopą na głowie, pomalowanymi oczami i paznokciami? Obecnie Tokio Hotel nie tylko zmieniło swój wizerunek zewnętrzny, ale i muzykę. Po dwóch latach od wydania ostatniej płyty zespół powraca z nowym albumem Dream Machine. Projekt ten zdecydowanie zaskoczy wszystkich, którzy są przyzwyczajeni do pop-rockowego brzmienia zespołu. Nie przypomina on żadnej z poprzednich płyt. Zmianę brzmienia można było już usłyszeć w Kings of Suburbia, aczkolwiek była ona tylko namiastką czegoś nowego. Tym razem gitara, perkusja i bas robią miejsce elektronice, auto-tune’owi i innym efektom dźwiękowym, co oczywiście nie znaczy, że w ogóle ich nie ma. Warto zauważyć, że od 2015 roku zespół nagrywa jedynie w języku angielskim i konsekwentnie trzyma się tego postanowienia. Jednak dokładnie wsłuchując się w jedną z piosenek, można usłyszeć miks angielszczyzny z językiem niemieckim:

She took me TANZEN

All She wants to do is TANZEN.

Płytę rozpoczyna singlowa piosenka Something New, którą po raz pierwszy można było już usłyszeć pod koniec grudnia 2016 roku. Niepozorny utwór buduje napięcie po to, aby pod koniec zaskoczyć nas swoją dynamiką. W tym przypadku fortepian i elektroniczne brzmienie jak najbardziej idą w parze. To samo można powiedzieć o Easy – dubstepowe brzmienie, syntezatory głosu i fortepian tworzą wyjątkowy i niespotykany jak na Tokio Hotel klimat. Utworami, które mniej przypadły mi do gustu są: Boy Don’t Cry i Cotton Candy Sky. Dlaczego akurat one? Może dlatego, że nie przepadam za nawarstwieniem zbyt wielu efektów i wszechobecnymi syntezatorami, a piosenki te bogate są w tego rodzaju zabiegi.

Mam również mieszane uczucia co do utworu Better – słuchając go miałam wrażenie, że już gdzieś to słyszałam i po chwili namysłu doszłam do wniosku, że jest bardzo podobny do piosenki Stormy Weather z płyty Kings of Suburbia. Tekstowo również nie zachwyca, jego refren to liczne powtórzenia tytułowego słowa – I’m better, better, better… Na płycie nie mogło zabraknąć też ballady. Elysa, bo o niej mowa, to bardzo intymna, prosta i przeszywająca smutkiem oraz emocjami piosenka przełamana elektronicznymi wstawkami, a także efektami. Z kolei What If i Dream Machine to typowo radiowe piosenki, bardzo rytmiczne i wpadające w ucho. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż te pierwszą można już usłyszeć w kilku polskich rozgłośniach radiowych, co jest nie lada wyczynem, ponieważ jest to pierwszy przebój Tokio Hotel, który trafił na listy przebojów dużych stacji.

Dream Machine to zdecydowanie bardzo dobra płyta, która pokazuje ogromny progres chłopaków z Tokio Hotel. To zdecydowanie jeden z tych krążków, który należy przesłuchać kilka razy, aby dostrzec w pełni jego potencjał. Myślę również, że to właśnie dzięki niemu zespół może zyskać wielu nowych fanów, ale niestety może i stracić tych, którzy wciąż żyją ich dawnym brzmieniem.

Znalezione obrazy dla zapytania tokio hotel gif 2017

I na koniec…

Pamiętajcie, że warto kupować oryginalne płyty!

Jeśli jednak zdecydujecie się na przesłuchanie ich online to PAMIĘTAJCIE, aby korzystać z legalnych źródeł.


Kup album Dream Machine legalnie klikając tutaj.


Autor: Paulina S.