NewsroomRelacje

Jesienno-zimowe taneczne rozgrzanie – relacja z koncertu Cosmos

Zima już na dobre rozgościła się w naszych kalendarzach i za oknem, więc pora na chwilę wrócić do lata i finału trasy zespołu Cosmos, który rozgrzewająco, końcem października zamknął promocję swojego pierwszego debiutanckiego albumu Ten pierwszy rzut oka. Duet Karola i Mateuesza rozgrzał parkiet klubu Hydrozagadka tak, że aż naprawdę zatęskniłam za letnimi potańcowkami i ciepłymi wieczorami…

W ten jesienno-zimowy wieczór Cosmos nie brał jeńców i od pierwszych nut porwał wszystkich obecnych na parkiecie do tańca. Publiczność została wciągnięta w świat energii i rytmu, gdzie wszystko pulsowało w tańcu, a nogi same rwały się do ruchu. No bo serio, słysząc bangery takie jak Wróćmy do lata czy Twoje ukryte tatuaże – nie można spokojnie ustać w miejscu. Już po pierwszych utworach było jasne, że to będzie wieczór, który zostanie w pamięci na długo. W końcu nie ma to jak zakończenie trasy – tym bardziej, że był to ostatni koncert, na którym mogliśmy usłyszeć piosenki z pierwszego debiutanckiego albumu, przed tym jak na zawsze znikną z setlisty. Bo nadchodzi nowe i to naturalne, że część utworów zastąpią nowe bangery.

Zespół doskonale wyczuwał nastroje sali, prowadząc słuchaczy przez kolejne utwory w sposób rozrywkowy i lekki, ale jednocześnie dopracowany. Między utworami pojawiały się krótkie anegdoty i uśmiechy, które budowały naturalną więź z publicznością. Pojawiła się na przykład historia o ZOO w Zakopanym, która nawiązują to tekstu piosenki ZOO a mianowicie – W Zakopanym nie ma ZOO, nie ma ZOO, nie ma ZOO… Chłopaki dostali od publiki bilet do zakopiańskiego ZOO i zobowiązali się to sprawdzić! Całość sprawiała wrażenie spontanicznej, a jednocześnie świetnie zaplanowanej zabawy.

Brzmienie koncertu było niezwykle rozgrzewająco intensywne – zarówno dosłownie, jak i emocjonalnie. Nie zabrakło również tych pikantniejszych momentów, bo cosmos słynie z tego, że w tekstach nie idzie na kompromisy i przekaz jest po prostu bezpośredni. Nie brakuje u nich dosłownych określeń relacji damsko-męskich czy wulgaryzmów, co z sukcesem podkreśla wydźwięk i niektórym pozwala jeszcze mocniej się utożsamić z utworami. Do tego mocne partie instrumentów, syntezatorów, gitar i pełen pasji wokal sprawiły, że nie zaobserwowałam na sali jednej osoby, która chociażby przez chwilę nie potupała nóżką – wszyscy dali się ponieść atmosferze. Wspólne klaskanie i śpiewanie refrenów tylko potęgowały poczucie wspólnoty. Ciekawym momentem było również oddanie sceny Karolowi, który odegrał piosenkę bez tekstu. Całość wybrzmiała w pełni instrumentalnie – co było swego rodzaju hołdem dla tego drugiego (nie mniej ważnego) członka zespołu poza wokalistą, takie podkreślenie równoważności. Bo dobrze wiemy jak to jest – często łapiemy się w pułapkę mówienia “o zespole”, ale w myśli jesteśmy w stanie przytoczyć sobie jedynie imię wokalisty, mimo, że jest to “ZESPÓŁ”, a nie “wokalista z zespołem”. Super sprawa.

Nie zabrakło też momentów bardziej nastrojowych, niemal tajemniczo budujących napięcie – Droga Pani, Wanilia, Pole namiotowe czy Żaluzje były właśnie takimi momentami. Delikatniejsze fragmenty kontrastowały z dynamicznymi wybuchami energii tańca, pokazując wszechstronność zespołu i jego umiejętność opowiadania historii dźwiękiem. Całość dopełniała lekkość i dystans artystów, którzy prowadzili koncert z humorem, zarażając nim publiczność. Nie zabrakło śmiesznych anegdot, pogadanek i opowieści. Kolejna rzecz której nie można chłopakom odmówić, to genialna konferansjerka i więź z publiką. Śmiech przeplatał się z oklaskami, a radość była wyczuwalna w każdym geście.

Cosmos na koniec lata, to koncert, po którym wychodzi się zmęczonym od tańca, ale absolutnie szczęśliwym i zrelaksowanym – z poczuciem, że uczestniczyło się w naprawdę super wieczorze. Już od pierwszego razu, kiedy usłyszałam zespół na playliście artystów NEXT Fest, robiąc research na jaki koncert pójść, zainteresowało mnie ich brzmienie. Wówczas mając wydane Klasa G, Droga Pani i kilka innych utworów, momentalnie wpadli mi w oko. Teraz, prawie półtora roku później udowadniają, że trzymają poziom, a wręcz – jak najbardziej rozwijają się. Nabrali jeszcze większej charyzmy scenicznej i pewności. Czekam na drugi album i nowe historie miłosne z ciekawością i zaintrygowaniem.