Recenzje

„Bezpieczna podróż przez ekstrawagancję” – recenzja albumu Króla „Nieumierkowania”

Błażej Król to szczególnie ceniona indywidualność. Artysta, któremu nie przypisuje się konwenansu, twórca, od którego nie wypada już też chyba oczekiwać (oczywiście określonego wyniku muzycznego manewru). I nie chodzi w tym podejściu o hipokryzyjne pozostawianie sobie miejsca na niebywałe zaskoczenia, sugestywne proszenie się o uderzenie muzycznej wolty. Cała w tej kurtuazji rzecz polega na niezaprzepaszczaniu uważności na smaki, obrazy i zapachy, które niosą ze sobą subtelne twory gorzowskiego artysty. Na jego piątym albumie „Nieumiarkowania”, takich synestezyjnych wrażeń jest, nomen omen, sporo.

Wizerunek potencjalnego hitu nowa płyta Króla miała jeszcze przed premierą, za sprawą promującego ją singla „Te smaki i zapachy”. Energiczny utwór z łatwością zdobył serca słuchaczy. Nie ma się czemu dziwić. Budująca refren deklaracja „Ich drugi raz nie zaproszą, my się sami wprosimy” ma w sobie potencjał by zostać powtarzanym dalej szlagwortem. Cieszy ta zadziorność, a ubranie jej w przebojową melodię niektórzy czytają jako nowy rozdział na drodze Błażeja Króla. Czy kompletny album „Nieumiarkowania” nadaje jego autorowi wizerunkowych rumieńców?

Jest porywająco i charakternie. Z melodeklamacjami, akustyką przeplataną syntezatorem, szybkim tempem. Z tonem zapraszającym do tańca. Cały ten pomysł realizuje się już w „Godzinie piętnastej”, otwierającym album numerze z egzotycznym kolorytem oraz saksofonem – burzącym nasze początkowe myślenie o piosence w jej połowie. Bardziej do głowy wpadają jednak, wybrzmiewające jak prequel do erotyku, ciepłe „Głodne dusze”. Utwór na dobrą noc porywa zmienną dynamiką śpiewu w refrenie, a wpisany w niego flet przynosi na myśl solowe kompozycje Grzegorza Ciechowskiego. Mówiąc o chwytliwości, nie można nie wspomnieć także o zagęszczającej się melodii  „W dole miasta”, piosence z intrygującą opowiastką. „Ciekawi cię co teraz robię? Domyśl się” – rzuca do słuchacza jej autor. To sugestia, która może przeprowadzić przez materiał w wielu momentach. Lirycznie Król pozostawia duże pole do interpretacji odbiorcy, choć tej nie ułatwiają lapidarne, niełączące się wersy utworów.      

Tutaj należy jednak oddać Królowi co iście królewskie. Tym zdecydowanie są czarujące frazy tekstowe, którymi oddycha cała płyta. Na ich podstawie intuicyjnie buduje się emocjonalność wielu utworów. Najpierw zaskoczenie pomysłem na słowo łapie przy „Pierwszym i ostatnim”, zakończonym nieoczekiwanym zwrotem do bohaterki piosenki. Urokliwie wypadają też wspomniane mocne „Te smaki i zapachy” czy „Głodne dusze”. Z kolei zamykająca album „Gula” w całości brzmi jak fizjologiczny opis poddenerwowania wraz z jego psychicznymi przyczynami czy konsekwencjami. Doceniona już „Druga pomoc”, bo wybrana nomen omen na drugiego singla promującego płytę, też zaciekawia pojedynczymi zwrotami, na przykład niekonsekwentnym „Ten początek to najważniejsza część opowieści” zmieniającym się w „To zakończenie to najważniejsza część opowieści”. Nieustannie ma się wrażenie, że to do słuchacza należy decyzja co znajdzie się pomiędzy tymi dwoma (choć w całej piosence pojawiają się trzy) skrajnymi wyznacznikami. Ale czy to powoduje coś innego niż tylko pobudzenie wyobraźni?

W całym materiale czuć też wiele tego, co dobrze znane już w twórczości autora „Przewijania na podglądzie” – nostalgii. Czy pobudza ją sam wokal artysty? Jego odpowiednio eksponujący mastering? Refleksyjne teksty czy podobieństwa do muzyki z minionych lat? A może wszystko na raz? W każdym razie, poczucie tej tęsknoty powoduje, że mimo całej ekstrawagancji zawartej na płycie, ma się wrażenie odbywania bezpiecznej podróży.

Król nie zawodzi. Na „Nieumiarkowaniach” postawił na jaśniejszy koloryt, nie rezygnując przy tym z niebanalnej ekspresji i swoistej enigmatyczności. Jego nowy album jeszcze bardziej niż poprzednie przywodzi na myśl wyrafinowane dokonania muzyków nowej fali z lat 80. – Grzegorza Ciechowskiego (może to właśnie przez ekspresję, ekstrawaganckie brzmienie i deklamacje jego żony Iwony) czy Kalusa Mitffocha (znów wokalna ekspresja, ekshibicjonistyczne wyznania w tekstach). Jednocześnie nie da się tu nie zauważyć śmiałego czerpania z tego, co nowoczesne. To udana obrona własnej, niepodpatrzonej u nikogo ścieżki. Co więcej, ma się też pewność, że „Nieumiarkowania” są dla Błażeja tylko chwilowym przystankiem. Doskonale znamy przecież zamiłowanie artysty do zmian i nieustannego rozwoju. W jednym z ostatnich wywiadów muzyk opowiedział o pomyśle na powołanie składu Król Quartet, jako naturalnej konsekwencji swoich koncertów, na których „Nieumiarkowania” wykonuje dla publiczności czteroosobowy zespół. Brzmi to jak zapowiedź kolejnego rozdziału w jego biografii.

Pozostaje Błażeja Króla obserwować i wsłuchać się w jego najnowsze dokonania. A jest co eksplorować. Za pewne będzie też do czego wracać, bo to utwory, o których szybko się nie zapomina.