NewsroomRelacje

Santander letnie brzmienia – relacja z Warszawy

Tor Służewiec na dwa dni zamienił się w koncertowe serce Warszawy. Przez cały weekend słychać tu było nie tylko muzykę, ale też śmiech, rozmowy i radosne okrzyki ludzi, którzy cieszyli się wspólnym czasem. Pogoda naprawdę dopisała, bo słońce świeciło od rana, a ciepłe wieczory sprzyjały temu, żeby zostać do końca i chłonąć każdy dźwięk. Wielu uczestników rozkładało kocyki na trawie, inni od razu pędzili pod scenę, żeby tańczyć i śpiewać razem z tłumem. Letnie Brzmienia 2025 były dokładnie tym, czym powinien być letni festiwal: pełnym emocji, spotkań i chwil, które jeszcze długo zostaną w pamięci.

Pierwszy dzień festiwalu rozpoczął Wiktor Dyduła, który od samego początku złapał świetny kontakt z publicznością. Widać było, że ludzie naprawdę cieszyli się jego występem. Wielu śpiewało razem z nim, inni bujali się w rytm muzyki, chłonąc pogodną atmosferę. Artysta na scenie radził sobie bardzo dobrze. Było lekko, przyjemnie i radośnie, dokładnie tak, jak powinno wyglądać rozpoczęcie letniego festiwalu.

Po nim na scenie pojawiła się Jucho, która idealnie podtrzymała festiwalową energię. Wciągnęła wszystkich swoimi piosenkami i opowieściami między utworami, a publiczność reagowała śmiechem i radością. Jej występ był pełen ciepła i życia, a przy tym pokazała naprawdę imponujące zdolności wokalne, udowadniając, że na scenie czuje się jak ryba w wodzie i potrafi zjednać sobie ludzi.

Chwila relaksu i wspólnego śpiewania nadeszła przy Ani Dąbrowskiej, która porwała wszystkich do śpiewania piosenek o złamanym sercu. Było przy tym sporo śmiechu i dobrej energii, a razem z artystką powstała prawdziwa wspólna zabawa na scenie i w tłumie.

Nieco później scena należała do Babie Lato w składzie Sara James, Margaret i Zalia. Dziewczyny zaprezentowały utwory ze swojej EP-ki, ale nie zabrakło też coverów. Moim ulubionym występem był cover Zanim pójdę. Na co dzień słucham głównie Zalii, więc nie znałam wcześniej całej EP-ki, ale koncert i tak bardzo mi się podobał. Choć nie był do końca w moim muzycznym klimacie, świetnie się bawiłam, śpiewając razem z artystkami covery i obserwując, jak dobrze czują się razem na scenie. Fajnie też, że istnieje taki projekt, który promuje kobiety na scenie i pozwala im pokazać swoją muzykę wspólnie.

Na koniec pierwszego dnia przyszedł czas na koncert Hey, czyli moment, na który czekałam najbardziej. Totalnie się nie zawiodłam, a wręcz zachwyciłam jeszcze bardziej, niż się spodziewałam. Kasia Nosowska jak zawsze genialnie prowadziła koncert, przplatając swoje mądre przemyślenia z żartami, które rozbawiały publiczność. Nie ma nic piękniejszego niż wspólne śpiewanie tak ważnych i często sentymentalnych piosenek. Zespół pokazał klasę samą w sobie, a w tłumie czuło się, że dla wielu osób to naprawdę ważny moment, kiedy można było śpiewać z całego serca. Trudno to nawet opisać, ale to był po prostu magiczny moment.

Drugi dzień festiwalu od samego początku skradł moje serce za sprawą koncertu Meli Koteluk. Artystka przygotowała świetną setlistę, w której znalazły się zarówno starsze piosenki, znane i lubiane przez wszystkich, jak i utwory z najnowszego albumu Harmonia, który uwielbiam.

Energia wciąż rosła, gdy Coma pokazała swoją siłę sceniczną ze wspaniałym wokalem Piotra Roguckiego. Nie jest to muzyka, której słucham na co dzień, ale wśród fanów zespołu panowała świetna atmosfera, a ja mimo że nie znałam wszystkich utworów, bawiłam się naprawdę dobrze.

Po energetycznym występie Comy na scenie pojawiła się Edyta Bartosiewicz z projektem To jest mój sen. Na scenie było około pięćdziesięciu osób, a artystka wraz z orkiestrą zagrała utwory, które publiczność zna i kocha. Słuchając ich, patrząc na szczęście w oczach artystów i śpiewając razem z nimi, naprawdę łatwo było się wzruszyć.

Tego samego dnia na scenie Next Fest występował zespół Metro, który w ostatnich miesiącach coraz bardziej zyskuje na popularności. Dali naprawdę mocny, pełen energii koncert, który przyciągnął sporą publiczność i świetnie rozkręcił atmosferę.

Na dużej scenie pojawiła się też Kasia Sochacka. Miałam dłuższą przerwę od jej koncertów, więc powrót na jej występ był naprawdę cudownym i przyjemnym doświadczeniem. Cały skład zespołu tworzy wspaniałą harmonię, a same koncerty dają poczucie bezpiecznej, przyjaznej przestrzeni, do której chce się wracać.

I właśnie tak samo chce się wracać na Letnie Brzmienia. Tegoroczna edycja była naprawdę udana, wyróżniała się koncertami Hey i Comy, a cała atmosfera była po prostu świetna i przyjemna. To były dwa super dni, do których wracam z uśmiechem na twarzy, wspominając każdą chwilę, muzykę i energię, jaką razem tworzyliśmy na festiwalu.