NewsroomWywiady

WLKM.pl w rozmowie z Andrzejem Piasecznym: „Muzyka zawsze wydobywa z nas właściwy jej stan ducha”

Ma na swoim koncie 11 płyt długogrającyh. Pomimo upływu lat, każdy jego album różni się od poprzedniego i daje powiew świeżości. Jaka jest recepta Andrzeja Piasecznego na sukces? Czy kwarantanna uśpiła jego wenę artystyczną? Czy temat legalnej kultury jest dla niego istotny? Te oraz inne kwestie poruszyliśmy w naszej rozmowie z Andrzejem Piasecznym.

Kwarantanna wpłynęła na Ciebie twórczo, co pokazuje utwór „Jutro”, czy w tym okresie powstały także inne utwory, które ujrzą światło dzienne? Jak aktualna sytuacja ma się do Twojej weny artystycznej?

Prawdę mówiąc jestem leniem i pracuję zadaniowo. Podziwiam artystów, wiem że tacy są, którzy potrafią narzucić sobie reżim pracy np. codziennej. Ja tak nie potrafię. Nie piszę piosenek do szuflady. Zwykle raczej ktoś mnie namawia do tego żeby wziąć się do pisania i stworzyć coś nowego. Dlatego kiedy okazało się, że Siła Wyższa zafundowała nam nieco więcej wolnego czasu, który ja zresztą genialnie potrafię sobie zagospodarować, to takie namowy pojawiły się. Sugerowano mi nawet, żebym napisał coś o tej naszej aktualnej rzeczywistości, przed czym zresztą broniłem się, jednak na koniec okazało się że trudno się od niej oderwać i w sumie jednak dokładnie tak właśnie wyszło. No a kiedy już uruchomiłem głowę do pisania, zyskałem pewność, że za chwilę pokażę się coś jeszcze, choć nie wiem jak prędko. Forma jest niezła, dziękuję. Przynajmniej ja tak sądzę, ale wiem że na koniec to wy będziecie musieli ją ocenić.

Wziąłeś udział w koncercie „Muzyka na dobry wieczór”, wspierającym akcję #ZostańwDomu. Jakie to uczucie grać bez udziału widowni, bez emocji, które towarzyszą koncertowi na żywo, czy ten kompletnie nowy eksperyment wpływa na Ciebie jako artystę?

Faktycznie doświadczenie było dość ciekawe, jednak w pytaniu zawarty jest pewien błąd. Jestem pewien, że każdy kto uprawiał muzykę w jakiejkolwiek formie, wie że ona zawsze jest emocją. Jasne, że kiedy stajemy przed publicznością, to emocje podniesione są do którejś potęgi, ale to jest wartość dodana. Pomyślcie sobie proszę, a ten widok nie jest znów tak rzadki, o wszystkich wykonawcach którzy śpiewając, grając zamykają oczy. Sięgają wtedy w głąb siebie, próbując tam bezwiednie znaleźć innego rodzaju rezonans, niż ten który daje publiczność. Wreszcie, kiedy gramy np. próbę z zespołem, albo ćwiczymy sami w domu, też jesteśmy troszkę zdani na emocje samych siebie. Jestem więc zdania, że muzyka zawsze wydobywa z nas właściwy jej stan ducha. Tak więc emocje były i musiały być. Chociaż  mimo wszystko mam nadzieję, że ten rodzaj koncertowania jednak nie upowszechni się zbyt mocno, i wrócimy w tej mierze do rzeczywistości sprzed pandemii.

Jaki będzie Andrzej Piaseczny po epidemii, czy brak koncertów z udziałem publiczności oraz osobistego kontaktu z fanami wpłynął na Ciebie w jakiś szczególny sposób?

Mam taki charakter, że we wszystkim co się dzieje życiu staram się znaleźć dobre strony. Dlatego nie uległem panice, na pewno nie dostałem depresji, widzę bardzo wiele plusów zwolnienia rzeczywistości. Jeśli zaś chodzi o moją publiczność, to wydaje mi się że mam z nią wprawdzie innego rodzaju, ale podobny kontakt. Komunikujemy się po prostu nieco innymi kanałami. Znacznie częściej rozmawiamy na czatach. Moi rozpoznawalni koledzy i koleżanki rozmawiają live między sobą. To oczywiście ludzi bardzo interesuje, bo lubimy podglądać „tych popularnych”, ja jednak wpadłem na pomysł, jak to zatytułowałem: „Czat z Tobą po drugiej stronie”. Tzn , że rozmawiam live, np. na Instagramie właśnie z moją publicznością. Z tymi, którzy mają ochotę włączyć się, pokazać i porozmawiać. Chyba ciekawy pomysł. Namawiam do udziału 🙂

Zdecydowałeś się wziąć udział w akcji charytatywnej #hot16challenge2 – czy było to dla Ciebie sporym wyzwaniem?

Sprawiło mi to ogromnie dużo  przyjemności. Do tego okazało się, że jestem alternatywny 🙂 Zrobiłem swój kawałek zupełnie inaczej niż wszyscy i chociaż wyszedłem troszkę poza klasyczne ramy takiego wyzwania, bo żaden to rap w moim wykonaniu, a raczej melorecytacja, to w końcu liczy się cel. Cel jest najważniejszy i chylę czoła, zupełnie poważnie, przed raperami że wpadli na taki pomysł. Inna sprawa, że po udziale w akcji Prezydenta, zrobiło się w niej za dużo polityki, no ale w obecnej rzeczywistości trudno się temu dziwić. Jedynym sposobem jaki mają artyści, na zajęcie stanowiska w kwestiach nas literalnie mocno dotyczących, jest nasza sztuka. Niektórzy z nas użyli jej w bardzo mocny sposób, i chociaż ja tak nie potrafię, to chyba dobrze, że są tacy którzy umieją.

Bez cienia wątpliwości jesteś jednym z artystów, którzy mają ogromny wpływ na polską scenę muzyczną, co sprawia, że nadal tworzysz i nie brakuje Ci inspiracji?

Bardzo dziękuję. Miło to usłyszeć. Myślę że jeśli ktoś uprawia sztukę, nie chodzi tylko o muzykę, przez tak długi czas, to zaczyna być formą pewnego uzależnienia.  Do tego, akurat z takiego nie trzeba się leczyć 🙂

Inspiracja, to życie. Póki żyjemy dogłębnie odczuwając co wokół nas się dzieje, to zwykle mamy ochotę się tym podzielić. Zakochujemy się, albo nie. Trwamy w jakichś stałościach, albo ich szukamy. Boli nas fizycznie, albo psychicznie coś tam, a na coś innego się uśmiechamy. Czy to nie jest wystarczająca inspiracja? Mam za sobą długie lata drogi muzycznej, i chociaż wiem że czas jest nieubłagany nawet dla artystów największego formatu, to nieustająco mam ochotę na dalsze życie i twórczość. Wiem, że trafia ona do ludzi o podobnej mi wrażliwości, i jestem z tego dumny.

Wielu artystów próbuje przebić się na scenę muzyczną lecz bezskutecznie. Gdybyś mógł porozmawiać ze sobą jako debiutantem, bazując na aktualnych doświadczeniach, jakich rad byś sobie udzielił?

Nie ma wielu takich rad, bo też potrzebne jest do takiego wybicia się duże szczęście, a na nie nie ma recepty. To trochę jak los na loterii, albo go wygrywasz, albo nie. No ale to jasne, że trzeba próbować, próbować i próbować. Ćwiczyć, pisać, grać, śpiewać, pokazywać się w Internecie, próbować szczęścia na talent show. Wiedzieć czego się chce i nie poddawać się.

Przejdźmy do tematu legalnej kultury. W ostatnich latach wiele się zmieniło – piractwo zostało zastąpione legalnymi streamingami, ale za to spadła sprzedaż płyt w formie fizycznej. Z perspektywy artysty jak oceniasz tę zmianę? Czy wg Ciebie streamingi to dobre rozwiązanie?

Hah! To trochę jakby zapytać mamuta, czy jest zadowolony z tego, że spadła kometa i jego rasa wyginęła 🙂

Co jest nieuniknione to stać się musi i nie ma na to żadnego sposobu, Jak ma spaść, to spadnie. Nie zamierzam udawać, że znam ten nowy świat dobrze, że wszystko rozumiem. Wcale tak nie jest. Legalność jest super, a że ze streamingu artyści zarabiają 10% tego co zarabiali dawniej… I zanim, ktoś kto to czyta, zacznie się burzyć, że i dobrze im tak, to niech sobie zada pytanie czy sam chciałby doświadczyć takiego spadku zarobków na sobie? No przecież nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że chciałby.

No ale to oczywiście niczego nie zmienia. Jak się chce pisać i nagrywać, to się to i tak będzie robić.

Czy wywiera na Tobie pozytywne emocje sytuacja gdy ktoś podchodzi do Ciebie po autograf z egzemplarzem Twojej płyty? 

Jasne, że tak. Dawniej różnie to bywało. Na szczęście z perspektywy czasu, jeśli umiesz się przyznać do własnej głupoty, to znaczy że nie jest z Tobą jeszcze trak źle 🙂

Każda taka sytuacja to przejaw uznania i dobrej emocji. Rozsądek mówi, że moża od tego ładnie naładować akumulatory. Jestem za!

Jaki odnośnik muzyczny jest Twoim ulubionym: płyta, winyl czy kaseta?

I tu przepięknie zaprzeczę sam sobie. Najwięcej słucham przez streaming. Najczęściej radia Internetowego, bo wybieram sobie wtedy to, czego dokładnie potrzebuję – od Bossa Novy, kiedy się budzę, przez amerykańskich klasyków wokalnych, jazzu, soulu, do Mozarta kiedy zasypiam.

Jakie są Twoje plany artystyczne na najbliższe miesiące? Czego mogą się spodziewać Twoi fani?

Przede wszystkim, zachęcam do posłuchania nowości, czyli piosenki „Jutro”. Bardzo jestem z niej muzycznie, ale też tak po ludzku zupełnie zadowolony myślą, którą udało mi się w niej zawrzeć. Bywam teraz dość często w studio, więc pewnie za niedługo pokażę jeszcze coś, a dalej? Zobaczymy. Na razie trwa we mnie naradzanie się z samym sobą. Objaw chorobowy? Nie sądzę… 🙂

Zdjęcie z nagłówka autorstwa: Bartosz Maciejewski