NewsroomWywiady

Daria Zawiałow w rozmowie z WLKM.pl: „Kolejne marzenia wybuchały nam prosto w twarz”

Kariera Darii Zawiałow ostatnimi czasy nabrała sporego rozpędu, czego dowodem między innymi jest wyróżnienie Fryderykiem. W swoim dorobku posiada dwa albumy studyjne, obecnie pracuje nad kolejnym, ale także angażuje się w wiele innych projektów. Przygotowaliśmy dla Was rozmowę, w której dowiecie się trochę o Męskim Graniu, reedycji „Helsinek”, duecie z Quebonafide oraz planach na nowy album.

Mimo tego, że rok 2020 nie należy do tych najlepszych to u Ciebie całkiem sporo się dzieje – Męskie Granie, reedycja „Helsinek”, nowe utwory. Lockdown i trudności związane z pandemią chyba nie do końca pozwoliły Ci się zatrzymać?

Nie pozwoliły mi się zatrzymać. Do tego wszystkiego, co wymieniłaś, dochodzi stworzenie trzeciej płyty. Podczas wiosennego lockdownu zrobiliśmy z Michałem Kushem, moim producentem, trzeci album, więc no cóż – staramy się nie siedzieć na kanapie, ale cały czas pracować. Co innego tak naprawdę możemy zrobić? Cieszę się, że pomimo ograniczonej ilości koncertów, miałam okazję działać – pracować nad nowym materiałem i pobocznymi projektami takimi jak np. Męskie Granie.

Ostatnio dostałaś Fryderyka za „Helsinki”. Jak to jest kolejny raz dostać tę nagrodę i to jeszcze podczas gali odbywającej się w tak niecodziennych warunkach?

Bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że nie ukrywam – kategoria Album Roku jest kategorią szczególną dla artysty – jest to album wyłoniony ze wszystkich innych w danej kategorii. I ten dany album wygrywa, uzyskując najwyższą ilość głosów od Akademii, to naprawdę bardzo miłe. Jest to też pewnego rodzaju zwieńczenie całej pracy nad płytą. Odbieram to jako uhonorowanie albumu, całego procesu i wszystkiego, co za tym idzie, więc to jest naprawdę świetne uczucie. Bardzo się cieszymy, zarówno ja, jak i Michał. Podobnie było w przypadku albumu „A kysz!”, kiedy również został nagrodzony Fryderykiem w kategorii Album Roku Alternatywa.

Przejdźmy do wspomnianego już Męskiego Grania. Pamiętam edycję festiwalu, podczas której grałaś na scenie Ż. Minęło kilka lat i z małej sceny szybko awansowałaś do orkiestry. Jeszcze kilka lat temu spodziewałabyś się, że ta zmiana może tak szybko nastąpić?

Nie, absolutnie nie. Wszystko odbywa się w zawrotnym tempie i ten rozwój zaskakuje nas na bieżąco. To, co się działo po premierze „A kysz!” i później po premierze „Helsinek” cały czas zwalało nas z nóg. Kiedy myśleliśmy, że nasze marzenia już nie mogą zajść dalej to kolejne wybuchały nam prosto w twarz. Jeśli chodzi o Męskie Granie, od zawsze byłam wielką fanką tej trasy, jeszcze zanim stanęłam w szeregu artystów występujących podczas koncertów.

Mimo tych nadzwyczajnych okoliczności przygotowaliście materiał tak jak co roku, ale musieliście wystąpić bez publiczności. Jak to jest grać do kamery, spodziewając się, że ludzie są, ale jednak po drugiej stronie ekranu?

Ciężko, bardzo ciężko. Długo się do tego przygotowywaliśmy wraz z całą orkiestrą. Myśleliśmy o tym, jak to będzie. Na szczęście pod sceną nie było tak całkowicie pusto. Myślę, że było może… ze sto osób (śmiech) ? Były to osoby z marki Żywiec, z agencji Live, zespoły, które występowały tego dnia, realizatorzy, technicy… to oni nas wspierali i dopingowali. Dzięki temu nie było tak całkowicie pusto i nie słyszeliśmy głuchej ciszy po każdym utworze. Nie było to łatwe, ale daliśmy z siebie wszystko na tyle, na ile mogliśmy. I mam nadzieję, że może za rok będziemy mogli zagrać jeszcze raz na przykład w ramach jakiegoś projektu specjalnego. Na razie nie ma planów, ale byłoby to na pewno miłe, gdybyśmy mogli jeszcze raz zagrać, tylko tym razem dla publiczności.

Zatem trzymam kciuki, żeby tak się stało. Skoro rozmawiamy o współpracach to ostatnio miałaś też okazję nagrać duet z Quebonafide, czyli jednym z głośniejszych nazwisk w świecie polskiego rapu. Jak wspominasz pracę nad „Bubbletea”?

Współpracę wspominam bardzo bardzo pozytywnie. Uwielbiam Kubę zarówno w życiu prywatnym,  jak i pod względem jego twórczości.

Kiedy Kuba pokazał mi pierwszy szkic „Bubbletea” – od razu zakochałam się w tym utworze i wiedziałam, że chciałabym być jego częścią.

Od początku się w nim odnalazłam i poczułam głęboką wieź. Cieszę się, że okazał się takim ‘’bangerem’’ (śmiech). Oczywiście to za sprawą Kuby i Piotrka – Duita, który zrobił bit do tego utworu. Ja dodałam tylko trochę od siebie, natomiast cieszę się, że mogłam być częścią tak ważnego utworu. Myślę, że jednego z najważniejszych tego roku.

Zostając przy temacie Quebonafide. Jako artystka współtworząca ten materiał zapewne wiedziałaś, jakie jest rozwiązanie tej nieco prowokacyjnej zagadki z akcji promocyjnej płyty. Trudno było utrzymać tę tajemnicę?

Nie było trudno. Jestem osobą, której wiele osób powierza tajemnice. Zawsze dotrzymuję słowa i nigdy nie zdradziłabym tajemnicy przyjaciela, przyjaciółki, bliskiej osoby ani kogokolwiek. Jeśli ktoś mi coś powierza to nie mam problemu z utrzymaniem tego w sekrecie. Myślę, że to Kubie było trudniej utrzymać wszystko w tajemnicy (śmiech), bo jednak codzienny kamuflaż na pewno nie był czymś prostym, a to trwało dosyć długo.

„Bubbletea” można usłyszeć w wielu stacjach radiowych. Tobie z autorskimi piosenkami również udało się wyjść do komercyjnego radia. W pewnym sensie udało Ci się pogodzić alternatywę z komercją, a to zapewne nie jest łatwe zadanie, które udaje się niewielu artystom. Dążyłaś do tego czy to było raczej zaskoczenie?

Na pewno się tego nie spodziewałam i nawet nie miałam takich zamiarów. Od początku tworzyliśmy bezkompromisowo i przecież nie od razu nasze utwory pojawiały się w komercyjnych rozgłośniach. Zacznijmy od tego, że tak naprawdę radio komercyjne zostało przełamane dopiero w momencie, kiedy światło dzienne ujrzała  „Szarówka”. To był pierwszy utwór, który zagościł na playlistach komercyjnych stacji radiowych.

Przy wcześniejszych utworach z „A kysz!” musieliśmy robić wszystko oddolnie i opieraliśmy się na tych bardziej alternatywnych mediach. Z perspektywy czasu wiem, że to była najlepsza droga.

Nigdy nie wsadzałam się do żadnej z szufladek i nie mówiłam, że moja muzyka jest alternatywna albo popowa czy też rockowa. Staramy się docierać do każdego odbiorcy, nasze albumy są eklektyczne. Jeżeli ktoś wyłoni z  albumu chociaż jeden utwór, który mu się podoba to dla nas to już jest sukces.

Wspomniałaś o „Szarówce”, dlatego chciałabym się też odnieść do części wizualnej Twojej twórczości, bo ten klip zawiera mocny przekaz pokazujący historię porzuconego psa. Mocny przekaz jest też w Twoim najnowszym klipie „Nie Mamy Czasu” – opowiedz, czemu zdecydowaliście się poruszyć ten temat.

Oboje z Michałem bardzo lubimy fabularne teledyski. Lubimy mocne historie, które poruszają ważne tematy. Znów mówię o Michale, bo on ma czynny udział w projekcie i na przykład historia psa w szarówce była jego pomysłem. Później Psychokino napisali przepiękny scenariusz. Z kolei przygody Mikołaja, który wystąpił w naszym teledysku, są widziane z perspektywy jego prawdziwego życia – to historia tego chłopaka. Całą koncepcję na ten teledysk wymyślił reżyser – Maciek Adamczak.

Kolejny z nowych utworów reedycji, czyli „Daj no” jest nową wersją tego, co zaprezentowałaś w #hot16challenge2. To było planowane już w czasie akcji, czy pomysł pojawił się przy pracy nad reedycją?

To był pomysł, który pojawił się przy samej pracy nad reedycją.

Zdradziłaś, że już pracujesz nad kolejnym albumem. „A kysz” i „Helsinki” się od siebie różniły, niosły za sobą zupełnie inną energię. Czego możemy się spodziewać po nowym materiale?

Lubię zaskakiwać, iść pod prąd. I dlatego na pewno znów będzie inaczej.

Zazwyczaj mówiłaś, że w tekstach opowiadasz historie z zewnątrz, widziane okiem obserwatora. Tak będzie i tym razem?

Tutaj mogę zdradzić, że będzie mała zmiana. Na pewno będzie to mój najbardziej osobisty album.

Na jakim etapie są prace? Możesz już zdradzić przybliżony czas, w którym będziemy mogli się spodziewać chociaż singla zapowiadającego album?

Tak jak wspomniałam, podczas lockdownu stworzyliśmy demo albumu, więc materiał jest gotowy. Teraz jesteśmy w studio i dopracowujemy szczegóły. Album ukaże się w 2021 roku, ale jeszcze nie zdradzę kiedy. 

Zmierzając do końca, z uwagi na tematykę naszego portalu, chciałabym zapytać o legalne kupowanie muzyki. Jako artystka dostrzegasz, że nielegalne korzystanie z muzyki nadal jest dużym problemem?

Myślę, że to na pewno istotny problem, chociaż mam wrażenie, że bardzo dużo osób ostatnio kupuje tę muzykę w serwisach streamingowych. Sama jestem dosyć analogowa, lubię kupować płyty. Bardzo ubolewam nad tym, że wszystko teraz idzie w cyfrę. Mam nadzieję, że mimo wszystko, nadal będzie możliwość kupowania fizycznych płyt. I oczywiście wszystkich zachęcam do legalnego nabywania wszystkich dzieł – nie tylko jeśli chodzi o muzykę, ale o wszystkie dziedziny sztuki.

Niedawno „Helsinki” ukazały się na winylu, to na pewno gratka dla wielu kolekcjonerów, bo płyta ma też piękny kolor. Mówisz, że jesteś analogowa, czyli preferujesz winyle? Z jakich nośników korzystasz najczęściej?

Zaskoczę Cię! (śmiech) Nie zbieram winyli, ale nie wiem, czy nie zacznę. Cały czas się zbieram do tego, żeby zacząć kolekcjonować płyty winylowe, ale zwyczajnie nigdy nie miałam na to czasu. Czasami wpadam do Empiku i zakupuję koszyk różnych płyt CD, żeby nadrabiać zaległości, ale nie ukrywam, że jestem artystką, która bardzo mocno korzysta ze streamingu.

Autor zdjęcia: Piotr Porębski