NewsroomRelacje

Orange Warsaw Festival 2017 – relacja

Za nami już dziesiąta edycja tytułowego festiwalu, sponsorowanego przez markę Orange i odbywającego się rokrocznie w Warszawie. Tym razem, w dniach 2-3 czerwca, dane nam było gościć headlinerów takich, jak: Martin Garrix, Kings Of Leon, czy Imagine Dragons. Orange Warsaw Festival to jeden z pierwszych otwierający polski wakacyjny sezon festiwalowy.

Na początku muszę się przyznać, że tegoroczny warszawski event był moim jednym z pierwszych tak wielkich wydarzeń muzycznych. Bywałam już bowiem na wielu koncertach, nigdy zaś jeszcze na festiwalu typu OWF, Open’er, Kraków Live itp. Dodatkowo zaznaczam, że przyjechałam tam głównie na koncert Kodaline, Years&Years, oraz by zobaczyć tego sławnego DJa Garrixa, ale postaram się opisać to wydarzenie tak obiektywnie i całościowo, jak tylko potrafię. A dokładnie to dzień pierwszy – czyli piątek.

Pierwsze, na co muszę zwrócić uwagę, to o dziwo, zdecydowanie dobry i owocujący w ciekawych artystów dzień rozpoczynający festiwal i dosyć słaby kolejny. Bowiem, jak z piątku znałam wszystkich występujących, tak z soboty kojarzyłam jedynie Imagine Dragons. Nie wiem, czy było to spowodowane rodzajem muzyki jakiej słucham, ale pierwszy raz spotkałam się z takim zespołem, jak Justice. I chyba nic dziwnego, skoro mają oni niecałe 200 tys. subskrybcji w serwisie You Tube, a na Spotify niedużo ponad milion słuchaczy miesięcznie. Czy aby na pewno taki zespół powinien zostać headlinerem? Uważam, że spokojnie można było ich zamienić na Kodaline lub Yearsów.

A teraz kilka słów o organizacji, którą już od samego początku oceniam bardzo wysoko. Fajną sprawą są materiałowe opaski, które każdy uczestnik mógł wymienić za bilet już od godziny 13. Po otrzymaniu takiej „przepustki” miał możliwość iść i czekać do 15 na otwarcie bram głównych (stricte na teren koncertowy) lub spokojnie wyjść poza teren Służewca i przykładowo – zameldować się w hotelu. Również BARDZO pozytywnie zaskoczona jestem poziomem ochrony na terenie Torów, ponieważ pierwszy raz widziałam, aby uczestnicy eventu byli tak szczegółowo sprawdzani. Każda bramka była obstawiona przynajmniej dwiema osobami i dodatkowo kilka kroków za stał „mur” z ochroniarzy – aby nikt się nie prześlizgnął. Dokładnie sprawdzano wszystkie torby i osobiście, od razu czułam się bezpieczniej. Strefa sceny również była odgrodzona „murem” więc w sumie każdy był sprawdzany, aż TRZY razy! Cieszę się, że organizatorzy festiwalu przyłożyli się do tej kwestii, chociażby ze względu na ostatnie wydarzenia z Manchesteru.

Zdjęcie zespołu Kodaline z fanami podczas spotkania w ramach występu na OWF. Zapraszamy na fan page: Kodaline Polska

Przyszedł czas na koncerty. Na początek Kodaline – irlandzki zespół, grający alternatywnego rocka, który powinien być Wam znany z takich hitów jak All I Want czy High Hopes. Chwilę przed występem został serdecznie przywitany przez przedstawicielki strony Kodaline Polska, wynikiem czego był np. prezent w postaci koszyka z polskimi słodyczami, czy polska flaga z którą wokalista Steve wbiegł na scenę – ku wielkiej radości fanów. Sam koncert oceniam jako fantastyczny, chłopaki pokazali się od jak najlepszej strony świetnie rozgrzewając publiczność. Ale… czy my tego potrzebowaliśmy? Śmiem wątpić, bo fani przygotowali dwie urocze akcje koncertowe, powodując uśmiechy na twarzach członków zespołu. A były to kartki z napisem Welcome home oraz rysunek klapsu filmowego z serduszkiem nawiązujący do fragmentu All I Want –  our love was made for movie screens. Licznie zgromadzeni fani, rozrzuceni w całym tłumie pod sceną niezawodnie zaangażowali się w udział. Efekt był do przewidzenia Ponadto, zespół zaprezentował również dwie nowe piosenki, z których jedna – Brother – będzie miała premierę niedługo jako singiel. Występ świetny, szkoda tylko, że tak krótko – zaledwie godzinę i kilka minut.

Drugi w kolejności koncert zagrali Years&Years – brytyjskie trio tworzące muzykę elektroniczną. Jak słyszałam od fanów, mających przyjemność być na poprzednich koncertach (których było aż cztery w przeciągu dwóch lat!), był to zdecydowanie najlepszy polski koncert chłopaków. Ciężko stwierdzić kogo energia była większa – Yearsów czy fanów, którzy powitali ich tradycyjną akcją koncertową z balonami i kartkami o treści We missed you/welcome back home. Wokalista był tak zachwycony, że w pewnym momencie piosenki I Want To Love, zapomniał tekstu i szczerze zaczął chichotać z radości. Nie obyło się bez wdzięcznych i uroczych tańców Olly’ego, uroczych słów Kocham Was! oraz powtórki niespodzianki z zeszłorocznego warszawskiego koncertu! Otóż, po raz drugi niemożliwe stało się możliwe i jedna z fanek wylądowała na scenie w ramionach wokalisty! Miała zaszczyt przytulić wszystkich członków zespołu, zrobić zdjęcie oraz zażyczyć sobie piosenkę – wybrała mash-up Dark Horse oraz Hotline Bling. Osobiście potwierdzam wszystkie opinie i przyznaję temu koncertowi 11/10 punktów! Straszna szkoda tylko, że podobnie, jak w przypadku Kodaline wszystko trwało jedynie godzinę.

Po takich wrażeniach, jakie dostarczyli nam Years&Years oraz Kodaline, przyszła kolej na pierwszych headlinerów – Kings Of Leon. Równie duża moc i energia, jak przy poprzednich dwóch koncertach i wybrzmiewające głośno hity Sex On Fire, czy Use Somebody rozgrzały tłum do czerwoności i nim się ktokolwiek zorientował przyszedł czas na zakończenie dnia pierwszego występem Martina Garrixa. Cóż to była za energia! Obserwując tłum dookoła mnie, miałam wrażenie, jakby był to pierwszy, a nie czwarty tego dnia koncert. Mimo późnej godziny i bardzo długiego setu – bo trwającego aż godzinę i pięćdziesiąt minut występu – tysiące festiwalowiczów fenomenalnie zakończyło ten dzień w rytmach electrohouse’u i wielkich hitów międzynarodowych imprez. Ku mojemu zaskoczeniu, pojawiły się nie tylko takie hity jak Scared To Be Lonely czy In The Name Of Love, ale też te starsze jak Virus (What About Now) i te świeżo po premierze, czyli There For You! Single przeplatane były pozostałymi, nie mniej znanymi brzmieniami i remixami, licznymi wystrzałami fajerwerków, confetti oraz dymu, a także okraszone genialnymi projekcjami świetlnymi, potęgującymi wrażenia.

Niestety nie miałam okazji pojawić się na drugim dniu tegorocznego Orange Warsaw Festival, czego ogromnie żałuję, ponieważ z chęcią usłyszałabym Imagine Dragons i jeszcze chwilę spędziła na skorzystaniu z innych atrakcji oferowanych przez organizatorów! A było ich naprawdę wiele, m.in miałam przyjemność spędzić chwilę w Orange Strefie Love, gdzie odbywała się alternatywna impreza w klimatach house, czy w namiocie Radia Zet gdzie również trwała świetna zabawa przy obecnych hitach.

Pierwszy dzień festiwalu oceniam więc jako fantastyczny i jak najbardziej zachęcający do tego, by pojawić się tu znów za rok! Serdecznie wszystkim polecam i mam nadzieję, że do zobaczenia w 2018 na warszawskim Służewcu!

Dominika Tarka