Relacje

OFF Festival, Katowice – Dzień 1, Relacja

fot. Materiały Własne

OFF Festival po raz kolejny zachwycił! Jak co roku, na początku sierpnia Katowice zamieniają się w stolicę muzyki. Pierwszego dnia obejrzeliśmy ciekawe koncerty, niewątpliwie wydarzeniem dnia był występ The Flaming Lips. Jak było w piątek?

Koncert otwarcia rozpoczął się o 17.20, gdzie polski Atol Atol Atol zaprezentował swój materiał. Dużo gitar, zmiany tempa i rytm, który zachęcał wszystkich zgromadzonych pod sceną do tupania nóżką. Pierwszym zagranicznym artystą, który wystąpił podczas tegorocznej edycji był Joshua Idehen, który otwierał Scenę Eksperymantalną. Materiał składał się z piosenek z debiutanckiego albumu artysty “I Know You’re Hurting, Everyone Is Hurting, Everyone Is Trying, You Have Got to Try”. Joshua dobrze się bawił w Polsce, zaproponował nawet crowdsurfing w tłumie. Niespodzianką był cover Talking Heads pod koniec setu – cały namiot odśpiewał “Once in a Lifetime”.

Następnie wybrałem jazzujący projekt Dana & Alden, który otwierał scenę główną. Klimat funkowo – nostalgiczny koncertu idealnie wpasował się w słoneczny dzień w Dolinie Trzech Stawów. Gitarowe Current Joys na scenie Orlen bardzo mi się spodobało, ciekawe kompozycje oraz letni “vibe” wpasowały się w mój humor. Jednak prawdziwą perełką okazał się koncert W.I.T.C.H, czyli przedstawicieli sceny Zamrock. Afrykańskie rytmy, gitarowe wstawki oraz dobra zabawa – to charakteryzowało ten występ. Wokalista o pseudonimie “Jagari” dał z siebie wszystko. Zdążyłem jeszcze na końcówkę Black Country, New Road – pierwsza wizyta tego bandu w naszym kraju po koncercie w Niebie, w 2023 roku. Materiał z “Forever Howlong” sprawdza się koncertowo bardzo dobrze.

fot. Materiały własne

Jednak niewątpliwie najważniejszym występem było show The Flaming Lips, z materiałem z wydanej w 2002 roku płyty “Yoshimi Battles the Pink Robots”. Uwagę od początku przykuwała oprawa wizualna, oparta o cztery dmuchane różowe roboty. Bardzo lubię ten album, więc z uśmiechem na twarzy odsłuchałem ten materiał na żywo. Wayne Coyne przed i po każdym utworze zachęcał publiczność swoim “Keep it Going” do współpracy, aż naddto. Było dużo oprawy graficznej, konfetti oraz teksty wyświetlane na telebimie. Pojawiły się też kule, które latały po widowni czy dmuchana tęcza. Oczywiście album został odegrany w całości, na bis jeszcze “War Pigs” z repertuaru Black Sabbath, “The Yeah Yeah Yeah Song (With All Your Power)” oraz kończący koncert “Race for the Prize”. Na koniec zobaczyłem po połowie HTRK oraz ciekawe gitarowe zjawisko z Ameryki Los Thuthanaka – jednak to The Flaming Lips wygrywają plebiscyt na koncert dnia – bezapelacyjnie.

Fot. Materiały Własne