NewsroomRelacje

The Last Dinner Party w Warszawie – relacja z koncertu

fot. Jakub Ziółek

The Last Dinner Party nie jest zwyczajnym girlsbandem – to rockowa sensacja z Wielkiej Brytanii, której skład zasila pięć charyzmatycznych kobiet: Abigail, Lizzie, Emily, Georgia, Aurora. Szerszej publiczności dały się poznać za sprawą singla „Nothing Matters” z 2023 roku, który zapewnił debiutanckiemu albumowi wejście na sam szczyt brytyjskich list sprzedażowych.

fot. Jakub Ziółek

Występ w warszawskim COS Torwar był przeniesieniem na scenę historii opowiedzianych na dwóch albumach – „Prelude to Esctasy” oraz wydanego w październiku zeszłego roku „From The Pyre”. Choć trwająca trasa promuje głównie drugie wydawnictwo formacji, podczas koncertu zdecydowanie nie zabrakło również piosenek z debiutu. W pierwszej części wieczoru wybrzmiało uwielbiane i głośno wyśpiewane przez fanów „The Feminine Urge” i moje ulubione, balladowe „On Your Side”, którego warstwa liryczna w wersji na żywo uderza równie silnie. Zaskoczyło mnie zagranie takich utworów, jak „Caesar on a TV Screen” czy „My Lady of Mercy”, które nigdy nie wyróżniały się dla mnie na albumie, a w czasie koncertu zyskały zupełnie nową świeżość. Myślę, że ostatni z wymienionych utworów z debiutu zostanie ze mną jeszcze na długo.

Jeśli chodzi o album „From The Pyre”, dziewczyny wykonały go w całości. Do najmocniejszych momentów w mojej opinii należy zaliczyć „Inferno”, „Rifle” oraz otwierające koncert „Agnus Dei”, które dopiero teraz odsłoniło przede mną swój pełen potencjał i utkwiło w głowie na dobre kilka godzin po zakończeniu występu. Nie zawiodłem się też mocno wyczekiwanym „This is the Killer Speaking”, które zagrane zostało na sam koniec. W trakcie tego utworu, tuż przed ostatnim refrenem, Abigail zaprosiła na scenę dwie fanki, aby nauczyły publikę prostej choreografii. Ich obecność na scenie była świetnym podsumowaniem tego, jak bliską relację z fanami ma zespół i jak bardzo ceni sobie interakcje z publicznością. Wokalistka niemal przed każdym utworem zabawiała, opowiadała anegdoty związane z tworzeniem albumu czy życiem w trasie. Kilkukrotnie wspominała też poprzedni występ zespołu w Polsce. Często nawiązywała mini-konwersacje ze stojącymi najbliżej sceny fanami, mówiła pojedyncze słowa po polsku, wielokrotnie dziękowała publiczności za energię i zaangażowanie oraz komentowała liczne transparenty. Na jednym z nich została porównana do czternastowiecznej polskiej Królowej (Króla) Jadwigi Andegaweńskiej, co rozbawiło zarówno publiczność, jak i wszystkich członków zespołu. 

Koncert nie okazał się dużym zaskoczeniem, jeśli chodzi o brzmienie utworów – stanowił on raczej wierne odzwierciedlenie albumu, który w znacznej większości nagrany jest na żywych instrumentach. Utwory wykonane przez dziewczyny na żywo zyskały jednak większą dramaturgię i jeszcze mroczniejszą energię. Mnogość riffów gitarowych i popisy poszczególnych dziewczyn na instrumentach (także na fortepianie) sprawiały, że koncert był prawdziwą, dwugodzinną muzyczną wieczerzą. Brzmienie znane ze studyjnej wersji albumu zostało rozszerzone o liczne wokalizy i chórki, budujące tragizm i podniosły klimat koncertu.

Zdecydowanym centrum występu była czarująca wokalistka, która już od pierwszych minut koncertu onieśmielała swoją pewnością siebie, luzem i przyciągającą energią. Przez cały koncert zresztą miło było patrzeć na to, co dzieje się na scenie, która cały czas tętniła życiem i pozostawała wypełniona za sprawą ciągle przemieszczających się po niej artystek. Pozostałe członkinie zespołu również wokalnie uzupełniały frontmenkę, wykonując nawet niektóre piosenki samodzielnie. Do takich momentów należały między innymi wykony utworów „I Hold Your Anger” i albańskojęzycznego „Gjuha”, zaśpiewanych przez Aurorę, grającej w zespole na klawiszach. Podobnie było przy piosence „Rifle”, której główną linię wokalną poprowadziła Lizzie, gitarzystka zespołu o hipnotyzującej barwie głosu.

Na uwagę zasługują też inspirowane historią i średniowiecznymi strojami stylizacje członkiń zespołu. Każdy z kostiumów imponował starannością, detalami i nieoczywistym zestawieniem różnych elementów garderoby, takich jak gorsety, paski czy koronki. Wraz z utrzymaną w jasnych kolorach scenografią tworzyły na scenie dramatyczny, barokowy efekt.

Dziewczyny z The Last Dinner Party dostarczyły rockowych wrażeń na doskonałym poziomie, a dzięki swojej pozytywnej energii i zaangażowaniu w kontakt z publiką sprawiły, że ten wieczór zapisze się w pamięci największych fanów na długo.

fot. Jakub Ziółek