Newsroom

#91 Muzyczna Ściąga: Demi Lovato, Reneé Rapp, Hayley Williams, Michael Clifford

fot. Materiały Prasowe

fot. Materiały Prasowe

Lato 2025 nie przynosi muzycznego przestoju – wręcz przeciwnie. To moment, gdy artyści znani dotąd z zespołów lub poprzednich wcieleń postanawiają powiedzieć coś od siebie, bez filtrów i kompromisów. Demi Lovato flirtuje z dance-popem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Reneé Rapp pokazuje, że jej debiut to był dopiero początek. Hayley Williams powraca z kolekcją solowych utworów, które mogłyby spokojnie tworzyć pełnoprawny album. A Michael Clifford z 5 Seconds of Summer serwuje nam pop-punkowy powrót do czasów, kiedy emo było codziennością.

Ten przegląd to nie tylko zbiór muzycznych premier – to moment, w którym wielu artystów otwiera nowy rozdział i redefiniuje swoją tożsamość.

Demi Lovato rozpoczyna nową erę utworem “Fast”

Muzyka dance wraca do łask – i to z przytupem. Można śmiało powiedzieć, że żyjemy w erze Charli XCX. Jej wpływ na współczesną muzykę pop jest niepodważalny – coraz więcej artystów odważnie sięga po mocniejsze, taneczne brzmienia z pogranicza dance-popu i elektroniki. W tym nurcie odnajduje się także Demi Lovato, która już wcześniej flirtowała z takim stylem – wystarczy przypomnieć hity “Cool For The Summer” czy “Neon Lights”. Teraz jednak idzie o krok dalej.

Chwytając byka za rogi, Demi postanowiła pójść na całość i nagrać cały album osadzony w tym brzmieniowym klimacie. Dziewiąty krążek w jej karierze już wkrótce ujrzy światło dzienne, a za jego produkcję w całości odpowiada Zhone – producent znany ze współpracy m.in. z Kylie Minogue, Troyem Sivanem czy Keshą. Singiel zapowiadający album, zatytułowany „Fast”, to energetyczna zapowiedź czegoś większego – być może nawet godnego konkurenta dla znakomitego „BRAT” Charli XCX.

Ale to nie tylko muzyczna deklaracja. To także symboliczny gest. W teledysku do „Fast” Demi wraca do najtrudniejszych momentów swojej kariery – na ekranie telewizora przewijają się obrazy z jej przeszłości, przez media wielokrotnie okrzyknięte „upadkiem”. Z kolei premierze utworu towarzyszyła nieprzypadkowa lokalizacja: słynny jogurt shop w Los Angeles, który artystka lata temu publicznie skrytykowała, wywołując falę krytyki i oskarżeń o niszczenie małych biznesów. Teraz – z dużą dawką autoironii i świadomości medialnego szumu – Demi wraca tam, gdzie zaczęła się jedna z jej największych kontrowersji. Efekt? Świetny PR i dowód na to, że potrafi rozliczyć się z przeszłością z klasą i humorem.

Czekamy na więcej. Jeśli „Fast” jest zapowiedzią kierunku, w którym zmierza nowa Demi Lovato, to wygląda na to, że wraca do gry szybciej i mocniej niż kiedykolwiek.

Reneé Rapp wydała nowy album

Reneé Rapp wraca z nowym albumem – i robi to z rozmachem. Jej najnowszy krążek to nie tylko zbiór piosenek, ale spójna, przemyślana od A do Z koncepcja, która udowadnia, że artystka nie zamierza zwalniać tempa. Już pierwsze zapowiedzi projektu wywoływały poruszenie wśród fanów, a singiel „Leave Me Alone” rozgrzał internetowe społeczności do czerwoności, zwiastując coś naprawdę dużego.

Teraz gdy cały album trafił już w ręce słuchaczy, można powiedzieć jedno: Reneé Rapp przeskoczyła samą siebie. „Bite Me” bije na głowę jej debiutancki projekt – jest dojrzalszy, bardziej bezkompromisowy i jeszcze mocniej osadzony w estetyce, która stała się jej znakiem rozpoznawczym. Ten materiał nie tylko cementuje jej pozycję w branży, ale również ustawia ją w pierwszym szeregu nowego pokolenia popowych wokalistek z charakterem.

Jest tylko jedno „ale”: brak Polski na ogłoszonej trasie koncertowej. Dla wielu fanów to spore rozczarowanie. Ale… kto wie? Może to cisza przed burzą i niespodziewanym ogłoszeniem występu na jednym z festiwali – Open’erze, OFF-ie, a może nawet Orange Warsaw? Jedno jest pewne: hype rośnie, a my czekamy z otwartymi ramionami.

Hayley Williams i jej 17 nowych singli

Hayley Williams – głos Paramore i jedna z najbardziej charakterystycznych postaci sceny alternatywnego pop-rocka – ponownie wychodzi z cienia zespołu. Tym razem zaskakuje nietypowym ruchem: udostępnia aż 17 zupełnie nowych utworów, które powstawały na przestrzeni ostatnich lat, od 2017 aż do teraz. Co ciekawe, sama wokalistka nie nazywa tego projektu nowym albumem – to raczej zbiór osobistych szkiców i emocjonalnych zapisków, które postanowiła wypuścić jako niezależne single. Nie znajdziecie ich więc w jednym miejscu na Spotify – każdy z utworów funkcjonuje osobno, rozsiany po streamingowych zakamarkach.

To kolejna odsłona solowej tożsamości Hayley – dojrzałej, świadomej i w pełni niezależnej artystki, która udowadnia, że doskonale radzi sobie również poza strukturą Paramore. A nowy „rzut” piosenek naprawdę ma czym się pochwalić. Wśród moich faworytów: przebojowe „Love Me Different” – mocno osadzone w popowej stylistyce, surowe i szczere „Mirtazapine” oraz kompletnie odklejone, eksperymentalne „Discovery Channel”, które brzmi jak podróż przez zakamarki jej umysłu.

W wywiadach towarzyszących premierze Hayley zdradziła, że planuje trasę koncertową w pojedynkę – po raz pierwszy od pandemicznego 2020 roku, kiedy to jej solowe plany zostały brutalnie przerwane przez lockdown. Jeśli tym razem uda się ruszyć w trasę, będzie to nie tylko długo wyczekiwany powrót, ale i symboliczny zamknięty rozdział niedokończonej historii.

Michael Clifford tym razem solo

Michael Clifford – członek 5 Seconds of Summer – dołącza do grona kolegów z zespołu, którzy coraz śmielej eksplorują solowe brzmienia. Jego debiutancki album „SideQuest” to nostalgiczna podróż w czasie, prosto do lat 2000., kiedy kultura emo i pop-punk były na szczycie. Krążek jest mocno osadzony w tej estetyce: buzują tu emocje, mocne gitarowe riffy i teksty pisane z serducha.

To solidny materiał, który – choć nie odbiega diametralnie od tego, co znamy z 5SOS – pozwala lepiej zrozumieć, co gra Michaelowi w duszy, gdy nie musi iść na kompromisy. „SideQuest” to idealny soundtrack dla tych, którzy dorastali przy Blink-182, My Chemical Romance czy Fall Out Boy, ale też świetna propozycja na czas zawieszenia aktywności zespołowej przez 5SOS.

Jeśli szukacie czegoś, co przywróci klimat eyelineru, Vansów i słuchawek z odtwarzacza MP3 – koniecznie dajcie temu albumowi szansę.