NewsroomWywiady

WLKM.pl w rozmowie z Kwiatem Jabłoni: „Bez publiczności nie ma działania”

Duet rodzeństwo, któremu nieoczekiwanie przyszło zmierzyć się z ładunkiem sporego sukcesu, nie marnuje swojego czasu. Kwiat Jabłoni opowiedział nam o procesie tworzenia, zaskakujących wynikach i wielu wartościowych przymiotach scenicznej rozpoznawalności.

Ustalmy na początku istotną formalność. W związku z tym, co dzieje się teraz wokół Kwiatu Jabłoni, czujecie się debiutantami? Czy z racji waszych poprzednich działań i wydawnictwa (album „Chodź ze mną” z zespołem Hollow Quartet), pojawienie się płyty „Niemożliwe” odczuwacie po prostu jako kolejny krok, niekoniecznie ten „rozpoczynający”? 

Kasia Sienkiewicz: Na pewno nie czujemy się debiutantami. Byliśmy nimi, grając w Hollow Quartet.

Jacek Sienkiewicz: Chociaż o Kwiecie Jabłoni można mówić, jak o debiutanckim projekcie, to wszystko, co z nim związane, poszło w tak szybkim tempie, że teraz już też nie czujemy się debiutantami. Ogólnie, nie czujemy się na scenie nowi, bo tak jak mówisz, działamy w różnych składach już od ładnych paru lat.

Kasia: Z Hollow Quartet graliśmy około pięciu lat. W Warszawie ta grupa stała się rozpoznawalna, ludzie przychodzili na nasze koncerty. To był zespół, który był czymś więcej niż próbami grania i uczeniem się, traktowaliśmy go bardzo poważnie, pokładaliśmy w nim duże nadzieje. Ostatecznie się nie udało. Kiedy zakładaliśmy Kwiat Jabłoni, nie mieliśmy już takich nadziei i wymagań.

I wrzuciliście do sieci pierwszy utwór. Piosenka „Dziś późno pójdę spać” zyskiwała z dnia na dzień coraz pokaźniejszą ilość słuchaczy (dziś teledysk do utworu w serwisie YouTube obejrzano już ponad 7 milionów razy). To musiało być dla was stresujące. Im większa stawka jest w grze, tym więcej jest też do stracenia.

Kasia: To było bardzo stresujące. Obserwowaliśmy wzrost wyświetleń i nie wiedzieliśmy co się dzieje. Co z tym zrobić? Jak działać? Jaką piosenkę teraz wypuścić? Kiedy publikowaliśmy w sieci „Dzień dobry”, jako drugi utwór, byliśmy wystraszeni, że ten może w ogóle nie chwycić, że ludzie będą nam mówić, że to nie jest kompletnie to, co tamta piosenka. Było bardzo dużo wątpliwości na każdym kroku, związanych też z tym, czy ten kolejny krok będzie dobry. Miałam wiele takich zwątpień.

Jacek: Ja miałem też wątpliwości, kiedy wrzucaliśmy „Dziś późno pójdę spać”. Bałem się reakcji środowiska muzycznego dookoła nas. Mamy pośród znajomych dużo muzyków, sporo współpracujemy, z wieloma studiuję. Bałem się, jak zostanie odebrana przez nich nasza piosenka. Reakcje okazały się bardzo pozytywnie i to dało mi dużo energii do tego, żebyśmy działali dalej.

Ten wzrost popularności zapewne był też lekcją. Do tego lekcją wymagająca ostrożności, zdecydowania, wyczucia.

Jacek: Musieliśmy bardzo szybko nauczyć się zachowywania w zupełnie nowych sytuacjach. Rozpatrzmy naszą pierwszą, zimową trasę. Dla nas zupełnie czymś nowym było to, że przyjeżdżamy, na przykład, do Krakowa, gdzie gramy dwa wyprzedane koncerty, w każdym klubie jest po 300 osób na sali.

Kasia: Na tyle dużo, że nie da się przejść do wspólnej ubikacji, bo ludzie patrzą i cały czas nas zaczepiają.

Jacek: Nagle musieliśmy umieć zachowywać się w sytuacji, kiedy ludzie faktycznie przychodzą na nas, słuchają nas, znają nasze teksty itd.

Kasia: I w sytuacji, w której po koncercie spędzamy jeszcze 40 minut, rozdając autografy. To były zupełnie nowe rzeczy. Chociaż nie wiem, czy to jest coś, czego trzeba się uczyć. Może to bardziej miłe zaskoczenia. Cieszysz się, że wreszcie masz dla kogo grać, bo to jest zawsze najważniejsze. Kiedy tego nie ma, jest straszna frustracja, a kiedy wreszcie jest, to znaczy, że całe szczęście, będziesz mógł dalej robić to, na czym ci zależy. Bez widowni nie ma działania.

Jacek: Dla mnie to był też sygnał, że weszliśmy już na etap tworzenia, na którym to, co robimy, musi być bardzo profesjonalne. Wtedy też bardzo zawziąłem się, jeśli chodzi o naukę elektroniki.

Kasia: Ja, jeśli chodzi o śpiewanie.

Jacek: Zaczęliśmy też myśleć o koncercie bardziej w kategoriach show. Teraz, kiedy gramy jeszcze z basem i perkusją, ważne jest dla nas to, jak prowadzimy cały koncert, również pod względem ruchu i kontaktu z publicznością. Ale też przez to, że graliśmy naprawdę bardzo dużo przez ostatnie pół roku, nauka tego wszystkiego poszła bardzo szybko.

Kasia: Jest jeszcze jedna rzecz, której trzeba było się nauczyć i ja miałam z nią na początku duże trudności. To korzystanie z social mediów, na których codziennie zlewają nas wiadomości. Z czasem stało się tak, że również na naszych prywatnych kontach pojawiło się bardzo dużo obcych kontaktów. Musieliśmy to wyselekcjonować – na publicznych profilach odpisujemy wszystkim, ale trochę czasu zajęło nam nauczenie się tego, że nie musimy odpisywać na prywatnych kontach. Najpierw odpowiadałam wszystkim. Okazuje się, że przyklejasz się do telefonu i nie masz już swojego życia. Odpiszesz raz, a potem, kiedy nie odpiszesz już drugi, to ludzie mają trochę żalu, bo zaczęli się wkręcać, że może będą z tobą rozmawiać. Tego na prawdę trzeba się nauczyć.

Jacek: Tak, to prawda. Trzeba umieć to ograniczyć. Teraz już nie nagrywamy życzeń urodzinowych, kiedy ktoś do nas o nie pisze, a dostajemy masę takich anonimowych próśb.

Kasia: I ta prośba zawsze zaczyna się od: „Mamy nietypowa prośbę” (śmiech).

Jacek: Mamy więc z góry ustaloną zasadę, że odmawiamy. Wtedy czujemy się z tym ok, ludzie też nie reagują jakimś żalem i nie są specjalnie zawiedzeni. Trzeba umieć postawić granicę i tyle.

Mieliście wcześniej swoje ulubione polskie debiuty, które obserwowaliście, podziwialiście i myśleliście sobie: „My też tak chcemy”?

Razem: Domowe Melodie.

Jacek: To jest zespół, który obserwowaliśmy od samego początku. Pamiętam, jak mieliśmy próby w przez chwilę istniejącym trio z Kasią i Staszkiem Czyżewskim (kontrabasistą Domowych Melodii – dop.red.), podczas których Staszek ogłaszał, że musi uciekać na inną próbę, bo ma teraz nowy projekt. Pół roku później poszedłem na koncert Domowych Melodii do Palladium w Warszawie i zobaczyłem całą salę wypełnioną, 2 tysiące osób… Rozwinęli się wspaniale. Atmosfera na ich koncertach, nawet gigantycznych, była zupełnie domowa. To było dla nas szokiem, ale też inspiracją.

Kasia: Hania Rani to też wspaniały debiut. Jesteśmy jej fanami, znamy się i lubimy. Ona jest niesłychanie zdolna i bardzo cieszę się, że coś, co jest w ogóle niekomercyjne, tak się podoba. Wspaniałe jest też to, że ona zapraszana jest nie tylko na festiwale muzyki offowej, ale i te największe.

Niektóre sukcesy muzyczne rodzimej sceny opierały się na tym, że znany i ceniony producent współpracował z obiecującym debiutantem, nadając swój sznyt jego albumowi. Wy nie zdecydowaliście się na taki rodzaj współpracy, choć zapewne po sukcesie piosenki „Dziś późno pójdę spać” pootwierało wam się wiele drzwi, pojawiły się też pewnie propozycje współpracy.

Jacek: To prawda. Pojawiły się takie propozycje, które mocno ograniczyłyby naszą wolność artystyczną. Uznaliśmy, że takie współprace nie są dla nas ważne. Głównym założeniem w naszej działalności jest to, że chcemy grać własną muzę, że chcemy być twórcami i kompozytorami.

Kasia: Ale nie tylko. Chcemy też współodpowiadać za to, jak wyglądamy, jak wygląda okładka naszej płyty, nasze teledyski. Klipy to zawsze jest mój pomysł, moja reżyseria lub współreżyseria. Całokształt tego jest wspólny.

Jaki wpływ na waszą płytę miał jej producent Łukasz Zięba?

Kasia: Nieprzeceniony.

Jacek: Kolosalny, ponieważ on jest odpowiedzialny za miks, ale też za elementy aranżacji w niektórych utworach.

Kasia: Producencko okazał się świetny. To jak brzmi płyta jest w dużej mierze jego zasługą i nieprzeciętną wartością albumu. Nie każda osoba, do której byśmy uderzyli, wypracowałby takie brzmienie. Na tej płycie można było iść w dużo bardziej akustyczny klimat. Łukasz zrobił to tak ciekawie, że kiedy usłyszeliśmy jego pierwszy miks, zdecydowaliśmy, że to on będzie miksował całą płytę. Na początku nagrań w ogóle się nie znaliśmy, nasza wspólna praca to był przypadek.

Coś, co jednoczy krytyków w opiniach o „Niemożliwe” to stwierdzenie, że to bardzo charakterystyczna płyta, wnosząca różnorodność na nasze muzyczne podwórko. Łatwo było wypracować ten spójny charakter? 

Jacek: Wydaje mi się, że my mamy o tyle łatwą sytuację, że możemy tworzyć nasz styl od początku, bo czegoś podobnego do naszej twórczości, w Polsce jeszcze nie było. Ja gram na mandolinie, ale używam też elektroniki, chociaż nie jestem w ogóle szkolony, jeśli chodzi o posługiwanie się nią. Mam wykształcenie klasyczne – studiuję Kompozycję na Akademii Muzycznej, gdzie większość zajęć nie dotyka zagadnień związanych ze sztucznie generowanym dźwiękiem. Starałem się tymi elektronicznymi brzmieniami podkreślić naszą akustyczność, a nie iść w stronę techno i The Dumplings. Połączenie elektroniki z akustycznym graniem na mandolinie i pianem oraz śpiewem Kasi, który bardzo mocno nawiązuje do folku, jest czymś, czego nie było i siłą rzeczy, musieliśmy stworzyć z tego, coś nowego.

Jeżeli mówić o charakterystyce tej płyty, to warto też wspomnieć o tekstach, które się na niej znalazły, na które wy sami zwracacie uwagę swoich odbiorców.

Jacek: Tak. Dla nas bardzo ważne jest to, żeby odbiorca słuchał, o czym mówimy i żeby to do niego trafiało, dlatego też cała płyta jest po polsku.

Kasia: My też bardziej przeżywamy piosenki, jeśli śpiewamy je po polsku. Chociaż też lubimy śpiewać po angielsku, bo to bardzo śpiewny i przyjemny język, z Hollow Quartet używaliśmy w piosenkach głównie angielskiego. Zauważyliśmy jednak, że do słuchaczy, ale również do nas na scenie, dużo lepiej trafiają utwory, kiedy śpiewamy po polsku.

Jacek: Z resztą, ostatnio ktoś powiedział mi na uniwersytecie, że filozofię powinno uprawiać się w swoim ojczystym języku. Język jest kopalnią wiedzy dla filozofa i jeżeli dobrze znasz swój język, to w nim jesteś w stanie wypowiadać się sensownie, a w innych językach, choćbyś nie wiem jak się ich nauczył, zawsze będą jakieś trudności. Wydaje mi się, że z pisaniem tekstów jest tak samo. Po polsku jesteśmy w stanie wypowiedzieć się lepiej i sensowniej przekazać treść, a do tego zrobić to w bardziej poetycki sposób niż po angielsku.

To są teksty z przed lat, wyciągnięte z szuflad, czy pisaliście je specjalnie na potrzeby płyty?

Kasia: Niektóre były wyciągnięte z szuflady. Ale wyciąganie tekstów z przed lat, u nas oznacza sięgnięcie po teksty z przed dwóch czy trzech lat i to są najstarsze z nich.

Dużo w nich egzystencjalnych rozważań, wiele komentarzy do kondycji współczesnego świata. Co was w tym dzisiejszym świecie dotyka?

Kasia: Na pewno dotyka nas konieczność udawania kogoś, przedstawiania swojego życia w nieprawdziwy sposób. Media społecznościowe bardzo zachęcają do tego, żeby przedstawiać swoje życie bardziej kolorowo i bardziej idealistycznie. Jednocześnie, oglądając życia innych przedstawione dużo lepiej niż są naprawdę, zaczynamy mieć potrzeby, których normalnie byśmy nie mieli. Zaczyna nam się wydawać, że musimy coś mieć, coś robić i wyglądać tak jak inni. Mimo, że ci inni na zdjęciach to ich najlepsze wersje, w najlepszych momentach. Jeżeli nie mamy dystansu do tego, co podają nam media społecznościowe i jednocześnie nie umiemy być tu i teraz i cieszyć się wartościami w świecie realnym, możemy czuć się bardzo sfrustrowani i nieszczęśliwi.

Jacek: Nasze teksty podejmują też temat krytyki pogoni za sukcesem czy, bardziej ogólnie, utożsamiania szczęścia z sukcesem. Mam wrażenie, że teraz bardzo często punkt docelowy naszego życia umieszczamy gdzieś w przyszłości, gdzieś na końcu naszej kariery zawodowej. Cały czas gonimy za byciem coraz lepszym, za posiadaniem coraz lepszych rzeczy. Cały czas na coś czekamy.

Kasia: W końcu zlewają nam się dni i to, co się u nas dzieje. Przestajemy przeżywać dokładnie i dogłębnie codzienność, cały czas jesteśmy w dążeniu ku przyszłości. Podejmujemy ten temat w piosence „Nie ma czasu”.

Jacek: Nastawienie przyszłościowe sprawia, że zapominamy, co może nas uszczęśliwiać i jesteśmy wiecznie nieuszczęśliwieni, cały czas kreujemy potrzeby i wizję siebie w przyszłości, która siłą rzeczy ciągle jest jeszcze niespełniona. Nie potrafimy więc być szczęśliwi z tym, co mamy, z tym, co jest teraz. Nie umiemy też zauważać tego, co jest teraz. O tym jest utwór „Turysta” – chodzimy po tym świecie i oglądamy go przez Instagrama, ale nie jesteśmy w stanie zaangażować się w niego tu i teraz.

Nieobojętna jest wam również kwestia ekologii. Już niedługo będzie można posprzątać z wami część Warszawy. Co jest założeniem tej idei?

Jacek: Mam nadzieję, że to będzie akcja o charakterze kuli śnieżnej.

Kasia: Tak! Na to liczymy!

Jacek: Mamy pomysł, żeby nasze sprzątanie świata było pierwszym sprzątaniem świata z muzykami. Chcemy pójść z ludźmi posprzątać jakiś fragment Warszawy, który bardzo tego wymaga, a potem rzucić wyzwanie kolejnym trzem artystom, żeby robili to w swoich miastach i żeby ta akcja się stała się popularna.

Kasia: Wiadomo, że to nie działa tylko w warstwie faktycznego posprzątania czegoś, ale też zmienia świadomość, może nadać modę na coś. I to jest super. W ogóle, życiowo staramy się być bardzo pro ekologiczni.

Jacek: Uznaliśmy też, że mając takie narzędzie w rękach, jak wiele odbiorców, sporą ilość ludzi, którzy czekają na nasz odzew, warto je wykorzystać.

Kasia: Mamy możliwość promowania jakiś postaw. Jest to też działanie, poprzez które możemy pokazać swoją postawę poza muzyką, pokazać siebie nie tylko poprzez sztukę. I nie jest to w ogóle działanie polityczne. Nikt nam nie zarzuci, „muzyk nie jest od wtrącania się w politykę”.

Jeśli mówimy o współczesnym świecie i kwestii Internetu zmieniającego naszą rzeczywistość, warto też wspomnieć o zmianach, które dokonały się w branży muzycznej, chociażby w związku z nowymi sposobami dystrybucji twórczości muzyków. Uważacie, że Internet jest miejscem, o które twórcy powinni walczyć, w celu kształtowania go pod opłacalność swoich działań?

Jacek: Myślę, że nie zatrzymamy postępu technologicznego i trzeba umieć dostosować rynek muzyczny do tego, w jaki sposób funkcjonuje nowy świat. Nie zamienimy tego, że jest Spotify i YouTube i uważam z resztą, że bardzo dobrze, że one są. Jeżeli umiemy sensownie korzystać z tych serwisów, to możemy doświadczyć masę pięknych rzeczy. Ja na przykład nie wyobrażam sobie studiów na Akademii Muzycznej bez Spotify. Gdyby nie on, to chyba nie zdałbym historii muzyki.

Kasia: Rzecz w tym, że nie uciekniemy od tego, że są nowości technologiczne, dlatego powinna następować i następuje współpraca portali streamingowych z muzykami. Jedna strona dostosowuje swój produkt a druga swoje usługi. Dobre jest to, że są wymyślane pomysły, poprzez które muzyk może nadal zarabiać, sprzedając swoją muzykę wirtualnie. Dzięki temu to, że nośnik fizyczny przestaje być popularny, nie oznacza, że muzyk przestaje zarabiać na sprzedaży swojej muzyki. Cały czas jest to możliwe, tylko w innej formie. Chociaż płyty nadal się sprzedają i nie znikają zupełnie. Winyl przeżywa teraz taki renesans.

Jacek: Ja rozumiem też artystów, którzy bojkotują i uciekają od Spotify, bo to współpraca, z której faktycznie nie ma wielkich pieniędzy. Wydaje mi się, że jest w tym pewna niesprawiedliwość. Dzieje się tak tylko przez to, że Spotify ma monopol. Prawo należy regulować tak, żeby było jak najmniej krzywdzące dla twórców.

Kasia: Muzyka w sieci jest jednak mniej zarobkowa. Nie można porównać finansowo tej sytuacji ze sprzedażą płyt. Cieszę się, że widzę, że naszym odbiorcom zależy na tym, żebyśmy my zarobili na płycie. Często padają do nas pytania: „Gdzie mamy kupić płyty, u was po koncercie czy w Empiku? Gdzie więcej zarobicie?”.

Jacek: To miłe.

Kasia: Albo mówią, że chcą kupić płytę w formie wirtualnej, chociaż mają ją całą dostępną na Spotify. Robią to z moralnego przekonania o tym, że tworząc album wykonaliśmy pracę, którą oni chcą kupić.

Jacek: My trochę nie mieliśmy wyjścia z tym Spotify. Z naszej perspektywy, czy z perspektywy innych nowych projektów muzycznych, nie da się od tego uciec. Od tego może uciec np. Luxtorpeda, która powie, że streaming ich nie interesuje. Nie wiem czy oni cały czas się tego trzymają, ale na pewno tak się wydarzyło.

Kasia: Na początku robił tak też Paul McCartney.

Jacek: Oni mogą sobie na to pozwolić, bo bez tego i tak istnieją. Dla debiutantów to jest karta przetargowa, żeby w ogóle zaistnieć. Czy te warunki nam się podobają, czy nie, po prostu tak wygląda świat i musimy za nim podążać.

Wy, do jakich źródeł sięgacie po muzykę?

Kasia: Ja bardzo lubię kupować płyty. To sprawia mi wielką przyjemność. Ważny jest dla mnie jej kolekcjonerski aspekt. Lubię też słuchać muzyki w skupieniu. Robię na jakiś czas tak, że włączam sobie płytę i wysłuchuję jej od deski do deski. Lubię mieć płytę w wersji fizycznej, przejrzeć jej książeczkę, dowiedzieć się jeszcze więcej o jej wykonawcy. Oczywiście coraz więcej słucham też Spotify, bo ciężko od tego uciec. Kiedyś, nawet na imprezę trzeba było przynieść płyty, teraz już nie musisz. Nawet jeśli przyniesiesz, to nie masz gdzie ich odtworzyć, więc po prostu robisz sobie tę playlistę na Spotify, bo nie masz wyjścia, jeśli chcesz słuchać swojej muzyki.

Jacek: Ja zacząłem słuchać więcej płyt odkąd mam samochód, który nie ma funkcji bluetooth i innych tym podobnych dodatków. Zacząłem odgrzebywać stare płyty z lat gimnazjalnych. Także płyty są fajne.

Kasia: Ale Spotify też jest fajny. Co podkreślają wszyscy, ma świetną opcję odkrywania nowej muzyki.  Ona podpowiada, co będzie ci się podobało i to jest z reguły trafione. Muzyki jest teraz tak dużo, że bez tego nie odkryłbyś masy wykonawców.

Jak się czuliście, kiedy mieliście już w rękach skończoną płytę Kwiatu Jabłoni?

Jacek: Ten moment, kiedy dostaliśmy płyty z hurtowni, był dla mnie symboliczny. Coś, co trwało rok, w końcu się sfinalizowało i zmaterializowało. Dla mnie to było niesamowite.

Kasia: Ja do samego końca miałam obawy, że coś nie wyjdzie. Myślałam sobie, że uwierzę w to, dopiero kiedy zobaczę płytę na półce w Empiku.

Jacek: I udało się.

Podkreślacie, że duże znaczenie mają dla was koncerty. To jest dla was ten najważniejszy feedback dotyczący waszej muzyki?

Kasia: Tak, koncerty.

Jacek: Jak najbardziej. To jest dla nas najważniejsze. Internet i te wszystkie wyświetlenia na YouTube to tylko środek do celu, a celem jest spotykanie się z ludźmi i granie dla nich. To jest taki sprawdzian, czy to, co robimy działa.

Kasia: Dobrym wspomnieniem dla mnie w tej kwestii jest czas, kiedy widzieliśmy, że rosną nam wyświetlenia teledysku „Dziś późno pójdę spać”. Gdy tam były już były ze dwa miliony, poczuliśmy, że to jest niesamowite. Mi jednocześnie towarzyszył strach, że to wszystko się pewnie zaraz skończy. Myślałam: „Co ja zrobię? Znowu będę musiała od początku budować jakiś zespół?”. Czułam lęk, że coś musi pójść nie tak, że idzie za dobrze. Mimo, że zaczęli obiecywać nam różne koncerty, a menadżer wypowiadał się pozytywnie, nie wierzyłam w to do końca. Dopiero, kiedy przyjechaliśmy do Krakowa i zobaczyliśmy tak wielu śpiewających ludzi pod sceną, uwierzyliśmy że to się dzieje i wtedy już przestałam mieć jakiekolwiek wątpliwości, że coś ma pójść nie tak, że przestaną nas lubić. Ten wirtualny odzew jest po prostu mniej przekonywujący.

Co jeszcze poza koncertami lubicie w swojej pracy?

Jacek: Ja bardzo lubię ten moment, kiedy wchodzimy do studia i robimy coś zupełnie od początku, szczególnie jeżeli mamy na to czas. Kiedy możemy wyjąć sobie z życia trzy, cztery dni i wejść do studia, by podziałać i trochę potworzyć, jest super przyjemnie.

Kasia: Mnie cieszy też zwiedzanie naszego wspaniałego kraju. Jesteśmy zszokowani tym, jak piękne są miasta w Polsce, o czym nie mieliśmy pojęcia. Okazuje się, że wiele z nich jest nieprzeciętnie pięknych. Ostatnio byliśmy zachwyceni Olsztynem.

Jacek: Pierwszy raz zagraliśmy w Olsztynie już parę miesięcy temu, tylko że wtedy przyjechaliśmy w nocy, wystąpiliśmy w klubie Nowy Andergrant, więc pod ziemią i pojechaliśmy do hotelu, a później wyjechaliśmy wcześnie rano, bo musieliśmy zdążyć na próbę dźwięku do Wilna. Wydawało nam się, że Olsztyn jest miastem jakich wiele, bo zobaczyliśmy tylko jedną ulicę, która nie była specjalnie atrakcyjna. Miesiąc temu zagraliśmy kolejny koncert w Olsztynie, tym razem przejechaliśmy przez starówkę i te najfajniejsze miejsca, odkrywając, że to jest cudowne miasto. Będziemy tam chyba przyjeżdżać (śmiech).

Kasia: Kolejną cenną rzeczą jest to, że możemy współpracować z przeróżnymi muzykami. Na przykład, na scenie na większe koncerty dołącza do nas Marcin Ścierański na perkusji i Grzesiek Kowalski na gitarze basowej. Świetnie nam się razem przebywa. Nie jesteśmy więc ograniczeni tylko do wspólnego grania, którego jest oczywiście najwięcej, ale bardzo wiele osób chce też z nami współpracować, co od razu jest bardzo miło przyjmowane przez widownię. Ludzie są bardzo otwarci na przeróżne nowe propozycje.

Macie już wizję tego, w którą stronę będzie ewoluowała wasza muzyka?

Jacek: Raczej nie chcemy robić gigantycznego przełomu na drugiej płycie. Będziemy pogłębiać nasz styl. Chcemy jednak zrobić parę skoków w bok. Jednym z nich będzie nasza trasa akustyczna na święta. Chcemy zebrać skład, w którym poza nami znajdzie się jeszcze kontrabas, klarnet, skrzypce i perkusjonalia. To będzie tydzień koncertów po kilku miastach w Polsce.

Kasia: Mieliśmy też czerwcowy projekt z producentem i człowiekiem zajmującym się muzyką elektroniczną, Wojtkiem Urbańskim z zespołu Rysy.

Jacek: Robimy różne projekty dookoła, ale myślimy już o drugiej płycie. Ona będzie jeszcze bardziej pogłębiać to, co się dzieje teraz na koncertach.