NewsroomRecenzje

„Ciche dni” z Kaśką Sochacką, czyli debiut, który warto posłuchać

Kim jest Kaśka Sochacka? To wokalistka, która właśnie wydała swój pierwszy album, ale na koncie ma już świetną EPkę, a także single, które możecie kojarzyć z telewizyjnych produkcji. Mówią o niej, że jest damską wersją Korteza. Czy to dobrze? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że ich twórczość cechuje się bardzo podobną wrażliwością. Niezależnie od tego, “Ciche dni” są obiecującym debiutem, zatem warto przyjrzeć się tej płycie trochę bliżej.

Mimo, że to dopiero początek kariery Kasi Sochackiej to przy tworzeniu tej płyty miała okazję współpracować z wieloma doskonale wszystkim znanymi postaciami. W końcu niewielu debiutantów od razu ma okazję śpiewać w duecie z Kortezem czy Vito Bambino – liderem Bitaminy. Współpracował z nią także Piotr Madej, którego zapewne więcej osób rozpoznaje pod pseudonimem Patrick The Pan. Wśród muzyków znaleźli się też m.in. Marcin Ułanowski, Magdalena Laskowska oraz Olek Świerkot, którzy na swoim koncie mają wiele przebojów, grając np. w zespole Dawida Podsiadły. W zasadzie warto nadmienić, że i Dawid Podsiadło udzielił swojego wokalu w jednym z utworów. Co prawda, nie znajdziecie go pośród wymienionych osób, które współtworzyły tę płytę, ale ten charakterystyczny głos w „Cichych dniach” należy właśnie do niego. Muszę przyznać, że już od pierwszego odsłuchu nurtowało mnie pytanie, czy te chórki wyśpiewuje właśnie on, a moje przypuszczenia potwierdziły się przy okazji lektury jednego z wywiadów, w którym sama autorka to przyznała.

Warto nadmienić, że po drodze do wydania pierwszego pełnego albumu, Kasia osiągnęła już kilka sukcesów. Wydała EPkę pt. „Wiśnia”, dzięki której dała się poznać szerszej publiczności. Wyruszyła także w trasę koncertową z Kortezem, a nawet jej piosenki było można usłyszeć w produkcjach telewizyjnych – utwór pt. „Jeszcze” wykorzystano przy okazji serialu „Tajemnica Zawodowa”, a z kolei w serialu „Zawsze Warto” pojawił się utwór pt. „Trochę tu pusto”.

W klimat albumu wprowadza nas utwór, który (tak mi się wydaje) był pewnego rodzaju przełomowym momentem w jej karierze – oczywiście mam tutaj na myśli „Wiśnię”. To właśnie dzięki tej piosence zachwyciłam się jej twórczością, ponieważ pewnego razu byłam na koncercie Korteza, gdzie niespodziewanie weszła na scenę, czarując swoim głosem. Do tamtej pory wiedziałam o istnieniu artystki o takim nazwisku, lecz nie do końca byłam zaznajomiona z jej twórczością. Jednak właśnie ten występ spowodował, że postanowiłam się przyjrzeć jej piosenkom.

Obecnie moim numerem jeden zdecydowanie jest utwór „Spędź ze mną trochę czasu jeszcze”, który ujął mnie tą piękną melodią, a także tekstem napisanym z niezwykłą wrażliwością. Chociaż tutaj należy nadmienić, że podobnymi cechami charakteryzuje się większość piosenek. Wszystkie teksty raczej są dość dosłowne, co też w jakiś sposób kojarzy mi się z twórczością Korteza – zapewne pośrednio jest to zasługa Agaty Trafalskiej, która ma swój udział w przygotowywaniu tekstów ich obojga.

Drugim moim ulubionym utworem jest duet z Vito Bambino pt. „Boję się o Ciebie”. Ta piosenka oczarowała mnie już na kilka dni przed premierą, bo ukazała się jako singiel zapowiadający album. Wokale Kasi i Vito pięknie się komponują, tworząc poruszającą całość. W zasadzie to już kolejny duet Mateusza Dopieralskiego, który tak mi przypadł do gustu, bo nie tak dawno zachwycałam się utworem nagranym z Natalią Szroeder, a także sanah.

Chciałabym też zwrócić uwagę, że warto zaopatrzyć się w fizyczny nośnik płyty. Oczywiście, zawsze do tego zachęcam, bo sama bardzo lubię mieć swój egzemplarz na półce – wiem, być może to już trochę staromodne, lecz dla mnie ma większą wartość niż wersja cyfrowa. W wielu przypadkach fizyczne nośniki oferują trochę więcej niż serwisy streamingowe. I tak jest też tym razem – płyta jest wzbogacona o książeczkę pt. „Love story”. Wbrew pozorom nie jest to żadna historia miłosna, lecz opowieść o drodze, którą musiała przejść, by wydać tę płytę. Okazuje się, że to była dość długa i czasami wyboista ścieżka do sukcesu, jakim jest premiera tego wydawnictwa. Nie będę zdradzać szczegółów, bo możecie sami to przeczytać. Powiem tylko, że ta historia doskonale obrazuje, że spełnianie tego typu marzeń wymaga czasu, ale jeśli bardzo czegoś chcemy to wszystko jest możliwe –  wystarczy trochę cierpliwości, masa poświęconej energii i pewnie też odrobina szczęścia.

Nie da się ukryć, że „Ciche dni” to bardzo obiecujący, i zarazem dość długo wyczekiwany, debiut. Nie wiem, czy nieustanne porównywanie do Korteza jest przywilejem, czy bardziej przekleństwem – bo w końcu chyba nikt nie lubi być do kogoś porównywany, zwłaszcza w świecie artystycznym. Jednak, jeśli miałoby to się przełożyć na powtórzenie sukcesu na miarę Korteza to chyba nie powinno być w tym nic złego, a jednak pewnie wiele osób zgodzi się ze mną, że jest coś podobnego w ich brzmieniu, a także i sposobie pisania tekstów. Niezależnie od tego, życzę Kasi podobnych sukcesów, bo drzemie w tej muzyce niewątpliwy potencjał.