
Fot. Materiały Własne
To już trzecia edycja gdańskiego festiwalu Inside Seaside. Podczas dwóch dni fani muzyki mieli okazję wysłuchać wielu koncertów oraz uczestniczyć w licznych wydarzeniach towarzyszących. Po zeszłorocznym sukcesie i bardzo pochlebnych recenzjach spotkaliśmy się w Gdańsku po raz trzeci Nie bez powodu impreza stała się jedną z najbardziej wyczekiwanych na koncertowej mapie Polski. Oto relacja z AmberExpo.
Inside Seaside to festiwal tworzony przez agencję LIVE we współpracy z Radiem 357 — wydarzenie, w którym muzyka spotyka się z bliskością i rozmową. Organizatorzy od początku stawiają na interakcję ze słuchaczami, a klimat wspólnoty jest tu równie ważny, co same koncerty. Podobnie jak w poprzednim roku, już dzień przed oficjalnym startem festiwalu w hali Amber Expo, fani mieli okazję poczuć atmosferę wydarzenia podczas specjalnych transmisji Radia 357 z Montowni Food Hall. Na żywo można było posłuchać kultowej „Listy Piosenek 357” oraz autorskiej audycji Piotra Stelmacha „Głośni jak miłość”. Tłumy zgromadzone w przestrzeni Montowni tylko potwierdziły, że magia radia i muzyki wciąż potrafi jednoczyć ludzi.
Oprócz koncertów odbywających się na trzech scenach, dużym zainteresowaniem cieszyły się również wydarzenia towarzyszące. W Kawiarni Kulturalnej oraz Strefie Rozmów Radia 357 publiczność mogła uczestniczyć w spotkaniach z wybitnymi postaciami polskiej kultury. Ci, którzy szukali chwili wytchnienia, mogli odpocząć w Świetlicy 357 — miejscu sprzyjającym rozmowom z dziennikarzami oraz rozrywce.

Miłośnicy kina również nie mogli narzekać – specjalnie dla nich przygotowano salę kinową, w której wyświetlano m.in. film „Stop Making Sense” czy historię powstania jednego z najbardziej intrygujących i przełomowych albumów polskiej muzyki alternatywnej – “P.O.L.O.V.I.R.U.S.” zespołu Kury. Mimo bogatego programu dodatkowych atrakcji to muzyka była głównym magnesem festiwalu. Line-up przyciągał fanów z całej Polski, zachęcając do przyjazdu nad morze.
FRANZ FERDINAND
Pochodzący ze Szkocji, kultowy Franz Ferdinand był headlinerem drugiego dnia festiwalu, zamykający Główną Scenę. Występ Franz Ferdinand to była gratka dla wszystkich miłośników indie rocka. Co ciekawe, była to już druga wizyta Szkotów w tym roku, w naszym kraju po wyprzedanym koncercie w Warszawie. Punktualnie o godzinie 23.00 na scenie pojawili się muzycy. Alex Kapranos, wokalista oraz frontman Franz Ferdinand chwycił za gitarę i usłyszeliśmy pierwsze dźwięki „The Dark of the Matinee”. Ku uciesze polskiej publiczności, Alex powiedział „dziękuję” czy „Dobry wieczór Gdańsk” witając się z gorąco wiwatującą publicznością. Repertuar składał się głównie z największych hitów z, ale nie mogło zabraknąć kawałków z „The Human Fear” – tych pojawiło się sześć. Jak to bywa na występach tego zespołu, największe szaleństwo można było zauważyć przy legendarnym „Take Me Out”, skocznym „Do You Want” czy czadowym „This Fire” na końcu, gdzie Alex wraz z zespołem tradycyjnie dyrygował publicznością, robił „szpagaty”, tańczył z gitarą i z uśmiechem biegał po scenie. Muzycy cieszyli się grą i bawili się świetnie ten zespół wie, jak stworzyć show na poziomie światowym. Mimo krótkiego występu (1h15) to był występ godny Headlinera.
THE KILLS
Tego koncertu również nie mogłem odpuścić. Drugą wielką gwiazdą soboty na Inside Seaside był zespół The Kills, czyli brytyjsko-amerykański duet, który od początku XXI wieku buduje swoją tożsamość na surowości, minimalizmie i niepowtarzalnym napięciu. Alison Mosshart i Jamie Hince łączą brudny garage rock z bluesową melancholią. Mimo braku trasy koncertowej po Europie zespół zdecydował się przyjechać po znakomitym występie w warszawskiej Stodole w 2024 roku. Tradycyjnie rozpoczęło się od „Kissy Kissy” z debiutanckiej płyty. Ku mojemu zadowoleniu, dostaliśmy aż trzy strzały z tego krążka – melanchonijny Wait oraz czadowy Fried My Little Brains, podczas którego pojawiło się nawet pogo pod sceną. Alison Mosshart ma nieskończone pokłady energii, i niczym Kazik Staszewski robiła kolejne kilometry na scenie, czarując swoją charyzmą i wokalem. „Doing it To Death”, „Future Starts Slow” czy kończący „No Wow” wciąż brzmi doskonale. Największą część usłyszeliśmy jednak z ostatniej płyty zespołu zatytułowanej „God Games”.

ROYEL OTIS
Niemal dokładnie rok temu, 7 listopada 2024 roku w warszawskim klubie Hybrydy, zespół zagrał swój pierwszy koncert w naszym kraju. Rok później zespół osiągnął status headlinera na Inside Seaside. Royel Otis słynie z energetycznych występów, które poruszają każdego do tańca. Nie inaczej było w Gdańsku! Po wybuchowym otwarciu w postaci “i hate this tune” atmosfera była jeszcze bardziej podgrzana. „Adored” i „Heading For the Door” wyszły bardzo efektownie. Podczas tego ostatniego utworu, zespół przywitał się z polską publicznością, zapraszając do wspólnej zabawy. Zespół promował swój najnowszy album zatytułowany „hickey”. Znaczna część repertuaru była nim wypełniona. Podczas „I Wanna Dance With You” oraz „Fried Rice” cała Hala zamieniła się w parkiet taneczny. Nie zabrakło też coverów. Pod koniec seta podstawowego nie mogło zabraknąć sztandarowych piosenek grupy, które pomogły zyskać im popularność. Przy takich piosenkach jak „Sofa King”czy, „Oysters in My Pocket” nogi same rwą się do tańca. Podczas koncertu usłyszeliśmy dwa covery — „Murder on the Dancefloor” (Sophie Ellis‐Bextor) oraz Linger, od The Cranberries — tutaj wszyscy śpiewali razem. Czuć było więź między zespołem a publicznością. Australijczycy zagrali bardzo dobry koncert. Wspaniały kontakt z publicznością, swoboda na scenie, piękna gra świateł oraz ciekawe wizualizacje, nawiązujące do festiwalu i Gdańska.

LLANA FLORES
Liana Flores to brytyjsko-brazylijska wokalistka i autorka tekstów, której muzyka subtelnie łączy folk, bossanovę i dream pop. Rozgłos przyniósł jej intymny, nastrojowy utwór „Rises the Moon”, który zdobył viralową popularność na TikToku i Spotify dzięki delikatnemu wokalowi i poetyckim tekstom. W 2024 roku Flores wydała debiutancki album Flower of the Soul, i to właśnie z tego albumu usłyszeliśmy większość piosenek na żywo. Był to pokaz muzyczno – liryczny, cztery cudowne dziewczyny grające na swoich instrumentach zaczarowały publiczność na Upstage. Jak wspomniała Llana, był to pierwszy koncert w naszym kraju. Żartobliwie też dziękowała za przybycie, bo wydawało jej się, że „folkowy zespół” nie pasuje do lineupu. Był też wątek kulinarny, dziewczynom wcześniej posmakowały…pierogi.

BAXTER DURY
Baxter Dury, czyli syn legendarnego Ian Dury’ego dał niezwykle energetyczny koncert – porwał festiwal nie tylko tekstami, ale również imponującym tańcem. Jego najnowszy album studyjny „Allbarone” porusza tematy, które dają do myślenia, jednak na koncertach wypadają perfekcyjnie. Piosenki z poprzednich wydawnictw jak „Aylesbury Boy” czy „Pleasure” – zostały dobrze przyjęte, podobnie jak hity w postaci „I’m Not Your Dog”, „Miami” oraz „Cocaine Man”. Mnie osobiście urzekła również wokalista, która doskonale uzupełniała Baxtera, który na scenie czuł się jak ryba w wodzie i zarażał publiczność swoją energią i charyzmą.
DEADLETTER
Deadletter to zespół z południowego Londynu, który szturmem zdobywa sceny Wielkiej Brytanii i Europy. Ich muzyka to bezkompromisowy post-punk z domieszką funku, noise’u i ekspresyjnej narracji, która natychmiast przykuwa uwagę. DEADLETTER to nie tylko dźwięk – to postawa, energia i złość przefiltrowana przez taneczny groove. Zespół jest porównywany do takich tuzów jak The Fall, Gang of Four czy LCD Soundsystem, ale ich styl ma własny, wyrazisty charakter. Chłopaki zamykali festiwal i zrobili to FENOMENALNIE. Mimo późnej pory, publiczność pod sceną skakała i bawiła się razem z zespołem. Wspaniale było usłyszeć taki zastrzyk energii na dobranoc. Wokalista z charyzmą, gitary, perkusja i saksofon – wszystko tu się zgadzało
SIGRID / Altın Gün / THE PILL
Niestety nie dotarłem na koncert King Gizzard & the Lizard Wizard, ale widziałem kilka minut koncerty innych zagranicznych artystów. Sigrid zachęciła wszystkich do tańca swoim repertuarem, a holendersko – turecki Altin Gün psychodelicznym odjazdem rozgrzał wszystkich zgromadzonych na ERGO Hestia Theatre Stage. No i punkrockowa jazda na Upstage od dziewczyn z The Pill.

POLSKA REPREZENTACJA
Dzień na Insie Seaside zaczynali polscy artyści. Koncertem inaugurującym trzecią edycję Inside Seaside był występ Metro na Upstage, czyli najbardziej kameralnej scenie. Chłopaki zaprezentowali gitarowe granie, przypominające post punkowe granie. Przeglądając lineup, ucieszyłem się, że organizatozy imprezy, stawiają też na Jazz. Czy można sobie wyobrazić lepsze zakończenie dnia? Mimo ogromnego zmęczenia występ Kosmonautów dodał nowej energii. Kwintet tworzą: Tymon Kosma, Miłosz Pieczonka, Bartek Lucjan oraz Jan Pieniążek. Usłyszeliśmy materiał koncertowy z wysoko ocenianej płyty „Sorry, nie tu” oraz nową EP. Chłopaki grają awangardowy, jazz, od którego trudno się oderwać. To był jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie koncertów tegorocznej edycji i nie zawiodłem się.
Pink Freud, jeden z najbardziej oryginalnych zespołów na polskiej scenie jazzowej, znany z eklektycznego połączenia jazzu, elektroniki, punka i rocka, zagrał koncert na Ergo Hestia Stage. Od początku dało się wyczuć radość z grania oraz głód koncertów. Oprócz sztandarowych utworów zespół zaprezentował również nowości Było to istne, jazzowe szaleństwo, publiczność bujała się w rytm tej wspaniałej muzyki.
W nostalgiczne klimaty zabrała nas grupa Cinnamon Gum, projekt muzyczny założony w 2023 roku przez Macieja Milewskiego (MaJLo). Miło było nasycić się soulem czy funkiem lat 60. i 70. Chętnie wybrałem się też na występ duetu Matylda/Łukasiewicz. Można było usłyszeć na żywo między innymi „Matka”, „Zamknąć” i „Nudny Rok” z debiutanckiej płyty.
Festiwal Inside Seaside dobiegł końca i, podobnie jak w ubiegłym roku, jestem pod ogromnym wrażeniem. Zarówno formuła wydarzenia, jak i termin w długi weekend sprawdziły się znakomicie. To naprawdę wyjątkowe, że możemy cieszyć się jesiennym, indoorowym festiwalem z tak imponującym, międzynarodowym line-upem. Kolejna edycja została już zapowiedziana (13-15 listopada) , więc termin mam zarezerwowany — jeśli organizatorzy utrzymają poziom, a poprzeczka w tym roku była wysoko, przyszłoroczna odsłona zapowiada się jeszcze lepiej. Wielkie brawa dla agencji LIVE oraz Radia 357 za stworzenie wydarzenia, które łączy miłośników muzyki z całej Polski.
