NewsroomRelacje

Zakończenie trasy Bigotka Tour w warszawskiej Stodole!

To był prawdziwy SZAU! 4 grudnia, Mery Spolsky zakończyła swoją pierwszą część trasy promującej najnowszy album Dekalog Spolsky. Nazwa trasy zainspirowana była ostatnim singlem Bigotka – a sama trasa była i… słodka.

Już od samego wejścia ma fanów, przybyłych do Stodoły czekały atrakcje i niespodzianki. Można było spotkać np. gang spolsky, czyli przebierańców z klipu do Bigotki w różowych spódniczkach i z dmuchanymi kijami bejsbolowymi. Ale spokojnie, tym razem było bezpiecznie – zamiast zemsty można było dostać… zdjęcie. W sklepiku czekały też nowe ciuchy z Szafy MerySpolsky, wiele gadżetów oraz… dotłoczone egzemplarze pierwszego albumu Miło Było Pana Poznać – który ostatnio było już fizycznie wyprzedany i nieosiągalny!

Koncert rozpoczął się od supportu RAT KRU – czyli dwóch sympatycznych wariatów, którzy rozgrzewali fanów spolsky przed wszystkimi koncertami w trakcie Bigotka Tour. O 20 zaś rozpoczął się właściwy koncert. Najpierw – dopasowane intro – w którym Mery w formie odliczania zapowiedziała zasady koncertu i wywołała na scenę No Echoesa – swojego gitarzystę. Set koncertowy podzielony został na cztery części. W pierwszej pojawiły się Blond Włosy (otwierające show), klasyczne Liczydło oraz Sorry From The Mountain.

Po tym energicznym początku, Mery wraz z No Echoesem zbiegli na moment ze sceny, a w tym czasie wystartowało intro do KA. Ponadto, piosenka w refrenie została wzbogacona układem tanecznym. Co prawda, dosyć ciężko było go zatańczyć w wyprzedanej Stodole, wypchanej po brzegi, ale daliśmy z siebie wszystko! Zasłużyliśmy sobie na chwilkę odpoczynku, jakim był dla nas utwór Szafa Meryspolsky – wzruszająca gitarowo-elektroniczna ballada poświęcona mamie Mery. W tym momencie cała sala rozbłysła od fleszy latarek, co wywołało widoczne wzruszenie u artystki. Ale jak sama powiedziała – jej koncert ma być radosny, nie smutny, więc już po chwili śpiewaliśmy kolejny stary hit – Wrzesień!

Kolejną niespodzianką był utwór Ups! Został on stworzony we współpracy z raperem o pseudonimie iGorilla, który tego dnia zagościł na scenie! Zazwyczaj na trasie, utwór w całości wykonuje Mery, wtedy jednak mieliśmy okazję usłyszeć go w oryginale. Kolejnym utworem były Cieliste Rajstopy, które nawet pojawiły się na scenie (rzucone przez fana) i zostały użyte do demonstracji… czego nie powinniśmy nosić! Piosenka opowiada o dostosowywaniu się pod inne osoby na rzecz rezygnacji ze swojego własnego unikatowego stylu – nie warto tak robić!

Trzecią część show zapowiedziało wyrecytowanie 10 przykazań Mery, na podstawie których stworzyła cały album. W tym momencie No Echoes miał swoje zasłużone 5 minut sławy, ponieważ odgrywał tą część samodzielnie na padach i gitarze. Grzegorz wyprodukował również cały album, więc jest istotną częścią tego przedsięwzięcia. Po chwili, na scenę wbiegła Mery by zagrać trzy najbardziej przebojowe hity z Dekalogu: Mazowiecka Kiecka, Bigotka i FAK. Mam nadzieję, że była to kryptozapowiedź singla – Bigotka i FAK już nimi są, a więc…

Oczywiście, nie obyło się bez bisu – a nawet podwójnego! Nie mogło zabraknąć wszakże najbardziej rozpoznawalnego utworu Mery czyli Miło Było Pana Poznać – tym razem na trasie w wersji „sofarowej” czyli akustycznej. To właśnie dzięki temu remiksowi, Marysia rozpoczęła współpracę z No Echoes, który stworzył tą lekką aranżację na potrzeby sesji w Sofar Sounds. Na zakończenie otrzymaliśmy Technosmutek – tu znów z niespodzianką – bowiem na scenie dołączyli RAT KRU ze swoją autorską rapową zwrotką, oraz bonus – Kosmiczną Dziewczynę!

Po koncercie, jak zawsze, była możliwość spotkania się z Mery! Przez moment, wyjście ze Stodoły było wręcz zablokowane przez ludzi ustawionych do prawego skrzydła i czekających przy sklepiku na spotkanie, oraz przez fanów z lewej którzy próbowali się dobić do szatni. Warto zaznaczyć, że początkowo koncert miał odbyć się na Open Stage – czyli drugiej, mniejszej sali Stodoły na piętrze. Zainteresowanie okazało się jednak tak duże, że koncert został przeniesiony z dużą scenę! Muszę powiedzieć, że jestem niesamowicie dumna! Obserwuję karierę Mery od ponad półtorej roku i cieszy mnie, jak z dnia na dzień zainteresowanie jej muzyką rośnie. Zdecydowanie jest ona jedną z najaktywniejszych artystek na polskiej scenie muzycznej! Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o niej lub dopiero się zabieracie – nie zwlekajcie! Koncert w Stodole jak i cała trasa to było niesamowite show, dopracowane, z efektami i angażowaniem fanów.