NewsroomRelacje

Relacja – Olsztyn Green Festival [DZIEŃ 2]

W ubiegły weekend odbywał się Olsztyn Green Festival, a my mieliśmy okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Na sam początek posłużę się cytatem, który powinien zobrazować wszystko – „Tam, gdzie (nie) jest nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi”. To wyrwane z kontekstu zdanie najlepiej opisuje całość – piękne dźwięki w malowniczej oprawie wizualnej.

Green Festival już powoli staje się moją małą tradycją. Od samego początku bacznie obserwuję to olsztyńskie święto muzyki. W tym roku odbyła się już czwarta edycja i warto dodać, że wyprzedały się absolutnie wszystkie bilety. Pamiętam początki tego całego przedsięwzięcia i śmiało można powiedzieć, że wszystko rozrasta się w błyskawicznym tempie. W tym roku, z uwagi na drobne problemy techniczne, miałam okazję pojawić się tylko jednego dnia. Takie trochę szczęście w nieszczęściu, bo akurat tego dnia line-up najbardziej trafił w mój gust – nie było żadnego koncertu, który mogłabym przegapić.

Piątkowe koncerty otworzył zespół Tęskno. Muszę przyznać, że było to moje drugie muzyczne spotkanie z Hanią i Asią. Tym razem przekonały mnie do siebie jakoś tak bardziej – te delikatne dźwięki świetnie zgrały się z malowniczym krajobrazem. Z perspektywy brzegu jeziora wszystko nabierało jeszcze większego uroku.

Chwilę potem na dużej scenie pojawiła się królowa stylu – Mela Koteluk w obłędnej kreacji. Usłyszeliśmy mieszankę „Spadochronu” i „Migracji” ze zdecydowaną przewagą najnowszej „Migawki”. Nic lepiej nie zobrazuje występu niż słowa piosenki pt. „Na Wróble” – „Natura kulturą, przesiadujemy w brzuchu lasu i słuchamy wiatru”. Z małą różnicą, że nie słuchamy wiatru, a melodyjnego głosu Meli. Ku mojej uciesze prosto ze sceny padły słowa odnośnie tego, co ten festiwal stara się powoli przemycać do świadomości uczestników – ekologia.

Teraz nadszedł czas na występ wieczoru! Znaczy nie mam na myśli tego, że to już ostatni koncert, a raczej to, że moim okiem i uchem wypali najlepiej. Kto to taki? The Dumplings. Wystąpili na małej scenie i co tu dużo mówić – nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, bo przecież prawdopodobnie był to jeden z bardziej wyczekiwanych koncertów. Głównie usłyszeliśmy materiał z płyty o bardzo adekwatnym tytule „RAJ”, a także pojawiły się ich najnowsze przeboje, czyli „Dla Nas” oraz „Bez Słów” oraz cover „Running Up That Hill”

Na chwilę przed koncertem podzielili się dość smutną wiadomością – postanowili za kilka miesięcy zrobić sobie małe wakacje od pracy zespołowej, zatem szykuje się krótka przerwa od koncertowania. Jednak na szczęście zanim to nastąpi szykuje się trasa koncertowa o trafionej nazwie „Przykro Mi”. Podczas koncertu też zapewniali, żeby się nie martwić – wrócą niebawem. Z resztą nawet innej opcji nie biorę pod uwagę, bo przecież są bardzo istotną częścią naszej polskiej sceny. W myśl jednego z utworów – z nimi nigdy nie jest nudno, ale zawsze jesteśmy szczęśliwi.

Smolik i Kev Fox musieli zmierzyć się z nie najłatwiejszymi warunkami w postaci deszczu. Jednak nawet to nie było w stanie wygrać z ich muzyką i przestraszyć publiczność, która wiernie wytrwała do końca koncertu. Trzeba zauważyć, że ich kompozycje pięknie zgrywały się z widokiem zza sceny, która stała na brzegu jeziora.

Następnie małą scenę przejęli Fisz Emade Tworzywo, którzy już ostatecznie odgonili deszczowe chmury. Trzeba przyznać, że panowie zagrali bardzo dobry koncert, podczas którego nie mogło zabraknąć ich największych hitów jak np. „Telefon” czy „Biegnij Dalej Sam”.

Chwilę potem Kasia Nosowska zebrała tłumy publiczności pod główną sceną. To już kolejne moje muzyczne z spotkanie z Kasią w ostatnim czasie – trzy tygodnie temu miałam okazję uczestniczyć w gdyńskim Męskim Graniu. Mimo tego i tak byłam zachwycona występem. Nadal niezmiennie moją ulubioną częścią koncertu jest duet z synem – Mikołajem Krajewskim w piosence „Mówiła mi Matka”. Sądząc po reakcji publiki, spora część osób podziela moje zdanie.

Na sam koniec mojej olsztyńskiej przygody wybrałam się na występ Organka. Tomek, jak zwykle, wypadł znakomicie. Na chwilę przypomniał także Męskie Granie za sprawą coveru „Kocham Wolność”, który w tym roku znalazł się na setliście orkiestry. „Mississippi w ogniu” podobało się publice do tego stopnia, że wybrzmiało ponownie podczas bisu.

W tym roku mogłam pojawić się tylko na jednym dniu festiwalu, ale za to jakim udanym! Nawet mam małe wrażenie, że gdyby ktoś powiedział mi, żebym wskazała wymarzony line-up na tego typu event, wybrałabym bardzo podobny.