NewsroomRecenzje

Kathia „Nie chcę być tu sama” – recenzja

Kiedy Kathia debiutowała w 2023 roku płytą Przestrzeń, od razu było wiadomo, że to artystka, której nie da się pomylić z nikim innym. Jej muzyka była szczera, osobista i bardzo bliska. Teraz wraca z albumem Nie chcę być tu sama i pokazuje, że ta autentyczność nie była jednorazowa, a jest wręcz fundamentem jej twórczości.

Kathia dała się poznać szerszej publiczności w 2023 roku, kiedy wydała swój debiutancki album Przestrzeń. Ten materiał od początku zwrócił uwagę szczerością i niezwykłą dojrzałością, a jej nazwisko bardzo szybko zaczęło się pojawiać obok najważniejszych muzycznych wyróżnień. Przestrzeń przyniosła artystce tytuł Odkrycia Empiku w kategorii Muzyka, a także nominację do Fryderyka za Fonograficzny debiut roku. Ale tym, co w niej najbardziej przyciągało, nie były nagrody, tylko to, że była prawdziwa. Kathia nie tylko pisała teksty i komponowała, ale też samodzielnie produkowała swoją muzykę. Dzięki temu brzmiała tak, jakbyśmy dostali do ręki zapis czyichś myśli i uczuć w ich najbardziej pierwotnej formie.

Nowa płyta, Nie chcę być tu sama, rodzi się z podobnej potrzeby szczerości. Kathia nadal pisze i komponuje w samotności, często w swoim małym domowym studiu, a czasem w mieszkaniu, kiedy nagle przychodzi inspiracja i wokół panuje cisza. Zdarzało się, że wokale nagrywała na zwykły gamerski mikrofon, bo akurat był pod ręką. Właśnie dzięki takim momentom płyta nabrała naturalności i intymności, które stały się znakiem rozpoznawczym artystki.

Na tej płycie Kathia po raz pierwszy zaprosiła innych artystów, a aż trzy duety wprowadzają nowe emocje i różnorodność brzmienia. W utworze Do tego momentu Mela Koteluk i Kathia tworzą harmonijną i spokojną atmosferę, która sprzyja refleksji. Rosa z Lor dodaje lekkości i rytmu, a Boję się wody z Oysterboyem ma formę rozmowy – ich wokale niosą emocje, które wypełniają cały utwór. Te współprace sprawiają, że płyta zyskuje świeże odcienie, a jednocześnie pozostaje spójna i intymna.

Jeszcze przed premierą albumu Kathia dzieliła się z publicznością nowymi utworami podczas trasy koncertowej i letnich występów. Nie mogłam się doczekać, żeby usłyszeć je na płycie. Jednym z nich jest Odpłyń, który na żywo całkowicie porwał mnie swoją intensywnością. To niezwykle emocjonalny utwór, opowiadający o potrzebie przestrzeni i wyborze samotności, gdy nie można walczyć o drugą osobę. Wyprodukowany jest tak, jakby ktoś bliski opowiadał swoją historię, siedząc tuż obok, a wstawka „mów mi kiedy, już? okej” od razu wprowadza intymny nastrój. Reszta piosenki potęguje to uczucie – daje wrażenie bliskości i prawdziwego przeżywania emocji, które wypełniają każdą sekundę utworu.

Po koncertach to właśnie Odpłyń zrobiło na mnie największe wrażenie, ale gdy w końcu usłyszałam płytę od początku do końca, zakochałam się w niej już od pierwszej sekundy. Intro od razu wciąga i ustawia cały klimat albumu. Jest subtelną zapowiedzią emocji, które rozwijają się w kolejnych utworach i ostatecznie znajdują pełnię w tytułowym Nie chcę być tu sama.

Płyta skrywa wiele perełek, a jedną z nich, na którą mam aktualnie fazę, jest Weź mnie od ludzi. To utwór, do którego wracam wyjątkowo często, bo ma w sobie coś niemal hipnotyzującego. Melodia wciąga od pierwszych sekund i nie chce puścić, dlatego zdarza mi się puszczać go w kółko, jakby mógł nigdy się nie znudzić. Tekst to prośba o chwilę oddechu, o ucieczkę od tego, co przytłacza i budzi lęk. Całość działa trochę jak schronienie – im dłużej się słucha, tym bardziej ma się wrażenie, że ten utwór naprawdę daje poczucie oddechu i spokoju.

Ta płyta pokazuje, że muzyka może działać na wielu poziomach. Każdy utwór broni się sam w sobie, można do niego wracać osobno i za każdym razem przeżywać go na nowo, ale dopiero słuchana w całości odkrywa pełnię swojego sensu. Teksty są melancholijne, miejscami bardzo bolesne, a jednak niosą coś więcej niż tylko smutek. Mają w sobie ciepło i nadzieję, takie poczucie, że ktoś rozumie i nazywa emocje, które czasem trudno nam samym uchwycić. Przekornie wobec tytułu Nie chcę być tu sama, płyta daje poczucie bliskości i zrozumienia. Jestem przekonana, że każdy słuchacz odnajdzie tu swoją historię albo emocje. Krótko mówiąc, to idealna płyta na chłodne wieczory z herbatą i kocem!