
“Mogło być nic, a było wszystko”. Tym jednym zdaniem mogłabym podsumować miniony koncert Kwiatu Jabłoni. Chociaż “wiem, że słów na pewno mi zabraknie”, spróbuję podjąć wyzwanie i co nieco Wam opowiedzieć o występie w toruńskich Jordankach podczas trasy koncertowej “Przesilenie”.
“Przesilenie” może mieć wiele definicji. W astronomii oznacza moment, w którym słońce osiąga maksymalne odchylenie kątowe od równika. Może oznaczać również po prostu przełomowy moment lub przemęczenie. To bardzo pojemne hasło o wielu znaczeniach. Myślę również, że “Przesilenie” od teraz już będzie kojarzyć mi się głównie z Kwiatem Jabłoni. To nazwa, która idealnie oddaje znaczenie tej trasy koncertowej. Kwiat Jabłoni w ostatnich latach szybko trafił do czołówki polskiej sceny, zdobywając wiele sukcesów. Teraz, po wydaniu trzech albumów studyjnych, odnawiają najważniejsze utwory w pięknych wersjach z udziałem orkiestry (ale o tym za chwilę!). Zanim znikną ze sceny jako duet na dłuższą chwilę, zakończyli pewien etap z przytupem.
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że wspieram i śledzę twórczość Kwiatu Jabłoni w zasadzie od pierwszych utworów, a recenzja ich debiutanckiego albumu pt. “Niemożliwe” była moim pierwszym artykułem napisanym na łamach WLKM (nadal zachęcam do przeczytania). Byłam na wielu ich koncertach – zarówno plenerowych, jak i klubowych oraz w największych halach. I jestem przekonana, że występ podczas trasy “Przesilenie Tour” miał w sobie coś wyjątkowego, był zupełnie inny niż wszystkie, czego powodem jest rozszerzony skład zespołu – 32 osobowa orkiestra.
W jednym z utworów śpiewają: “dzień dobry, dobrze zobaczyć Ciebie chociaż raz”, a w Toruniu (innych miastach również!) publiczność mogła zobaczyć się z nimi aż dwa razy. W każdym z miast zagrali po dwa koncerty jednego dnia i wszystkie zostały wyprzedane.
Występ rozpoczął się od melancholijnej wprowadzającej w wyjątkowy nastrój ballady “Szczęśliwego Nowego Roku”. Koncert został podzielony na dwie części. Druga część rozpoczęła się krótkim powrotem do kameralnych koncertów – Kasia i Jacek bez udziału orkiestry zaśpiewali utwór pt. “Kwiat w Doniczce”. Był to bardzo uroczy, a zarazem w pewien sposób symboliczny, moment wieczoru.
Kasia i Jacek od dawna angażują się w wiele akcji społecznych, czynnie wspierając działania różnego rodzaju organizacji – najczęściej działających na rzecz praw zwierząt lub ochrony natury. Na wielu koncertach poruszają ważne dla nich sprawy społeczne, a tym razem odnieśli się do niespokojnych czasów i trwających wojen. Poruszyli ten temat, zapowiadając utwór pt. “Głośniej”, który dotyczy tego, w jak dziwną stronę zmierzamy jako ludzkość. Padają w utworze m.in. takie słowa: “zbyt wiele ludzkich głów nie ma gdzie schować się. Za dużo krwi wsiąka w bruk, powinna w żyłach biec. Zbyt ciepłe wody rzek, żeby się dało żyć”.
W każdej innej sytuacji napisałabym, że zachęcam do wybrania się na koncert lub śledzenia planów koncertowych zespołu. Jednak w tym przypadku na kolejny koncert będzie trzeba poczekać nieco dłużej. Kasia i Jacek wielokrotnie śpiewali na koncertach “wzięli zamknęli mi klub”, a teraz to my, słuchacze, moglibyśmy zaśpiewać: “wzięli zrobili sobie przerwę”. Nie ukrywam, że bardzo będzie mi brakowało ich występów, dlatego mam nadzieję, że przerwa minie szybciej niż się wydaje.
Tymczasem trzymam kciuki za ich solowe kariery. Kasia już za kilka dni, 7 maja, wyda swój pierwszy singiel. Zdecydowanie polecam posłuchać!