NewsroomWywiady

WLKM.PL w rozmowie z Bovską: „Interesuje mnie sztuka, w której centrum stoi człowiek.”

Jest na wskroś nowoczesna – najbardziej lubi, kiedy ktoś share’uje i linkuje jej muzykę. Poznawane innowacje wykorzystuje jednak w bardzo świadomy sposób. Czerpie z tego, co przynosi jej tu i teraz – zarówno dla warstwy wizualnej, jak i muzycznej swojej twórczości. Jak zauważa, to słowo inspirowane człowiekiem trafia jednak najszybciej z piosenki do głowy. Bovska opowiedziała nam o swoim najnowszym albumie „Kęsy”.  

„Kęsy” wydałaś 1,5 roku po „Pysku”. Media zwracają uwagę na ten dystans czasowy, po pierwsze dlatego, że jest on nie długi, a po drugie, „Pysk” wydany został po roku od „Kaktusa”, więc krótki czas oczekiwania na Twoje albumy to już trochę Twój znak rozpoznawczy. Wielu artystów pytanych o to kiedy wyda następną płytę odpowiada, że musi odczekać, pozbierać kolejne doświadczenia i inspiracje, przeżyć coś nowego. Ty mówisz za to o apetycie na nowe rzeczy i niecierpliwości, stawiając się w kontrze do tych, którzy czekają.

Myślę, że to z jednej strony kontra, a z drugiej, chyba nie zawsze tak się da – nie zawsze ma się tyle wolności, żeby wydawać płyty tak szybko. Ja mam taką wolność, jednak jestem zależna od wielu ludzi, z którymi współpracuję. Co do inspiracji – mam wrażenie że dużo się u mnie dzieje – ciągle coś przeżywam i jestem w stanie zamieniać to w teksty. Nie wiem, może jestem nadwrażliwa. Codzienność dostarcza mi dużo bodźców i nie potrzebuję przeżywać nie wiadomo jakich dramatów, bo one ciągle dzieją się, w życiu codziennym. Może trochę intensywniej doświadczam tej codzienności? A może mam już jakąś lupę na te rzeczy. Życie inspiruje, ale inspiracja bierze się z wnętrza.

Zastanawiam się w co musisz być uzbrojona wewnętrznie, żeby wydawać albumy w tak krótkim odstępie czasu. Wymieniłaś wrażliwość. A determinacja?

Na pewno. Potrzeba wierzyć, że to ma sens. Jest wiele przeciwności, na które można natrafić. Łatwo  jest pewnie zgubić po drodze cel. Celem jest zamknięcie w całość jakiegoś materiału muzycznego i nadanie mu tej wizualnej strony. Musi on mieć wewnętrzny sens. Dla mnie cel jest oczywiście ważny, ale droga jest najbardziej ekscytująca, więc ja dążę do tego, żeby znowu na tę drogę wejść. Teraz już myślę o tym, że będę pewnie wydawać następną płytę.

Jesteś przykładem na to, że mimo krótkiego czasu oczekiwania, słuchacze mogą dostać od muzyka kompletny album. U Ciebie to zawsze jest chwytliwa koncepcja – wydawnictwo z motywem przewodnim. Te pomysły dotyczące tego, w co ostatecznie ubrać materiał, przychodzą do Ciebie jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad tym materiałem, w trakcie jej trwania, czy może po nagraniach?

To jest tak, że ja cały czas mam różne pomysły i kolekcjonuję je, ale one nigdy nie mają pełnego kształtu dopóki nie powstanie przynajmniej część materiału muzycznego i tekstów. Tekst piszę z intencją, ale do końca nigdy nie wiem jaki on wyjdzie – zawsze jest element zaskoczenia, zaskakuję sama siebie. Z tych wielu pomysłów w pewnym momencie zaczyna mi się wyłaniać jeden, który wydaje mi się najbardziej sensowny i pasujący do tego, czym staje się powoli materiał, nad którym pracuję. Proces wymaga ciągłego bycia w tym materiale muzycznym. Myślę o piosenkach i próbuję je zwizualizować w kontekście strony wizualnej albumu. W przypadku płyty „Kęsy” ta koncepcja powstała dość szybko. Zaczęłam od sesji zdjęciowej, która miała miejsce w listopadzie zeszłego roku w budynku Ricardo Bofilla, który nazywa się Walden7. Sesja była punktem wyjścia do stworzenia graficznej opowieści Kęsów. Pracę nad muzyką i stroną wizualną dzieją się zatem równolegle. Mam nad tym dość intensywna kontrolę, bo jestem dyrektorem artystycznym całego przedsięwzięcia.

Kiedy słucha się Twoich płyt, wspólne dla ich brzmienia jest to, że ma się poczucie smakowania jakieś alternatywnej, nierzadko abstrakcyjnej rzeczywistości. Ta abstrakcja widoczna jest też w warstwie graficznej Twoich koncepcji. Lubisz abstrakcję w sztuce?

Bardzo. Ale lubię też sztukę figuratywną. Zarówno dawną jak i współczesną. Nie jest tak, że ubóstwiam tylko abstrakcję. Kocham bardzo malarstwo Marka Rothko, ale również Cy Twombly. Choć to zupełnie inne podejście do abstrakcji i ekspresji w malarstwie, kocham obu. Jeśli chodzi o malarstwo polskie – podziwiam twórczość Teresy Pągowskiej.

Ostatnio najbardziej interesuje mnie sztuka, w której centrum stoi człowiek. Może to też dlatego, że piosenki związane są tak bardzo z człowiekiem, z tym co się przeżywa, z jego życiem wewnętrznym.

Właśnie. Twoje teksty bywają już mniej abstrakcyjne, bo opowiadasz w nich historie, z którymi można się identyfikować, prezentujesz w nich sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu z nas na co dzień. Przyznam szczerze, że gdybym zatrzymał się w Twojej twórczości na „Kaktusie” to pomyślałbym, że chowasz się za licznymi metaforami, niedopowiedzeniami, unikasz bezpośredniego komentarza. To zmienia się chyba wraz z „Psykiem” i „Kęsami”.   

Wydaje mi się, że przeszłam jakąś drogę. Zaczęłam od pisania piosenek po angielsku, a w takiej sytuacji trochę chowasz się za językiem obcym. Potem zaczęłam pisać po polsku i znalazłam na to swój własny klucz. Metafora i tekst pojmowane w taki sposób, w jakim ja o nich myślałam i myślę, daje możliwość pewnego schowania się i swobodę interpretacji. Lubię sztukę, która jest w jakiś sposób uniwersalna, czyli taką, która porusza pewne uniwersalne wartości. W swoich tekstach przeszłam drogę otwierania się na słowa, które są bardziej wprost, które mam bezpośrednio na myśli. To związane z ciągłą przemianą człowieka. Na pewno przeszłam pewną drogę i świadomie buduję swoje teksty. Na „Kęsach” jest więcej opowieści niż na poprzednich płytach. Wydaje mi się, że najtrudniejszą płytą pod względem warstwy lirycznej jest „Pysk” – tam jest najwięcej pogmatwania w piosenkach jak dotychczas.

„Kęsy” to płyta autobiograficzna?

I tak i nie. Piosenka to jednak forma o skończonej całości. Kiedy napiszesz, nagrasz ją i zaśpiewasz, to ona staje się już oddzielnym bytem, więc ten aspekt autobiograficzny nie jest taki istotny – nie muszę się w żaden sposób wstydzić tego, że się wywnętrzam. Wiele rzeczy powstało oczywiście z moich przemyśleń, niekoniecznie w kontekście mnie, ale otaczających mnie ludzi, inspiracji filmowych czy historii wokół, które mnie jakoś poruszają i skłaniają do refleksji.

Napisałaś kiedyś za mocny tekst, który musiałaś odłożyć o szuflady, bo czułaś, że nie mogłabyś go zaprezentować?

Tak, napisałam taki tekst. Tekstem bardzo bezpośrednim jest ten z piosenki „Blef”, która jest bonusem z płyty „Kęsy” i trzeba ściągnąć ją kodem QR, znajdującym się na papierowym wydaniu albumu. To melorecytowana piosenka, bardzo wprost.

Gdyby spojrzeć na „Kęsy” od strony muzycznej, wydaje mi się, że refreny wielu piosenek z tej płyty wybrzmiewają ciężej niż w przypadku Twoich poprzednich wydawnictw. Zmierzasz w stronę mroczniejszej elektroniki?

Wydaje mi się, że ta płyta jest lżejsza jeśli chodzi o elektronikę. Jest na niej dużo subbasowych brzmień, trochę dość łagodnej elektroniki. Ale postawiliśmy też na większą ilość instrumentów akustycznych. Pojawia się i fortepian i np. gitara w „Komforcie”. Z kolei „Pysk” miał dużo więcej agresywnych, wysoko brzmiących syntezatorów. Jeśli chodzi o inspiracje brzmieniowe  – bawimy się nawiązując do muzyki disco, synthowych brzmień, jak na przykład w „Kimchi”, czy do techno w „Bez cukru”. Rozwijamy to sobie na koncertach w improwizacjach. „Gdy na mnie patrzysz” ma bardzo popowy refren. To wszystko, eklektyczne w brzmieniu, jest pewnego rodzaju zlepkiem moich najróżniejszych inspiracji muzycznych. U mnie ten eklektyzm obecny jest od początku – od „Kaktusa” przez „Psyk” do teraz – to pewnego rodzaju statement.

Ten eklektyzm to znak naszych czasów. Żyjemy w czasach Instagrama, gdzie możesz obejrzeć pracę człowieka, który mieszka na drugim końcu świata. To było niemożliwe jeszcze 15 lat temu, kiedy nie było Internetu w komórkach i zupełnie inaczej szukało się informacji, inny był do nich dostęp. Teraz przetwarzamy skrajnie dużą ilość informacji i inspiracji. Ja po prostu oglądam i słucham tego mnóstwo. To wszystko na mnie wpływa.


Kliknij tutaj i kup album „Kęsy” z legalnego źródła


Jako twórca czujesz się bezpieczna w Internecie?

Tak. Dlatego, że korzystam ze sprawdzonych dróg dystrybucji muzyki. Jako swój wydawca współpracuję z dystrybutorami, którzy opiekują się kanałami dystrybucji i dbają o to, żeby treści nie były wykorzystywane w zły sposób. Oprócz tego, kiedy ktoś nagra cover mojej piosenki, albo chce coś z nią dalej zrobić i nie robi tego w złych intencjach, albo żeby na tym zarobić, to jest to fajne, bo dzieli się dalej z innymi kawałkiem mnie. Ktoś najczęściej robi to, bo lubi daną piosenkę, więc to właściwie mi pochlebia.

Pytam o to, bo ostatnie doświadczenia pokazują, że użytkownicy Internetu, przestrzeni ogromnej i wydawałoby się, że niezbywalnej swobody, często są nieświadomi tego, jak powinno się traktować pracę twórcy, która ląduje w sieci. Pokazują to badania*, a naocznie mogliśmy doświadczyć tego przy okazji nagłaśnianej akcji z hasłem ACTA 2, które odnosiło się do dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym – dyrektywy mającej chronić twórców, użytkowników sieci oraz właścicieli portali internetowych przed łamaniem prawa.

To jest trudne, bo stosunkowo nowe zjawisko. Rozumiem, że niektórzy, zwłaszcza super młodzi ludzie, często totalnie nie zdają sobie sprawy z tego, czym jest utwór w kontekście prawa. Zwłaszcza polskie prawo autorskie jest dość młode, rozwija się, pozostawia wiele miejsca do interpretacji. Natomiast, kluczowe jest to, że twórca coś tworzy i żyje z tego, więc fajnie jakby mógł dostawać za to wynagrodzenie, dzieląc się tym z innymi. Media cyfrowe dają takie możliwości przez streaming i sprzedaż muzyki online. Co prawda niektórzy narzekają na to, że to nie są duże pieniądze, ale wydaje mi się, że mimo wszystko, to jest naszą przyszłością i musimy się pogodzić ze zmianą rynku.


Przeczytaj recenzję albumu „Kęsy”


W jednym z wywiadów przedstawiłaś tezę, że płyty CD odchodzą już od lamusa.

Tak uważam. Odchodzą powoli. Trwa teraz wielki powrót winyla, więc może też jeszcze kiedyś wróci płyta CD. Płyta CD jest bardzo nietrwała, bo po kilku latach pada, więc uważam, że przetrwają tylko takie wydawnictwa, które są wydane w wyjątkowy sposób. Dlatego staram się dbać o tę fizyczną stronę moich wydawnictw. Jestem ciekawa jak to będzie za te 50 lat. Ja sama nie kupuję za wielu płyt, bo przede wszystkim słucham ich w streamie. To jest wygodne, bo portal streamingowy działa na różnych urządzeniach. Oczywiście, jest też muzyka, której tam nie ma i wtedy warto mieć odtwarzacz. Dzisiaj prawie każdy ma już smartfona. Pogodzenie się z takim sposobem dystrybucji muzyki jak streaming jest po prostu koniecznością.

Dostajesz sygnały od słuchaczy, że zadomowili się już z „Kęsami”?

Najbardziej lubię kiedy ktoś share’uje i linkuje na Instagramie, że słucha moich piosenek lub śpiewa je na koncertach. To jest dla mnie zawsze największy komplement. Dostałam bardzo dużo pozytywnych recenzji i wiadomości, że ta płyta jest komuś bliska. Ludzie odnoszą się najczęściej do jej warstwy lirycznej. Ona zawsze przenika najszybciej z piosenki do głowy. Mam nadzieję, że to początek, bo płyta ukazała się dopiero miesiąc temu. Album ma też dużo kolegów, chociażby „Bastę” Kasi Nosowskiej czy „Małomiasteczkowego” Dawida Podsiadło, więc konkurencja październikowa jest trudna do przebicia. Jednak nie martwię się. Po prostu robię swoje.

* Raport Stowarzyszenia Kreatywna Polska dot. piractwa w Internecie: www,kreatywnapolska.pl/aktualnosci-kreatywnej-polski/235-raport-piractwo-w-internecie-straty-dla-kultury-i-gospodarki

Zachęcamy do wzięcia udziału w naszym konkursie, w którym można wygrać najnowszą płytę Bovskiej. Kliknij tutaj, by dowiedzieć się więcej.

Podziel się: