NewsroomRelacje

Otulające smutki z pazurem – relacja z koncertu Wiktorii Zwolińskiej

Wiktoria Zwolińska to młoda debiutantka, która nie tak dawno temu wydała swój pierwszy długogrający album przebłyski. To album, który jest stosunkowo smutnym albumem, ale też uwalniającym stare rany i żale, więc paradoksalnie – bardzo mocno utożsamiający się. Wiktoria mistrzowsko przeplata w teksty trudne uczucia, z którymi borykają się obecnie młodzi ludzie. Ten koncert był jednocześnie cichy i głośny, smutny i radosny. Powspominajmy dzisiaj warszawski koncert w Hydrozagadce.

Od samego wejścia do klubu, w oczy rzuciła mi się sceneria przygotowana na scenie. Nie wiem jak, ale w ciasnej przestrzeni klubu Hydrozagadka naprawdę udało im się upchnąć na scenie… łóżko! No i do tego – oczywiście – wszystkie instrumenty wieczoru. Byłam pod wrażeniem. Dodatkowo na scenie znalazła się kula dyskotekowa – trochę przeciwieństwo w stosunku do łóżka – oraz latarnia i kilka innych drobiazgów. Kula dyskotekowa ładnie dopełniła całości klimatu w trakcie koncertu – był to strzał w dziesiątkę.

Od samego początku wejścia Wiktorii na scenie panował półmrok i aura tajemniczości. Światła grały klimat delikatnie odbijając się od wspomnianej kuli, przelewając na publikę delikatne przebłyski. Zaczęło się raczej od spokojnych aranżacji, którymi zahipnotyzowała publikę. Wisienki na torcie dodawały delikatne chórki gitarzysty w tle. Nie trzeba było jednak długo czekać na nieco mocniejsze brzmienie piosenki nie wiem gdzie jestem, które w połączeniu ze stroboskopem bardzo mocno przeszywało serca i trafiało mocno. W pewnym momencie ze sceny padło “jeśli czujecie się z tym okej, możecie usiąść” – na te słowa, pół parkietu dołączyło do Wiktorii siedzącej na łóżku i zapadła przejmująca cisza i prywata. Czułam się jak na jakimś prywatnym koncercie mojej przyjaciółki, która w pokoju śpiewa mi co jej leży na sercu.

Niedługo później na scenie pojawiła się pierwsza gościni – przyjaciółka artystki Livka. Wykonały razem swój utwór nie płacz dziewczyno, który mocno zapadł mi w pamięć – dziewczyny patrzyły sobie głęboko w oczy i trzymały się mocno za ręce, siedząc na łóżku, które było elementem scenografii. Między nimi widać było płynącą energię wsparcia, girls power i przyjaźni. To bardzo urocze, że dziewczyny tak wspierają się nawzajem – bo na listopadowym koncercie Livki wystąpiła z nią Wiktoria, gdzie również zaśpiewały ten sam utwór. Następnie, nieco bardziej weselszym wydaniu wykonały drugi utwór, który w oryginale Wiktoria wykonuje z zespołem LOR siódme – nie kradnij. Livka bardzo dobrze spełniła się w tej roli i gdybym nie znała oryginału, śmiało pomyślałabym, że to ich drugi wspólny utwór.

Drugim gościem okazał się Wiktor Dyduła, z którym Wiktoria zaśpiewała utwór będę czekać. Zanim jednak w głośnikach wybrzmiały pierwsze takty, pojawiła się dedykacja dla jej zmarłego tragicznie brata – więc dodało to wagi sytuacji i też pewnie wielu osobom nakreśliło wartość tej piosenki dla artystki. będę czekać dostało rozszerzoną końcówkę, która przedłużyła chórkami jej końcówkę i jeszcze mocniej przez ten narastający klimat uderzyła w nasze serca.

Koncert zwieńczył bis we wspólnym wykonaniu utworu przypadkiem całą trójką na scenie – z Livką i Wiktorem. To też było bardzo mocne i rockowe zakończenie koncertu, które skończyło się długimi brawami. Ten koncert to była mieszanka tańca i płaczu, wzruszeń i radości. Wiktoria zdecydowanie ma potencjał na oczarowywanie publiki i większe sceny. Z ciekawością będę obserwować jej rozwój a przebłyski mocno Wam polecam, bo jest to bardzo różnorodny i ładny album wart uwagi jeśli lubicie alternatywne brzmienia i nieoczywiste teksty.

fot. Dominika Tarka / @domitarka