
Dawid Grzelak jest obecny w muzyce już od jakiegoś czasu. Zaczynał od EP-ki Rok od wydarzeń w Londynie w 2020 roku, potem wydał Who the f*** is Dawid Grzelak?, a później wspólnie z mopem nagrali Warszawę Dawidy, która zdobyła nominację do Bestsellerów Empiku. Teraz nadszedł czas na pierwszy długogrający album artysty, na który wielu czekało, i trzeba przyznać, że zdecydowanie było warto.
Pierwszym przedsmakiem tego, co miało nadejść, była Bluza — singiel wydany jeszcze w 2024 roku. To jeden z najbardziej letnich i beztroskich momentów całego albumu. Lekkość melodii, spokojny vibe i trochę słońca w dźwiękach sprawiają, że utwór od razu wpada w ucho. Choć z początku wydawał się po prostu „fajny”, dopiero na żywo zrobił większe wrażenie. W scenicznej wersji zyskał nową lekkość, pewność i autentyczność, które trudno było zignorować.
Potem przyszedł czas na Zabiję Cię, utwór w zupełnie innym klimacie. Jest mroczniejszy, bardziej niepokojący i pełen emocji. W pamięci zostaje nie tylko dzięki samemu brzmieniu, ale też przez teledysk, w którym Dawid tańczy choreografię znaną też z koncertów. Ten powtarzający się ruch przyciąga uwagę i fajnie dopełnia cały obraz.
Po nim pojawiło się spokojniejsze, bardziej wyciszone Nadal. To utwór, który porusza temat emocjonalnego rozdarcia po zakończonej relacji. Jest w nim dużo tęsknoty, ale i jakiegoś rodzaju pogodzenia się z brakiem. Motyw snów, z których nie da się uciec, pięknie obrazuje to uczucie utknięcia gdzieś pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Teledysk, w którym występuje Jan Peszek, jest subtelny, a jednocześnie mocny. Opowieść snuta przez ciało, spojrzenia, przestrzeń między drzewami — dzieje się niewiele, ale emocji jest bardzo dużo. Sam Dawid podkreślał, jak ważna była dla niego obecność Peszka w tym klipie, i rzeczywiście czuć, że to nie była przypadkowa współpraca.
Po tym bardziej intymnym i zamyślonym momencie przyszła pora na coś mocniejszego. Co mam zrobić to singiel, który najmocniej zapadł mi w pamięć. Jest szczery, trochę wkurzony, bardzo ludzki. Jak mówi sam Dawid:
Nagrałem piosenkę o tym, że czuję się czasem niewidzialny i o tym, że mnie to wku**ia i że nie wiem, co ja mam z tym zrobić.
I dokładnie to słychać. To opowieść o niewidzialności i frustracji, ale też o próbie odnalezienia siebie i odrobinie akceptacji mimo wszystko. Lubię, że to nie tylko dobrze brzmi, ale też mówi wprost o czymś, co często się przemilcza.
Później pojawiają się dwa duety, które zamykają ten singlowy zestaw. Nie widać gwiazd z mopem to bardzo udany powrót do ich wspólnego brzmienia znanego z EP-ki Warszawa Dawidy. Tutaj znowu wszystko się zgadza. Zarówno produkcja, klimat, jak i to, jak dobrze brzmią razem. Na koniec Spojrzenia z Ralphem Kaminskim — utwór, który potrafi z jednej strony porwać rytmem, a z drugiej dać przestrzeń na własne myśli.
Ale płyta to oczywiście nie tylko single. Jednym z ważniejszych momentów jest dla mnie otwierający ją utwór Inaczej. To piosenka, która od razu nadaje ton całemu albumowi i już na starcie sygnalizuje, o czym ta płyta będzie. Trochę o samoakceptacji, trochę o byciu w kontrze, trochę o odwadze, by po prostu być sobą, może nawet trochę na przekór.
DAWID GRZELAK DOES IT BETTER to tytuł, który mógłby brzmieć jak pewna siebie deklaracja, ale w praktyce okazuje się czymś znacznie bardziej złożonym i osobistym. Ten album nie krzyczy, że robi coś lepiej od innych. Raczej pokazuje, że Dawid najlepiej wie, jak mówić własnym językiem. Jest w tym materiale dużo serca, precyzji, emocji i charakteru. Broni się samą muzyką, ale jeszcze więcej pokazuje, gdy słyszy się go na żywo. Cała sceniczna oprawa – światła, choreografia, sposób poruszania się po scenie – wzmacnia to, co i tak już działa. Wszystko jest tu spójne i przemyślane, a przy tym nie traci lekkości. Może właśnie dlatego ten album zostaje na dłużej. Nie przytłacza, tylko powoli wciąga i z każdym kolejnym spotkaniem odsłania coś więcej.