NewsroomRelacje

The Dumplings przejmują Tamę – dwa razy!

Pożegnalna (ale nie na zawsze!) trasa duetu The Dumplings trwa w najlepsze. A w zasadzie ma się ku końcowi – na szlaku pozostało zaledwie sześć miast, w tym Warszawa (podwójnie!). Mieliśmy przyjemność gościć na sobotnim koncercie w poznańskiej Tamie – to było elektryzujące dwugodzinne show godne nazwy „pożegnanie”!

Zacznijmy od tego, że Poznań jest jednym z dwóch miast w których zespół ogłosił podwójną datę – drugim zaś Warszawa, ponieważ pierwsze koncerty wyprzedały się w błyskawicznym tempie. Ze względu na sentyment jaki duet dzieli z Poznaniem – tutaj bowiem przez moment mieszkali i tworzyli swój debiutancki album, No Bad Days.

Koncert rozpoczął się ze sporym poślizgiem czasowym ze względu na sprawy techniczne, lecz na szczęście nie zrezygnowano z supportu, którym był zespół Vyspa. To poznański duet, w klimatach bardzo podobnych do Justyny i Kuby. Bardzo podobne, klimatyczne melodie, okraszone delikatnym głosem wokalistki Dominiki – przypominał mi on młodziutka Justynę z początków kariery. Uważam, że mają bardzo fajny potencjał na rozwój, chociaż kilka spraw jest jeszcze do dopracowania – ale to całkiem normalne na tym etapie.

Koncert właściwy nie mógł rozpocząć się od innej piosenki, jak tylko Przykro Mi. To właśnie ostatni singiel, promujący płytę R A J, oraz tytuł tej pożegnalnej trasy. Oj przykro nam, jak nam przykro, że będziemy musieli przeżyć teraz kilka miesięcy w pierogowej ciszy. W secie nie zabrakło też ostatniego, letniego hitu, czyli Bez Słów oraz piosenki dla kampanii Rak’n’Roll Dla Nas KRS 0000 338 803. Sporym zaskoczeniem dla mnie, jak i większości fanów, było też odgrzebanie starych perełek z pierwszej płyty takich jak Betonowy Las, Technicolor Yawn czy Nie Słucham! Ta ostatnia, wykonana przepięknie, akustycznie wraz z klasycznym już Nie Gotujemy. Zachwycił mnie ten osobliwy kontakt z publiką; tą bliskość dało się wręcz poczuć, kiedy we troje wraz z perkusistą, usiedli na skraju sceny na wprost pierwszego rzędu. Coś pięknego!

Z drugiej płyty, Sea You Later mogliśmy usłyszeć hipnotyzujące wykonanie Dark Side, Odyseusza, Kocham być z Tobą oraz wspomniane Nie gotujemy. Dwa pierwsze, mocno elektroniczne, okraszone zachwycającymi efektami świetlnymi! Rzadko kiedy widzę na koncercie takie lasery, które sięgają samego końca sali! Wraz z przyciemnionymi światłami wyglądało to przefantastycznie. Do pełni szczęścia brakło mi chyba tylko Blue Flower.

Jak na trasę z serii promującej ostatni album, nie mogło oczywiście zabraknąć utworów z R A J U. Tutaj mogliśmy usłyszeć najwięcej: Uciekam, Kino, Nieszczęśliwa, Frank, Ach nie mnie jednej czy tytułowy Raj. Nie zabrakło oczywiście mistrzowskich coverów, które muszę przyznać, że Justyna i Kuba robią chyba jako jedne z najlepszych. Wystarczy spojrzeć na pierwszy lepszy przykład: Ach nie mniej jednej – to co zrobili z tym utworem, przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Jak można tak dobrze, tak hipnotyzująco, tak emocjonalnie ubrać początkowo tak zwyczajną piosenkę? Za każdym razem gdy jej słucham mam ciary. Pojawił się też cover Gdybyś kochał hej grupy Breakout, No Surprises od Radiohead czy już klasyczne i niezastąpione Running Up That Hill autorstwa Kate Bush. Jestem ogromnie wdzięczna, że dzięki płytce Męskiego Grania możemy wreszcie wysłuchać tej wersji nie tylko na koncertach! Jeżeli miałabym wskazać z kogo należy brać przykład w kwestii coverów – The Dumplings bez zawahania byliby moją pierwszą opcją.

Koncert zakończył się pięknym utworem o niesamowicie długim tytule. Mowa tu oczywiście o Tam gdzie jest nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi. To jedyny utwór w którym głos zabiera Kuba Karaś, który jak dobrze wiecie ew zespole jest kompozytorem i muzykiem, nie wokalistą. Dlatego piosenka ta jest tak wyjątkowa, piękna i idealna na zakończenie. Zakończenie dwugodzinnego występu, pełnego perełek z przekroju całej działalności zespołu – czyli tak właśnie, jak powinna ta trasa pod względem setlisty być zrobiona! Widać, że przygotowanie do koncertu było przemyślane, zadbane i faktycznie zrobione z sercem! Dziękujemy za to pożegnanie, mamy nadzieję, że przerwa nie będzie trwała zbyt długo! Zastanawia mnie fakt, w jaki projekt zaangażują się teraz solo. Z Kubą co prawda będziemy mogli zobaczyć się przy okazji KARAŚ/ROGUCKI, ale… co z Justyną? Będziemy obserwować i czekać!