NewsroomWywiady

WLKM.pl w rozmowie z Martą Bijan: „Nie wyobrażam sobie swojego życia bez muzyki”

Marta Bijan, finalistka 4 edycji X Factora, powraca z nowym singlem. Ten utwór zaskoczył mnie samą. Ta piosenka jest zupełnie inna od poprzednich, a z drugiej strony wydaje mi się, że jest „moja”. Artystka opowiedziała nam o swojej przerwie od muzyki oraz pracy nad długo oczekiwanym debiutanckim albumem, który ukaże się jeszcze jesienią tego roku. Spotkaliśmy się z Martą przed jej koncertem w ramach festiwalu Spring Break.

Myślę, że w Twoim przypadku koncerty to póki co, jeszcze przed płytą, najbardziej widoczna forma twojej działalności artystycznej.

Tak, na szczęście znów zaczyna się coś dziać, bo z różnych powodów miałam przerwę w koncertowaniu. Poszłam do pracy na etat – pracowałam trochę w kinie, trochę w escape roomie i odcięłam się od muzyki. Dopiero teraz to wszystko wraca i muszę się z powrotem przyzwyczaić.

Koncerty są dla Ciebie wyzwaniem?

Trochę tak. Uwielbiam stać już na scenie i śpiewać, ale cały dzień przed występem nie mogę jeść, odczuwam dziwny stres i niepokój, związany z tym, że coś pójdzie nie tak. Często zdarzają mi się dziwne przygody w trakcie dnia przed koncertem albo tuż przed nim – na przykład okazuje się, że perkusista zapomniał werbla. Czasami nawet w trakcie śpiewania słyszę, że mikrofon nie działa, a akustyk akurat wyskoczył na przerwę do toalety. To tylko nieliczne przykłady. Stres zawsze był u mnie wyżej od czerpania radości z występu, ale uwielbiam moment po koncercie, kiedy wiem, że wszystko się udało. Rozmawiam z ludźmi, opada napięcie i dopiero wtedy zaczynam w pełni cieszyć się tym, że koncert się odbył. To trochę paradoksalne.

Uważasz, że da się nauczyć dobrego koncertowania?

Zależy co masz na myśli, mówiąc “dobre koncertowanie”. Dla jednych dobry koncert to skakanie po scenie i super kontakt z publiką, inni wolą siedzieć i przeżywać muzykę w środku. Ja na pewno należę do tej drugiej grupy, moi odbiorcy najwyraźniej też, skoro mnie słuchają. Ci pierwsi mogą nazwać to brakiem energii, ja wiem, że jest to po prostu inna energia, dlatego też, że gram same emocjonalne utwory. Akurat na Spring Breaku wykonam je w dosyć ciężkich aranżacjach, ale zwykle koncertuję akustycznie z samym pianinem, ewentualnie wiolonczelą. I to właśnie tworzy trochę inne emocje od typowego koncertu na żywo z zespołem.

A utwory, które przemycasz aktualnie na koncertach, Twoi słuchacze usłyszą na płycie właśnie w takich wersjach, w jakich prezentujesz je na scenie?

Wydaje mi się, że nigdy jeszcze na koncercie nie zaśpiewałam utworu jeden do jednego w wersji koncertowej i studyjnej. Zawsze albo bardzo akustycznie, albo bardzo rockowo. To zależy po prostu od charakteru koncertu.

Przy pracy nad debiutanckim albumem zdecydowałaś się na jeden rodzaj brzmienia utworów?

Pierwsza połowa płyty to piosenki, które pisałam od 15 do 17 roku życia, w drugiej części znajdą się utwory z teraz, powstałe stosunkowo niedawno. Tak jak wspominałam, miałam przerwę, podczas której moja droga z muzyką jakby się rozeszła – wtedy ciężko było mi stwierdzić dlaczego, dopiero teraz widzę, jakie były tego powody. Co do brzmienia, nie chcę za wiele zdradzać.

Myślę, że jako osobowość muzyczna wyróżniasz się tym, że brzmisz song-writersko, co dla mnie oznacza tyle, że w Twoich piosenkach naprawdę da się usłyszeć Ciebie jako autorkę. W ostatnich latach na polskiej scenie muzycznej mieliśmy kilka mocnych debiutów, przy których występowały duże nazwiska innych, cenionych muzyków. Zastanawiam się, na ile Ty pozwalasz na dopuszczanie do swojego materiału ludzi z zewnątrz.  

To jest też jeden z powodów, dla których ta płyta tak długo powstawała. Wiem, że trzeba czasem pójść na kompromis i wielokrotnie się na to godziłam, ale w niektórych sytuacjach nie byłam później zadowolona. Wydaje mi się, że lepiej jest poczekać troszkę dłużej i wywalczyć swoje, niż na siłę dawać się zmieniać. Kiedy nie jestem przy producencie podczas powstawania aranżacji piosenki, którą napisałam, przeżywam katusze. Mam wrażenie, że ktoś zabiera moje dziecko, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Nie da się tego opisać. Muszę być obecna przy powstawaniu utworu, najlepiej od początku do końca, wtedy jestem spokojna. Kiedy czuwam nad każdym dźwiękiem jestem w stanie na wiele się zgodzić i wiele przemyśleć, bo tak naprawdę tylko wtedy może wytworzyć się chemia między artystą a producentem. W sytuacji, gdy ktoś miałby “zabrać” mój kawałek i w zaciszu własnego studio na nowo go zaaranżować, miałabym z tym ogromny problem.

 A możesz zdradzić już jakieś nazwiska, które pojawią się na tej płycie?

“Mówiłeś” powstało we współpracy z producentem płyt m.in. Korteza i Ani Dąbrowskiej, Olkiem Świerkotem. Miałam też przyjemność pracować z Markiem Dziedzicem, który robił płytę Meli Koteluk, nad utworem „Poza mną”.  Producent reszty numerów na płycie to mój znajomy, człowiek, z którym znam się od lat i rozumiemy się muzycznie bez słów.

Jeden jedyny utwór jest z publishingu, nad czym do dzisiaj ubolewam, mimo że bardzo go lubię. Mimo że sama napisałam dość osobisty tekst, do dzisiaj uwiera mi to, że ta płyta nie będzie w pełni autorska, bo znajdzie się na niej ten jeden utwór, do którego muzykę napisał ktoś inny.

 Więc jesteś perfekcjonistką.

W życiu na co dzień na pewno nie, ale jeżeli chodzi o muzykę, to choćby nie wiem jak źle miałaby być ona wykonana, najchętniej wszystko zrobiłabym sama.

Kiedy ukaże się już Twoja płyta, zostaniesz fonograficzną debiutantką. Myślisz, że to etap bardziej pozytywny, pewnego usprawiedliwienia ze względu na niepewny początek czegoś nowego, czy określenie, którego wolałabyś uniknąć, bo ktoś może potraktować Cię jako debiutantkę z góry?

Masz rację, że debiut to etap z pewnym usprawiedliwieniem. Ta pierwsza płyta według krytyków i słuchaczy nie musi być idealna, dlatego że debiutant dopiero zaczyna, jeszcze szuka swojej drogi. U mnie sprawa wygląda trochę inaczej, bo wrzucam do sieci swoje piosenki już od 15 roku życia, potem pojawiłam się w X Factorze, a kontrakt z wytwórnią podpisałam cztery lata temu. Długo to wszystko trwa i wydaje mi się, że skoro ludzie czekają na tę płytę cztery lata, ciąży na mnie dodatkowa presja związana z tym, że skoro “robiłam ją” tak długo, to ona musi być świetna. Cały czas wisi nade mną lekki niepokój, że ludzie mogą odebrać ten okres oczekiwania w zły sposób – Ok, niech ona sobie siedzi w tym studio, ale niech wypuści coś fenomenalnego, skoro tyle każe nam na to czekać. A tak naprawdę było troszeczkę inaczej, co spowodowała moja przerwa. Dla mnie więc na płycie zarysowana będzie niewidzialna granica między piosenkami – piosenki sprzed przerwy i po niej.

Zdarzyła Ci się taka sytuacja, że ktoś nie szanował Twojej pracy jako twórcy?

Często moje piosenki, które początkowo były emocjonalnymi balladami, ktoś katował radiowymi bitami, raz usłyszałam nawet ,,Wywal te dwa wersy, bo radio tego nie kupi”. Były to dla mnie ważne dwa wersy, więc jak widzisz, radio mnie nie gra (śmiech). Największym brakiem szacunku dla tego, co robię, jest według mnie próba wciskania mojej osoby w ramki, których ja nie chcę. Już mnóstwo razy dochodziły mnie głosy, że nie jestem ani w pełni popową wokalistką, ani alternatywną, a skoro do niczego się nie kwalifikuję, to nie wiadomo co tworzę – bo nie da się mnie puszczać ani w Esce, ani w Trójce. Takie chore szufladkowanie, jakby nie można było po prostu dać mi robić swojego. Dlatego cieszę się, że dziś w tej kwestii tak sprawnie zaczyna działać sieć i bardziej liczy się, czego ludzie chcą sami słuchać, a nie czego słuchają, bo jest im to puszczane. Sprzedaż płyt również prężniej działa w digitalu niż w wersjach fizycznych. Wydawało się, że ta zmiana będzie czymś strasznym, że na potęgę będzie szerzyło się piractwo, a wcale tak nie jest. Dużo osób ma dzisiaj wykupione konto na Spotify, Tidalu i innych tego typu serwisach. Ja na przykład kupuję płyty, mimo że nie słucham ich na wieży. Wydaję na nie pieniądze, bo oczywiście uwielbiam namacalność fizycznej płyty – jej fakturę, okładkę – ale przede wszystkim wydaję, bo szanuję twórców. Tak samo jest z filmami na DVD czy Blu-ray’u. Artyści też muszą z czegoś żyć i w ramach podziękowania za ich twórczość, daję im zarobić. To powinno być naturalne dla każdego odbiorcy wszystkich tekstów kultury.

Twoja piosenka „Mówiłeś” na YouTube została odsłuchana już ponad 9 milionów razy. Taka duża liczba wyświetleń jest dla Ciebie znakiem, że to co robisz, robisz we właściwy sposób, czy może bardziej odbierasz to jako podniesienie poprzeczki?

Po tym ile wyświetleń ma piosenka „Mówiłeś” widzę, że ludzie zgadzają się ze mną i wyczuwają moją prawdziwość, bo to jest utwór, przy którym uparłam się, że od początku do końca ma wyglądać tak, a nie inaczej i nie mam do niej żadnych zarzutów. Ten odbiór to dla mnie znak, że ludzie jednak widzą i odczuwają to, co chciałabym im przekazać. Cieszę się i wiem, że mogę pójść w tę stronę.

Coś, co na pewno pochłania Ci teraz pewną część czasu to Warszawska Szkoła Filmowa, w której podjęłaś się studiowania. To zajmujące zajęcie?

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, poszłam do tej szkoły na reżyserię filmową na studia dzienne, które były bardzo drogie. Uparłam się, że dam sobie radę i wtedy z muzyką zaczęły dziać się nieciekawe rzeczy – przestałam koncertować i musiałam pójść do pracy wymagającej większego zaangażowania czasowego. Zostałam na reżyserii jeden semestr, bardzo mi się podobało, ale nie dawałam rady czasowo i finansowo. Musiałam zrezygnować. Teraz jestem już na drugim roku filmoznawstwa praktycznego i właściwie te dwa kierunki różnią się tylko nazwą i tym, że teraz studiuję zaocznie. Mój kierunek, chociaż brzmi tak, jakbym uczyła się na nim tylko teorii o filmach, zawiera w sobie wiele praktyki, od montażu po pracę z kamerą, jak jazda na wózku, kończąc na reżyserii i pisaniu scenariuszy. To pozwala mi sprawdzić się w każdej z istotnych ról podczas tworzenia filmu i dopiero teraz widzę, do czego się nadaję. Ku mojemu zaskoczeniu reżyseria chyba nie do końca jest dla mnie. Lepiej odnajduję się w pisaniu scenariuszy.

Czyli jednak pisanie.

Jak byłam mała to tupałam nogą i musiało być tak, jak ja chciałam i koniec. Gdybym się nie zmieniła od tamtej pory, byłabym idealną reżyserką (śmiech). Teraz, kiedy bywam na planie i robię swoje filmy do szkoły, nie potrafię krzyknąć na ludzi i powiedzieć im, że ma być tak, a nie inaczej. Kiedy nagle zepsuje się kamera i trzeba podjąć decyzję przy grupie osób, które są pod tobą, wszyscy czekają na to, co powiesz i co zadecydujesz. Mam wtedy ochotę schować się pod kołdrę, zacząć płakać i powiedzieć, żeby ktoś to wszystko zrobił za mnie. Najbardziej odnajduję się w tworzeniu, ale w zaciszu własnego domu, więc w montażu, pisaniu scenariuszy, ewentualnie jakiejś tam pomocy na planie. Po prostu widzę, że im jestem starsza, tym mniej chcę być w centrum uwagi. Uwielbiam czuwać nad czymś i mieć na coś wpływ, ale z własnego kąta – kiedy robię to, o której godzinie chcę i gdy nikt na mnie nie patrzy. To wszystko trochę przeczy koncertowaniu. (śmiech).

Zauważyłaś jakieś różnice między tym, co daje Ci angaż w tworzenie muzyki, a w tworzenie filmu?   

Tak. Przestało mi wychodzić z muzyką, więc stwierdziłam, że skoro film też bardzo mnie interesuje, to może się w nim odnajdę i z nim mi się powiedzie. Miał być takim moim substytutem muzyki, w razie gdyby z nią mi rzeczywiście nie wyszło – na szczęście już opuściły mnie te myśli. Film jest cudowny, na pewno sprawia mi radochę, ale jednak muzyka nie jest tylko pasją.  Ja nie umiem bez niej żyć. Przez te półtora roku odseparowania od niej wydawało mi się, że jest dobrze – chodzę do normalnej pracy, studiuję ciekawy kierunek i wszystko jest fajnie. Gdy tylko widziałam, że moi znajomi tworzą, koncertują, wydają kolejne single, krajało mi się serce i wiedziałam, że oszukuję samą siebie. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez muzyki, jakkolwiek patetycznie to brzmi.

To znaczy, że teraz skorzystasz z teorii zdobytej w szkole przy nowych teledyskach? Może Ty będziesz stawała za kamerą?

Robiłam już jeden klip niemal całkiem sama, ale był to wynik braku budżetu. Powstał on na wariackich papierach i bardzo amatorsko. Za to teraz kręciłam teledysk z zewnętrzną ekipą filmową i zupełnie inaczej przy nim pracowałam, bo wiedziałam już o co w tym chodzi. Mogłam dyskutować z reżyserem o sprawach technicznych, wiedziałam na jakich zdjęciach mi zależy, nie czekałam biernie na polecenia, miałam wpływ na to jakie klip uzyska kolory – czułam się świadomym twórcą teledysku. Sama też zawsze uczestniczę w pisaniu scenariusza. Nie wiem, czy potrafiłabym przyjąć pomysł z zewnątrz, musiałby być świetny.

Mówisz, że ciężko byłoby Ci przyjąć pomysł z zewnątrz. Zastanawiam się jak działa to w drugą stronę jeśli chodzi o piosenki. Pisałaś już kiedyś dla kogoś?

Tak, dostawałam już propozycje pisania tekstów dla innych.

Łatwiej pisze Ci się takie teksty? Też korzystasz wtedy z wewnętrznego bagażu?

Korzystam zawsze, bo nie potrafię inaczej. Z dotychczasowym pisaniem dla kogoś był taki problem, że zawsze miały to być piosenki z potencjałem radiowym i ostatecznie słyszałam, że moje teksty nie przejdą do radio, bo są zbyt poetycko napisane, zbyt wyszukane. Chociaż ja tego nie widziałam.

Opowiesz coś o piosence, która będzie promowana nowym teledyskiem, o którym wspomniałaś?

Ten utwór zaskoczył mnie samą. Kiedy obudziłam się po letargu i kryzysie twórczym, zaczęłam pisać na nowo. Ta piosenka jest zupełnie inna od poprzednich, a z drugiej strony wydaje mi się, że jest „moja”. Na pewno ma niestandardowy tekst – nie jest to piosenka ani o miłości, ani o śmierci, co jest wyjątkowe w moim przypadku (śmiech). Jest o czymś zupełnie innym, mianowicie o pewnym zjawisku, które zauważyłam w sieci. W Internecie funkcjonuje mem z podpisem „I don’t want to live on this planet anymore”. Niestety nie ma polskiego odpowiednika, a opisuje dokładnie moje ostatnie przemyślenia. Singiel nosi tytuł „Lot na Marsa” i trafiłam z nim w dobry czas, bo wiadomo, że Musk organizuje lot na tę planetę, naprawdę zgłaszają się już ludzie, którzy chcą sobie polecieć w jedną stronę (śmiech). Śpiewam o tym, bo nie mogę już patrzeć na to, co dzieje się na tym świecie. I chodzi głównie o sprawy w rozgrywające się w sieci. Mam nadzieję, że ludzie zrozumieją to, co ukryłam w słowach piosenki.

Mam nadzieje, że ten pomysł zaintryguje! Kiedy pojawi się już Twoja płyta, będziesz musiała mierzyć się z jej recenzjami ze strony słuchaczy i środowiska muzycznego. Zanim to jednak nastąpi, ciekawi mnie, jakie Ty sama masz oczekiwania względem tego albumu.

Bardzo długo walczyłam o tę płytę i mam wrażenie, że czekałam na nią całe życie. Jakakolwiek ona by nie była, ja po prostu chciałam, żeby była moja. Pamiętam każdą godzinę powstawania każdej piosenki, pamiętam dlaczego każdą z nich pisałam, pamiętam w jakim byłam wtedy stanie. To trochę ekshibicjonizm, ale bardzo chciałam podzielić się tym z ludźmi. Mimo że starsi słuchacze być może uśmiechną się z pobłażaniem do piosenek, które pisałam mając 15 lat, mam nadzieję, że osoby, które teraz mają tyle, odnajdą się w tej części płyty, a starsi odbiorcy sięgną po nowsze utwory. Chciałabym, by każdy znalazł na tym albumie coś dla siebie. Ta płyta to po prostu moja autobiografia.


Zobacz nowy teledysk Marty:


Wywiad przeprowadził: Bartosz Grześkowiak

Zdjęcie użyte w wywiadzie zostało wykonane przez: Tomasz Wilczyński