
fot. Materiały własne
OFF Festival w środku lata to już tradycja. Jak zwykle, na początku sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbyło się święto muzyki alternatywnej. Do stolicy Śląska zjechali się fani muzyki z Polski oraz różnych zakątków Europy. Na papierze repertuar muzyczny prezentował się wyśmienicie. Na scenie zobaczyliśmy zagranicznych artystów oraz polską reprezentację. Przez trzy dni mieliśmy okazję wysłuchać ponad 80 koncertów, wykonawców z całego świata. Koncerty odbywały się na sześciu scenach, w tym roku dodano nową — Jazz Club, na której zobaczyliśmy polską scenę jazzową.
Headlinerem tegorocznej była legendarna niemiecka grupa Kraftwerk (1 sierpnia), czyli pionierzy muzyki elektronicznej. W 2025 roku Kraftwerk świętuje 50-lecie epokowego albumu „Autobahn”. Ten koncert zapowiadał się wyśmienicie. 4 listopada minionego roku organizatorzy ujawnili pierwszego headlinera tegorocznej edycji. Dla katowickiej publiczności wystąpił irlandzki zespół Fontaines D.C. (3 sierpnia). Muzycy na Offie promowali najnowszy album „Romance”. Był to drugi występ Irlandczyków na Offie, w 2018 roku zadebiutowali na katowickiej scenie. Trzecim headlinerem był James Blake (2 sierpnia), brytyjski artysta, określany jako jeden z najbardziej inspirujących i wyjątkowych twórców na współczesnej scenie. Jakie zespoły zobaczyliśmy jeszcze na festiwalu? Oto relacja z trzech dni w Dolinie Trzech Stawów.

Po szybkim zameldowaniu w hotelu tradycyjnie odebrałem swoją opaskę, zdjęcie bramy i można było oficjalnie rozpocząć wielkie święto muzyki – każdy festiwalowicz ruszył w swoją stroną – pierwsze koncerty zaprezentowali polscy artyści. Otwarcie festiwalu na Scenie Trójki zainicjował Hesoyam, usłyszeliśmy głównie materiał z płyty „Hesoine Hrazy”.
Pierwszym zagranicznym koncertem, który wybrałem w piątkowy wieczór, był występ Ralphie Choo. Pochodzący z Madrytu wokalista, autor tekstów i producent, tworzy jedne z najbardziej nowatorskich piosenek pop, w których królują hiszpańskie i latynoskie style. Walijskie Los Campesinos! otworzyło koncerty na Scenie Głównej, ich muzyka to melodyjny, imprezowy punk z dużą energią. Pod Sceną Główną pojawiło się pierwsze pogo.
Os Mutantes – pierwszy występ w Polsce legend brazylijskiej muzyki. Ich muzyka to połączenie latynoamerykańskiej muzyki i beatlesowsko-pinkfloydowskiej psychodelii. Wokalista zespołu Sérgio Dias bardzo dobrze bawił się na scenie, chętnie żartował i nawiązał dobry kontakt z publicznością.
Nilüfer Yanya, która balansuje pomiędzy soulem a popem, swoim głębokim głosem hipnotyzowała publiczność podczas wykonywania swoich najpopularniejszych utworów, takich jak “Method Actor” czy “Like I Say (I Runaway)”. Co ciekawe, pod koniec setu zaproponowała również cover “Rid of Me” PJ Harvey. Tutaj bardziej pasowałoby bardziej intymne miejsce, żeby bardziej wczuć się w ten koncert.
Na ten występ czekało wielu. O zespole Kneecap zrobiło się ostatnio bardzo głośno, po występie na Glastonbury Festival. Irlandzcy raperzy zaczęli imprezę, wyświetlając na ekranie statystyki o sytuacji Palestyńczyków w Strefie Gazy, tekst “Free Palestine” przewijał się wielokrotnie podczas koncertu. Muzycy przyomnieli również, że z powodów politycznych ich występy nie doszły do skutku w Niemczech oraz Węgrzech. Jednak to nie polityka była tutaj najważniejsza, zespół obronił się muzyką. Takie utwory jak „I’m Flush” ‘Guilty Consinscence” czy hitowe “H.O.O.D” zachęcało do epickiej zabawy pod sceną.
Po zeszłorocznej wizycie na Openerze Fat Dog wrócili do naszego kraju promować album Woof. Był to znakomity występ z kapitalną aurą. Wokalista, Joe Love kilka razy wchodził w tłum. Post – punkowy klimat utrzymany w tanecznej formie znakomicie wpisał się w Scenę Leśną. Był to jeden z oryginalniejszych koncertów tej edycji. Uroku dodawał saksofon.

No i przyszedł czas na pierwszego headlinera. Kraftwerk to bez wątpienia legendy muzyki elektronicznej. Nie mogło zabraknąć największych hitów tej niemieckiej formacji “The Model”, czy “The Robots”. Znakomicie wypadło “Tour de France” czy “Autobahn”. No i “Pocket Calculator” w dużej części wyśpiewany po polsku przez Ralfa Hüttera. Było to fantastyczne widowisko, ze znakomitym audiowizualnym spektaklem — z licznymi nawiązaniami do naszego kraju. Latający Spodek robił wrażenie…Czterech muzyków stojących na scenie przed wielkimi pulpitami rozkręciło prawdziwą imprezę w Dolinie Trzech Stawów. Dzień zakończyłem tanecznym występem Hi Tech na scenie eksperymentalnej.
Dzień 2 (2.08.2024)
Omasta przy pełnym słońcu i pięknej pogodzie zaczęła koncerty na głównej scenie. Grupa zaprezentowała jazzowe aranżacje materiału z kultowej płyty “Madvillainy” duetu MF Doom i Madlib. Równocześnie na Scenie Trójki, swoje show zaprezentowali muzycy Berlin Manson, czyli słowackiego zespołu, który łączy elementu punka oraz elektroniki. Przyznam szczerze, że bardzo mi się podobało. Co ciekawe, piosenki były śpiewane w języku słowackim.
Mong Tong to był pokaz muzyki eksperymentalnej prosto z Tajwanu, hipnotyzujące dźwięki wypływające z instrumentów robiły wrażenie, brzmiało to nadwyraz interesująco. Występ Lambrini Girls to koncert, na który bardzo czekałem. Trio z Wielkiej Brytanii rozgrzało publiczność na głównej scenie punkową energią. Wokalista Phoebe Lunny nawiązała wspaniały kontakt z publicznością, nie raz schodząc do mosh pitu. Był to koncert krótki, ale bardzo treściwy, pomiędzy utworami zespół zwracał uwagę na ważne kwestie, takie jak bezpieczeństwo na koncertach. Był to klasyczny, punkowy koncert — pełen pozytywnej energii.

Have a Nice Life w zapełnionym namiocie to jeden z najważniejszych momentów tegorocznego OFFa. Był to pierwszy koncert tej amerykańskiej formacji w naszym kraju. Utwory z albumu Deathconsciousness wybrzmiały znakomicie, a magii koncertowi dodawały błyskawice oraz dźwięk padającego deszczu. Fantastyczne przeżycie
James Blake, czyli headliner soboty to brytyjski piosenkarz i kompozytor muzyki elektronicznej. Muzyk oczarował publiczność. Nie zabrakło przebojów, takich jak “Retrograde”, oraz coverów, między innymi Franka Oceana (“Godspeed”). To był dobry koncert — pełen radosnych dźwięków, ładnie zaśpiewany. Równolegle na Scenie Trójki, gitarowy popis zaprezentowała formacja Portrayal Of Guilt. Amerykański zespół na dobranoc połączył black metal, hardcore, noise’a i punk.
Dzień 3 (3.08.2024)
Pierwszym występem na głównej scenie był show zespołu Ciśnienie. Grupa balansuje pomiędzy jazzem a gitarową muzyką. Ja załapałem ten vibe i bawiłem się bardzo dobrze. Sean Kuti, czyli syn legendarnego Fela Kutiego, wraz z projektem Egypt 80 zabrali Offowiczów na afrobeatową imprezę.
Mj Lenderman na scenie Trójki uraczył publiczność materiałem ze swojej płyty „Manning Fireworks”. Brzmienie do złudzenia przypominało nagrania takich wykonawców jak Sonic Youth czy Neil Young. Publiczność reagowała niezwykle żywiołowo na utwory, które nam zaprezentował artysta. To był piękny, gitarowy popis. Na takie koncerty jeździ się co roku na OFFa.
Soft Play zgodnie z oczekiwaniami to była jazda bez trzymanki. Duet łobuzów z Kent zaprezentował show z pełną charyzmą i zaangażowaniem. Był świetny kontakt z publiką, pogo dla pań, oraz punkowa zadziorność. Repertuar składał się głównie z najnowszego albumu „Heavy Jelly”, który ukazał się rok temu. Mimo ogromnego błota pod sceną fani dali z siebie wszystko, muzycy nawet pokusili się o wejście do publiczności, jedna z fanek miała szczęście „pobrzdąkać” na gitarze.
Mało czasu na odpoczynek, bo tuż obok na Scenie Trójki zaprezentował się Geordie Greep. Artysta promował swój album „The New Sound”, wydany rok temu. Lider Black Midi zaserwował danie składające się z tanecznego, psychodelicznego rocka. Improwizacje robiły wrażenie. Największy szał jednak był podczas hitowego „Holy, Holy”. Bardzo fajny, energetyczny występ.
No i nadszedł czas na danie główne, czyli największą gwiazdę tegorocznego festiwalu. Fontaines D.C. odwiedzili nasz kraj już po raz piąty, w tym drugi raz na OFF Festival, kiedy debiutowali na małej scenie. To niesamowite, jaką drogę przeszedł ten zespół, aby znaleźć się na szczycie.

To był iście headlinerski występ. Całość rozpoczęła się od mrocznego „Romance”, wprowadzając publiczność w trans. Następnie powrót do Skinty Fia i „Jackie Down The Line”. Euforia wybuchła już podczas trzeciego utworu, przy „Boys In The Better Land” z Dogrel. Punkowa energia bijąca z Irlandczyków mogła robić wrażenie. Pierwsze cztery utwory to przegląd wszystkich czterech albumów, który zakończył „Televised Mind”. Jednak repertuar składał się głównie z najnowszej płyty, zabrakło tylko „Sundowner”. Jednak korzenie Fontaines D.C. sięgają do punkowej zadziorności. Dwa utwory obok siebie w postaci „Big” oraz „Hurricane Laughter” to był mocny rockowy cios. Wzruszająca końcówka w postaci „I Love You” oraz odśpiewany i wyskakany „Starbuster” podsumował ten wspaniały występ. Podczas koncertu nie zabrakło wzmianek o wolnej Palestynie.
Jednak OFF Festival to nie tylko muzyka. W tym roku karnetowicze mogli skorzystać z innych atrakcji. Chętni mieli okazję wejść do Muzeum Śląskiego za symboliczną złotówkę, pograć w koszykówkę albo w ping-ponga. Dodatkowo na małej Scenie BLIK, oprócz koncertów liczne panele oraz dyskusje, przetłumaczone na język migowy.
No i tak osiemnasta edycja festiwalu dobiegła końca. Ja bawiłem się na niej bardzo dobrze. Repertuar muzyczny przygotowany przez organizatorów spełnił moje oczekiwania. Z niecierpliwością czekam na kolejny rok i nowe ogłoszenia. Jedynym minusem był jak zwykle fakt, że nie udało się zobaczyć wszystkich występów – taki urok festiwali. Wróciłem do domu usatysfakcjonowany nowymi koncertowymi doznaniami. Tegorocznego OFFa oceniam pozytywnie i widzimy się w Dolinie Trzech Stawów za rok, na dziewiętnastej edycji!
