„MGK i jego ‘Lost Americana’ – klasyczny plot twist w muzycznej podróży [recenzja]”

fot. Materiały Prasowe
MGK od początku swojej kariery żongluje różnymi gatunkami muzycznymi. Korzenie ma w rapie, ale dość szybko zaczął przecierać szlaki w muzyce na pograniczu punku, popu i rocka, by następnie znów powrócić do rapu. Nie zatrzymał się jednak na tym – eksperymentował także z muzyką country, a przy okazji najnowszego albumu postanowił zabrać słuchaczy w muzyczną podróż w czasie, do brzmień początku lat 2000. „Lost Americana” przywodzi na myśl klasyczny pop i boybandy pokroju Backstreet Boys, jednocześnie osadzając MGK w nostalgicznej, melodyjnej estetyce, której wcześniej w jego twórczości brakowało.
Rozwój jego muzycznej podróży jest zauważalny z każdym rokiem, ale to singiel „Cliché” wyniósł go na największe listy przebojów, docierając nawet do polskich rozgłośni radiowych. Czy właśnie obserwujemy moment, w którym MGK w pełni przebija się do mainstreamu? Wszystko na to wskazuje.
Choć „Lost Americana” może wydawać się radykalnym zwrotem w karierze MGK, w rzeczywistości powstał on przy współpracy z tym samym zespołem, a w kilku utworach na perkusji pojawił się Travis Barker. Wszystko wskazuje na to, że album jest kolejną wizją Colsona Bakera, którą artysta skutecznie doprowadził do realizacji. Jednocześnie jest to wyraźne utarcie nosa tym, którzy próbowali zaszufladkować go wyłącznie jako rapera.
Słuchając tego albumu, ponownie miałam refleksję, że wszystko, czego MGK się dotknie, zamienia w złoto. „Lost Americana” to kolejne świetne wydawnictwo w jego dorobku – inne od poprzednich, a jednocześnie otwierające mu drzwi do grania na stadionach. Radiowe hity to pierwszy krok do zdobycia ogromnej publiczności, a ten album pokazuje, że Colson Baker wie, jak skutecznie rozkochać w sobie słuchaczy.
Wiodący singiel „Cliché” szybko zdobył uznanie, ale niemal równie szybko natrafił na falę hejtu. Krytykowano zarówno słodkie, popowe brzmienie, jak i taneczne ruchy Colsona. Artysta jednak nie zwolnił tempa – idąc za ciosem, wydał „Vampire Diaries”, w którym pokazał jeszcze więcej tanecznej ekspresji, tworząc przy tym genialną, narracyjną historię w teledysku.
Choć album wyróżniają przede wszystkim radiowe hity, to uważny słuchacz dostrzeże, że „Lost Americana” łączy w sobie wszystkie dotychczasowe ery MGK. Prowadzi nas od popowego „Miss Sunshine”, przez rapową odsłonę w „Indigo”, aż po gatunek, który na zawsze zmienił jego karierę – gitarowe brzmienie w „Don’t Wait Run Fast”. Colson Baker wielokrotnie powtarzał, że nie pozwoli się zaszufladkować, a ten album jest bezpośrednim efektem tych słów – słuchacz odnajdzie na nim niemal każdy styl muzyczny, który przewijał się przez jego dotychczasową twórczość.
MGK od dawna wkroczył w świat popkultury i Hollywood, a wraz z tym publika żyje także jego życiem prywatnym. Spekulacje i teorie spiskowe nie mają końca, ale to, co najbardziej urzeka, to brak oficjalnych komentarzy ze strony artysty i subtelne serwowanie smaczków poprzez muzykę. Dzięki temu odkryłam, że utwór „Orpheus” powstał we współpracy z jego partnerką, Megan Fox – co stanowi idealną kropkę nad i tego wydawnictwa i zarazem subtelne zamknięcie ust wszystkim ciekawskim.
Po tym albumie naprawdę trudno przewidzieć, czym muzyczne alter ego MGK jeszcze nas zaskoczy, ale jedno jest pewne – „Lost Americana” doskonale podsumowuje jego dotychczasowe dokonania. Marzy mi się „Eras Tour” w jego wykonaniu, łączący wszystkie gatunki muzyczne, których Colson Baker nigdy się nie wstydził. To bardzo dobra płyta, która otworzy przed nim wiele drzwi i z pewnością przyciągnie nowych słuchaczy.