
Zalewski bezkompromisowo żegna się z erą ZGŁOWY ostatnim koncertem na wyprzedanym Torwarze! To była istna mieszanka emocji, rocka, biegania po scenie czyli to, za co Krzyśka kochamy. Zapraszamy do naszej relacji!
Koncert rozpoczął się punktualnie i od razu z wielkim przytupem. Utwór ZGŁOWY, który otwierał set tej trasy, jest fenomenalnym wypluciem z siebie emocji. W tej piosence doświadczamy mieszanki polskiego realizmu z chłodnymi a czasem nawet agresywnymi przemyśleniami dorosłego człowieka. Krzysztof po raz kolejny udowadnia nam jakim człowiekiem-orkiestrą jest, bo połączenie gitar z rapem siada tutaj perfekcyjnie. Surowość tej personalnej spowiedzi jest przeszywająca, ale jednocześnie w pewien sposób motywująca. Zaraz później bezkompromisowo wkroczyło na salony Nienasycenie – moim zdaniem, chyba jedna z najlepszych piosenek z tego albumu. Połączenie rytmicznej vibe’u razem z tekstem daje mi takie proste uczucie radości.
Krzysiek należy do artystów typu odważnych, więc nie zabrakło mocnych stwierdzeń i szpilek wbijanych do aktualnej sytuacji na świecie. Pierwszy taki pstryczek pojawił się przy okazji utworu Roboty, gdzie Zalewski jasno wyraził swoje podeście do sztucznej inteligencji opanowującej świat. Przekornie uznał, że ta piosenka ma pozytywny przekaz. Swojej odwagi przekazał też trochę koledze kolegi kolegi kolegi (dokładnie tak to ujął) bo “miał mu o czymś ze sceny przypomnieć”. Tym czymś były rzekomo oświadczyny przy pięknej balladzie Kochaj. Odbyło się to jednak ze smakiem, bo bez żadnego przesadnego zwracania uwagi na zakochanych snopem światła. Szczerze mówiąc, nawet nie zorientowałam się, gdzie szczęśliwi zakochani byli. Rozglądałam się po płycie i trybunie, ale nigdzie nie zauważyłam skupiska latarek. Szczęścia życzę!
Poza odważnymi słowami, pojawiły się też niezawodne solówki gitarowe, czyli kolejna rzecz z której Krzysiek jest znany. A oprócz popisów instrumentalnych, również jego nieokiełznane tańce i szaleńcze bieganie po scenie od prawej do lewej i z powrotem. Zdecydowanie, energia dopisywała mu tego wieczoru. Wykorzystał ją na przekrojową prezentację materiału, bo pojawiły się też starsze klasyki takie jak Annuszka, Zabawa, Ptaki czy absolutny klasyk Miłość Miłość. Ukłony również w stronę genialnych chórków, czyli Las Meduzas, którzy wykonali a capella utwór Spaść.
Koncert jak przystało na pożegnanie z trasą był naprawdę dobry, ale.. trochę zabrakło mi gości. Nie wiem czy to kwestia tego, że inni artyści przyzwyczaili nas już do “wielkich warszawskich zakończeń z pompą”, gdzie co trzeci utwór na scenę wpada gość. Być może trochę na to liczyłam, patrząc jak wyglądał ostatni koncert w Poznaniu, gdzie setlista była naprawdę… dzika. Pojawili się tam m.in. Natalia Szroeder, Małgorzata Ostrowska, Mrozu czy Piotr Rogucki. W Warszawie gościem był DrySkull – polski producent muzyczny, współpracujący z największymi polskimi nazwiskami. Chłopaki zaprezentowali wspólny nowy utwór Mówię Ci Nie z nadchodzącej płyty – wiecie, taka przyjacielska promocja. I absolutnie nie zrozumcie mnie źle – to nie jest umniejszanie gościowi jakim był DrySkull, bo piosenka jest świetna i buja. Chodzi mi o sam fakt i zaskoczenie, że nikt więcej nie pojawił się na scenie. Porównując z innymi zakończeniami tras, na których ostatnio byłam, tu kwestia gości i niespodzianek wypadła mocno średnio. Trochę tak jakby Poznań był zamknięciem, a Warszawa była takim dodatkiem.
Na koniec wręczono Krzyśkowi i każdemu członkowi zespołu oraz Kayaxowi, Złote Płyty za album ZGŁOWY. To piękne domknięcie ery musiało się wydarzyć. Sam Zalewski ze sceny powiedział, że dziękuje swojej publiczności za to, że tak licznie przychodzą na jego występy. Zapowiedział również, że pora oddalić się na chwilę w poszukiwaniu nowych inspiracji. Na koniec dołączył do niego chórek dzieci, z którymi wykonał Nastolatka. Pojawił się też bis i wykonanie covery Sweet Dreams (Are Made Of This) zespołu Eurythmics oraz pozytywne zakończenie chodźmy się kochać czyli utwór O Deszczu.
Kończąc, aż się ciśnie na usta ten żarcik – można powiedzieć, że erę ZGŁOWY mamy z głowy. Prawie dwuletnia przygoda ograna trzema kompletnymi trasami. Pewnie jeszcze będziemy mogli usłyszeć trochę materiału z tej płyty podczas plenerów tego roku, chociaż nie będzie ich jakoś szczególnie dużo. Jak sam Krzysiek powiedział – czas na nowe, więc pewnie w okolicach następnego roku możemy spodziewać się nowych premier. Jak myślicie, co tym razem przygotuje dla nas?






