NewsroomRelacje

Raz na dwa lata, ale z sercem – relacja z warszawskiego koncertu Linii Nocnej

Taki koncert zdarza się raz na rok a może i nawet rzadziej. I ja nawet nie żartuję. Linia Nocna to mistrzowie i trenowaniu cierpliwości swoich słuchaczy, a miesiąc temu zagrali swój pewnie jedyny koncert w tym roku. Jak było? Wzruszająco, kameralnie i z humorem. Czytajcie naszą relację!

Zaczniemy od tego, że Linia Nocna działa nadal choć obecnie w nieco zamrożonym trybie. Składa się z dwóch osób oraz zespołu przyjaciół grającego okazjonalnie. Frontmanka to Mimi Wydrzyńska, a drugą twarzą jest Mikołaj “Tribbs” Trybulec. Tworzą zespół już kilka lat, jednak w ostatnim czasie ich drogi rozeszły się na bardziej prywatne tory. Miki tworzy bardziej klubowo jako producent pod własnym imieniem – na pewno wiele dobrze Wam znanych radiówek taki jak Ostatni raz zatańczysz ze mną (ft. Kubańczyk), Krakowski Spleen (ft. Robert Wiewióra) czy Dzięki, że jesteś (ft. Lanberry). Natomiast Mimi tworzy jako tekściarka oraz trenerka głosu dla różnych wykonawców w Polsce. Dlatego właśnie, tak rzadko teraz jest okazja usłyszeć od nich coś nowego lub spotkać ich na żywo.

A kiedy już dojdzie do tego wyjątkowego spotkania, jest to koncert piękny i dopracowany. Znalazło się nawet miejsce na scenerię zbudowaną ze świateł i kwiatów, które pięknie dodało uroku klimatycznej sali w Scenie Relax. Nagłośnienie też było perfekcyjnie, ale ta sala jest jedną z lepszych pod tym względem, więc naprawdę warto chodzić na tamtejsze występy.

Całość występu była w bardzo luźnym i domowym wręcz klimacie. Początkowy stres szybko odszedł w niepamięć, bo publiczność naprawdę dopisała wsparciem. Było sporo młodych osób oraz dzieci, które jak mniemam Mimi szkoli z technik śpiewania, bo na widowni słyszałam non stop wyrażenia “ciocia Mimi”. Co prawda zdarzyły się jakieś drobne fakapy czy pomyłki, ale wszystko zostało wybaczone oczywiście, ograne z humorem i skwitowane żartem wokalistki: “Widzicie, to się zdarza jak się gra raz na dwa lata”.

Publika dopisywała chórkami i pomocą w wyśpiewywaniu refrenów. Nawet na jednym z utworów czyli Gdziekolwiek, na początku nauczyliśmy się tego jakże prostego refrenu i z przyjemnością dośpiewaliśmy go, tworząc piękny wykon. Widownia zainicjowała również sama z siebie wsparcie na Komarach i wielu innych piosenkach, Setlista była złożona z samych hitów i przekrojowo leciała po wszystkich wydanych przez zespół albumach. Pojawiły się też nowowydane (na przestrzeni ostatniego roku) utwory takie jak Dotyk i Ogródki działkowe.. Oprócz tego znalazło się też miejsce na kameralny secik akustyczny, gdzie Miki przygrywał na gitarze do piosenek Tosty i Poniedziałek oraz wierszyka ułożonego przez Mimi.

Na koniec doświadczyliśmy dwóch bisów – przedpremierowego Dom i 2 dzieci (a w zasadzie premierowego, bo odbywała się ona w trakcie koncertu) oraz Znikam na chwilę. Na koniec Mimi zostało odśpiewane jeszcze Sto Lat, z okazji urodzin oraz wręczono jej kwiaty. Koncert zakończył się w atmosferze radości i wzruszenia oraz przedłużających się oklasków. Miło mi zawsze jest obserwować i łapać takie momenty, bo to udowadnia jak bardzo ważne dla małych artystów jest budowanie wiernego fandomu, który pomimo iż koncerty nie odbywają się często, zawsze chętnie na nie przyjdzie i wyśpiewa wszystkie linijki tekstu. To był naprawdę dobry koncert i skwituję tą relację słowami artystki “Do zobaczenia, oby szybciej niż za dwa lata!”

fot. Dominika Zych / @domitarka