Newsroom

#78 Muzyczny Alarm: lipiec wielkim powrotem Keshy?

W tym segmencie z reguły polecamy Wam co najmniej trzy nadchodzące premiery muzyczne, które warto mieć na radarze. Tym razem jednak lipiec przynosi niespodziewaną ciszę — wydawniczy kalendarz świeci pustkami, a rynek wyraźnie zwalnia tempo. Właśnie w takiej przestrzeni najlepiej odnajdują się artyści, którzy nie potrzebują głośnej konkurencji, by przyciągnąć uwagę. A królową tego miesiąca może być tylko jedna. Wielkie ukłony dla Keshy, która swoją premierą perfekcyjnie wpasowała się w ten uspokojony, letni krajobraz. Gdy większość sceny muzycznej łapie oddech, ona staje w centrum – bez konieczności przepychania się o spotlight. To świadoma i odważna decyzja, która może przynieść nie tylko artystyczne spełnienie, ale i należne uznanie.

Kesha – „.”

Data premiery: 04.07.2025 r

Kesha to artystka, której droga była wszystkim, tylko nieprostą linią. Zadebiutowała z przytupem – Animal i jego następca Warrior to albumy, które nie tylko ugruntowały jej pozycję w popowym mainstreamie, ale też na trwałe wpisały się w pejzaż wczesnych lat 2010. Ekscentryczna, bezkompromisowa, odważna – szybko stała się symbolem muzycznej dekady, która nie bała się brokatu i bezpośredniości. I właśnie wtedy, u szczytu popularności, nagle zniknęła. Powodem były długoletnie problemy z wytwórnią oraz medialny i sądowy konflikt z jej ówczesnym producentem, Dr. Lukiem.

W tamtym czasie sama Kesha otwarcie mówiła, że nie czuje już więzi z muzyką, którą tworzyła na początku kariery. W efekcie – od 2017 do 2023 roku – artystka wydała trzy albumy, które znacząco odbiegały od brzmienia, z którym była pierwotnie kojarzona. Były to próby redefinicji własnego głosu, ucieczki od przeszłości, ale też walki o siebie – emocjonalnie i twórczo. Jednak jak to bywa w przypadku prawdziwego artysty, przeszłość zaczęła upominać się o swoje miejsce.

W momencie, gdy TikTok przejął kontrolę nad muzycznymi trendami, stara twórczość Keshy niespodziewanie zyskała nowe życie. Wraz z erą Brat Summer i sukcesem Charli XCX, elektroniczne, niepokorne pop-brzmienia wróciły do łask. Kawałki Keshy zaczęły wirusowo krążyć po sieci, przypominając starszym fanom o złotej erze, a nowym – pokazując, skąd naprawdę wyrasta dzisiejsza popowa rewolucja.

Zaledwie kilka miesięcy później Kesha wróciła z materiałem, który dla wielu był spełnieniem muzycznych marzeń. Singiel JoyRide był jak pomost między tym, co było, a tym, co dopiero nadejdzie – osadzony w elektronicznym, tanecznym klimacie, znanym z jej debiutu, ale jednocześnie dojrzalszy i bardziej świadomy. Artystka ogłosiła również założenie własnej wytwórni, deklarując, że od teraz zamierza wydawać muzykę dokładnie taką, jaką chce – bez kompromisów i bez filtrów. Być może to właśnie moment pogodzenia się z własną historią sprawił, że Kesha może dziś w pełni świadomie celebrować to, co przez lata próbowała zostawić za sobą.

Powrót do koncertowania – o który fani błagali od dawna – stał się faktem. W przyszłym roku Kesha wyrusza w trasę po Europie, niestety z pominięciem Polski. Ale to tylko detal w obliczu tego, co się właśnie dzieje. Nadchodzący album Period zapowiada się na moment przełomowy – zarówno muzycznie, jak i symbolicznie. Tytuł można odczytywać jako metaforę: Kesha stawia kropkę nad „i”, kończy pewien etap i z pełną świadomością wybiera nowy kierunek. Single Boy Crazy, Delusional czy JoyRide to dopiero początek – ale już teraz słychać, że ta historia będzie miała kontynuację godną artystki, która nigdy nie dała się do końca zaszufladkować.

TagiKesha