NewsroomRecenzje

Paweł Izdebski pokonał swój @strach i wyszło mu to genialnie – recenzja albumu

W czasach streamingów, kiedy muzyka jest tak szeroko dostępna, odnoszę wrażenie, że czasem jesteśmy przytłoczeni jej nadmiarem. Ciężko znaleźć perełkę, coś wyjątkowego, co poruszy skrywane w nas głęboko emocje. Bardzo lubię piątki za to, że właśnie wtedy pojawia się nowa muzyka. Na ten dzień tygodnia czekam często zniecierpliwiona i głodna, czegoś nieznanego – może odkryję kogoś wyjątkowego? Kiedy on już nadchodzi, często pojawia się rozczarowanie i niesamowite pożądanie dalszego odkrywania. Słowa, że dobre rzeczy przychodzą same sprawdziły się w tym przypadku. Paweł Izdebki totalnie mnie zachwycił już podczas poznańskiego koncertu. Domyślacie się zapewne, że zaproszeń na różne wydarzenia jako redakcja dostajemy mnóstwo, ale tylko raz na jakiś czas zbieramy szczękę z podłogi. O tym, jak bardzo podobał mi się ten koncert przeczytacie tutaj, ale przejdźmy do rzeczy – czyli do debiutanckiej płyty Pawła, która w końcu się ukazała.

Trochę zabawnie brzmi stwierdzenie „w końcu” z moich ust gdy tak naprawdę z osobą Pawła Izdebskiego znamy się niespełna dwa miesiące. Czasem jednak tak bywa, że słyszy się kogoś na żywo i po koncercie chce się jeszcze raz posłuchać tych wszystkich kawałków w wersji studyjnej, a tu nie było takiej możliwości… aż do teraz!

Album „@strach” jest wszystkim tym, czego się spodziewałam albo jeszcze czymś lepszym. To miód dla uszu. Paweł wypełnił lukę, która przez długi czas tkwiła w mojej muzycznej bibliotece. Uważam, że mało mamy takich artystów jak Igor Herbut – człowiek z ogromną wrażliwością – aż tu nagle pojawia się Izdebski, który swoje emocje idealnie przelewa w utworach i w tej kategorii jest sporą konkurencją dla lidera zespołu LemON.

W moim odczuciu płyta ta jest świetnym dowodem na to, jak można pokonywać strach. Jest to pewnego rodzaju upust swoich emocji, wykrzyczenie światu czegoś, co długo było tłumione. Nie każdy potrafi opowiadać o swoich wątpliwościach, wycofywaniu się czy porażkach. Paweł gra w otwarte karty, każdy utwór prowadzi nas przez zawiłą ścieżkę jego życia, która doprowadziła nas do momentu w którym jest teraz i który możemy z dumą obserwować.

Wyczuwając wrażliwość tego artysty wiem, że mogłaby to być płyta niesamowicie smutna, depresyjna i wszyscy byśmy ją za to pokochali, ale jednak znajdują się na niej również utwory wesołe, przy których nawet można potupać nóżką! Gdy przesłuchiwałam „Pożegnanie niebieskich ścian” to poczułam ciepłe promienie słońca na twarzy w środku zimy. Jeśli można się rozmarzyć to właśnie przy tym utworze.

Cały ten album jest nad wymiar wybitny, ale gdybym miała wybrać swojego faworyta to bezwątpienia jest nim utwór „Szwy”, który chwyta za serca i rozrywa je na kawałki.

Przyjemnie się piszę o muzyce, której przyjemnie się słucha. Jeśli chcecie dołączyć do osób, które pokonują strach to już dziś odpalcie płytę Pawła Izdebskiego i dajcie upust swoim emocjom. Niech ta muzyka Was poniesie tam, gdzie chce wyobraźnia. A Pawłowi życzę, by ta płyta trafiła do szerokiego grona, bo czuję, że ten album będzie zmieniał inne życia.


Kliknij tutaj i kup album „@strach” z legalnego źródła