Newsroom

Podsumowanie dekady: 2010-2019

Dekada tak naprawdę dopiero się kończy, ale to już teraz jest najlepszy moment na to by ją podsumować. Ostatnie 9 lat w przemyśle muzycznym wiele zmieniło, pojawili się nowi, ciekawi artyści, którzy dziś wyprzedają największe hale koncertowe. Sporo się zadziało również w kwestii samej popkultury jeśli chodzi dźwięki – zmieniła się ona diametralnie. Postanowiliśmy przyjrzeć się temu, kto dołożył swoją cegiełkę do tej dekady i tym samym – kto bezwątpienia znajduje się w naszym TOP.

ED SHEERAN

Jeśli miałabym streścić Wam w jednym zdaniu historię tego, jaki progres zaliczył ten chłopak w ciągu ostatnich 10 lat – nie uwierzylibyście. Myślę, że odpowiednim zdaniem, które w tym momencie nasuwa mi się na myśl to jedynie: od ulicznego grajka do światowej gwiazdy wyprzedającej stadiony. Pomyślicie: co w tym wyjątkowego? Wiele osób tak teraz zaczyna. Owszem – ale mamy obecnie 2020 rok i wybić się jest o wiele łatwiej niż 10 lat temu, kiedy nie mieliśmy Instagrama, Facebooka a YouTube zaledwie raczkował. Niewiele osób zna początki kariery Eda, niewiele do dzisiaj zna jego EPki. Jego osoba jest mi bliska, właśnie ze względu na to, w jaki sposób doszedł do tego kim jest dzisiaj i w jaki sposób obchodzi się, z tym co ma. Szanuję go przeogromnie, ponieważ mimo tego, że jest jednym z najbardziej pożądanych osób w świecie muzycznym, nadal zachowuje się skromnie, nie otacza się medialną szopką i nie rozkręca wokół siebie sztucznych afer by sprzedać swoją muzykę. Potrafi obronić się tylko swoją twórczością i dlatego jest moim ulubionym artystą. 

Historia prób zaistnienia Eda zaczyna się jeszcze długo przed początkiem tej dekady, kiedy to sam przeprowadził się do Londynu. Umawiał się na sesje pisania piosenek (m.in. z Amy Wagde z którą nagrał Songs I Wrote With Amy EP, a później m.in. hitowe Thinking Out Loud), codziennie grał za darmo, lub „za piwo” w klubach, nocował w metrze, pisał do promotorów, nocował w metrze lub na kanapie u znajomych… tu cytat z jego książki „Graficzna Podróż” z 2014 roku: Latem 2008 roku dobiegł końca muzyczny kurs na który uczęszczałem w college’u. Wyprowadziłem się z mieszkania w Finsbury Park i zacząłem waletować u znajomych. (…) Przez większość 2008 roku, a także przez cały 2009 i 2010, nie miałem swojego mieszkania, a mimo to jakoś sobie poradziłem. Niesamowite jak determinacja na sukces potrafi uczynić problem w postaci braku pieniędzy oraz braku mieszkania, motywatorem do jeszcze większej pracy. Napisał również o tym piosenkę, z mojej ulubionej EPki Loose Change, pt. Homeless. It’s not a homeless life for me, it’s just I’m home less than I’d like to be. Po drodze poznał też swojego pierwszego i obecnego menagera Stuarta Campa – który wówczas pracował dla tej samej agencji gdzie był Elton John. 

W 2009 roku, zagrał koncert na Wigilii dla osób bezdomnych, gdzie poznał kobietę o imieniu Angel. Po powrocie do domu napisał utwór The A Team – ten, który kilka lat później otworzył mu drzwi do wielkiej kariery. Coś konkretnego zaczęło dziać się na początku 2010 roku – kiedy to razem z Jamalem Edwardsem, założycielem serwisu SB.TV nagrali i wrzucili do Internetu The A Team, You Need Me I Don’t Need You oraz cover jednego z utworów Nizolpi. Jak mówi to był katalizator wszystkiego co nastąpiło później. Sprawy ruszyły naprzód i zaczął zdobywać fanów, nadal jednak nie miał podpisanego kontraktu z żadną wytwórnią. Postanowił nagrać również EPkę No. 5 Collaborations Project z różnymi przedstawicielami ówczesnej sceny grime. To właśnie po wstawieniu jej na iTunes odezwały się do niego wytwórnie płytowe – a finalnie zdecydował się na podpisanie kontraktu z Atlantic Records. Mimo, że nie oferowała mu ona zbyt wielkich pieniędzy, to interesowała się nim jako artystą i dawała mu swobodę w działaniu. 

Wtedy to rozpoczęły się prace nad pierwszym albumem +. To z niej pochodzą utwory, które otworzyły mu drzwi do sławy na Wyspach Brytyjskich oraz w Europie: The A Team, Lego House, Give Me Love. Miał szansę również pokazać się w Ameryce, dzięki supportowaniu Taylor Swift w trakcie jej trasy Red Tour. W 2014 roku pojawiła się druga płyta x (czyt. Multiply). To właśnie dzięki przebojowi Thinking Out Loud poznało go wiele osób w Polsce. To właśnie ten utwór zdobył dla niego dwie statuetki Grammy’s. Druga fala popularności przybyła przy okazji I See Fire i promocji filmu Hobbit. Wtedy to też odbył się pierwszy koncert w Polsce – na Torwarze. Druga płyta odbiła się znacznie większym echem. Lecz na zapełnienie stadionów pozwoliło dopiero komercyjne i ostatnie ÷ (Divide). W zasadzie w tym momencie, nieważne do Ed wyda, ma przy sobie już takie grono fanów, że to się tak czy siak sprzeda. Podobno kolejna płyta (piąta, jeżeli liczyć po drodze No. 6 Collaborations Project) ma być w większości akustyczna, bardzo podobna do pierwszej. I szczerze? Mam wielkie nadzieje że taką będzie ponieważ zweryfikuje to, że Ed nie potrzebuje wcale hitów na miarę Shape Of You czy Perfect, żeby obronić się ze swoją muzyką przed prawdziwymi fanami. Pomimo tego, że we wrześniu skończyła się jego wielka trasa Divide (która zdobyła miano największej trasy z ponad 9 milionową publiką w ciągu 2,5 roku!), od tego czasu praktycznie nie ma go w social mediach a cały czas utrzymuje się na pierwszy miejscu w serwisie Spotify! Jestem dumna, że z chłopaka który kiedyś zagrał koncert dla promotora i dźwiękowca bo nikt inny nie przyszedł – teraz wyprzedaje w kilka minut największe stadiony świata. 


Dominika Tarka

DAWID PODSIADŁO

Jeśli mam wskazać artystę, który najlepiej wykorzystał tę dekadę to od razu przychodzi mi na myśl Dawid Podsiadło. Początki jego kariery sięgają 2012 roku, gdy wygrał drugą edycję programu X-Factor. Okazuje się, że podbicie polskiej sceny zajęło mu tylko kilka lat – w tym czasie wydał trzy solowe albumu studyjne i jeden z zespołem Curly Heads. Każdy z nich został bardzo ciepło przyjęty, a za sprawą najnowszego cały kraj ogarnęło małomiasteczkowe szaleństwo. Jeszcze kilka lat temu był „nieznajomym”, a teraz „każdy mówi mu na Ty i jego nazwisko to czytany głośno szyld”, a jeśli chodzi o wyróżnienia to niedługo „braknie miejsca na kolejny diament”.  Tak, za pomocą kilku cytatów, można zobrazować to, jak wyglądała jego droga do kariery. Nie da się ukryć, że ubiegły rok był zdecydowanie jego rokiem . W końcu pokazano, że polska muzyka może być tak samo doceniana, jak ta pochodząca z zagranicy. Zwykle wydawało mi się, że tysiące ludzi zbierają się na stadionie tylko, by usłyszeć kogoś, kto raz na kilka lat przyjeżdża do Polski. Okazuje się, że nie! Polscy artyści też potrafią przyciągnąć dziesiątki tysięcy fanów pod scenę – zrobił to Dawid Podsiadło wspólnie z Taco Hemingwayem!

IGOR HERBUT / LEMON

Zespół LemOn także zaczynał w talent show – Must Be The Music. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że takie programy nie zawsze gwarantują sukces. Umożliwiają zyskanie większej publiczności, ale oprócz talentu wokalnego trzeba mieć charyzmę i plan na siebie. Dawid Podsiadło i grupa LemOn są najlepszym przykładem tego, jak wielki sukces można osiągnąć dzięki takim programom, chociaż nie zawsze jest to regułą. Oni już dawno zatarli ślad po początkach kariery, bo ich twórczość rozwija się w zawrotnym tempie. W tej chwili w swojej dyskografii posiadają cztery albumy studyjne, ich piosenki podbijają stacje radiowe, zagrali wiele tras koncertowych i nieustannie się twórczo rozwijają. Igor Herbut także w tym roku wkroczy w nowy wymiar kariery, wydając swój pierwszy solowy album. Do tej pory ujawnił pierwszy singiel, który udowodnił, że czeka nas spora dawka emocjonalnych dźwięków wspartych szczerym i mądrym przekazem. 

MROZU

Mrozu swoją karierę zaczynał dokładnie dziesięć lat temu, a ostatnia trasa jesienna była pewnego rodzaju jubileuszem. Przez długi czas głównie kojarzyłam go z mocno popowymi przebojami, podbijającymi popularne stacje radiowe – „Miliony Monet”, „Rollercoaster” czy „Nic do stracenia”. Okazuje się, że przez całe dziesięciolecie bardzo dojrzał muzycznie i przeszedł ogromną metamorfozę. Tamten etap kariery już dawno pozostawił za sobą – dziś, jego muzyka to bardzo stylowy blues. Jego twórczość ogromnie się zmieniła przez dekadę, zatem pozostaje nam tylko czekać na to, czym nas zaskoczy w kolejnej. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz „zrobi napad na nasze najlepsze dni” i będzie „igrać z ogniem” na „szerokich wodach” polskiego rynku muzycznego. 

THE DUMPLINGS

Niby tylko dwie osoby, a ich muzyka potrafi wywołać tyle emocji. Justyna Święs – wokalistka o wysokim, wręcz hipnotyzującym głosie i Kuba Karaś – multiinstrumentalista, nadający dźwiękom niepowtarzalny charakter. Karierę zaczęli w bardzo młodym wieku, ale od samego początku mieli pomysł na siebie, a przez lata udało im się wypracować swój niepowtarzalny styl. Mam wrażenie, że to oni przetarli szlak innym duetom elektronicznym na polskim rynku, jednocześnie stając się bardzo ważną częścią naszej muzyki. W tej chwili na swoim koncie mają trzy albumy studyjne i wiele sukcesów. Zagrali całą masę tras koncertowych, ale jedna szczególnie zapadła mi w pamięć. Zdecydowali się na odważny krok połączenia muzyki, która pozornie może do siebie nie pasować, czyli projekt The Dumplings Orkiestra. Przez ostatnie kilka lat ich kariera rozwijała się w zawrotnym tempie, dlatego teraz postanowili na chwilę zniknąć ze sceny. Na szczęście nie trzeba się z nimi żegnać, a raczej powiedzieć „Sea you later”, bo to nie koniec, a mała przerwa! 


Martyna Adamowska

BRODKA

Wydaje się, że polska scena muzyczna mogłaby być inna gdyby nie niekonwencjonalny krok charakternej dziewczyny z Idola postawiony na początku minionej dekady. „Grandą” Brodka rozkochała mainstream w alternatywie, a kto wie, czy nie ze wzajemnością. Połączenie muzyki góralskiej z elektroniczną, błyskotliwe polskie teksty (Radka Łukasiewicza, Jacka Szymkiewicza, Moniki), bezkompromisowa oprawa wizualna artystycznego konceptu, niekończąca się trasa koncertowa – przyniosły szybki sukces i pokazały, że do powodzenia prowadzi również niezależność. Długo potem każdy debiutujący muzyk chciał być Brodką z „Grandą” w ręku (jej męskim odpowiednikiem nazywano Dawida Podsiadło), wspólnotowa poprzeczka z muzycznymi ambicjami została podniesiona do góry. Całe szczęście trzeci album artystki okazał się nie jedyną woltą w jej dorobku. W 2016 roku na międzynarodowym rynku ukazało się czwarte wydawnictwo wokalistki zatytułowane „Clashes”. Kolejny przewrót w stylistyce muzycznej (tym razem gitarowy indie pop rodem z Ameryki), tematycznej i wizualnej przyniósł Brodce następne nagrody, nowych słuchaczy oraz utwierdził jej najwyższe miejsce na piedestale twórców muzyki w Polsce.

MELA KOTELUK

W 2012 roku rodzime środowisko muzyczne najgłośniej wymieniało jej nazwisko – dziewczyny, która nagrała swoją debiutancką płytę w szafie. Muzycznie, tekstowo i wokalnie „Spadochron” okazał się objawieniem, pomysłem na artystyczny wyraz  Mela rozkochała w sobie ogromną rzeszę fanów. Ci ulokowali swoje uczucia słusznie – już w 2014 roku Koteluk wydała swój drugi album „Migracje”, wydawnictwo będące koncepcyjnym popisem, równie bezkompromisowe jak jego poprzednik. Ulubiona wokalista kontynuuje ten doceniony sznyt do dzisiaj. Jego potwierdzeniem jest jej ostatni album „Migawka” – o wiele subtelniejszy i bardziej enigmatyczny niż dotychczasowa twórczość, ale ciągle zatrzymujący przy jego autorce ogromną ilość świadomych słuchaczy.

NATALIA PRZYBYSZ

Wydanym w 2014 roku albumem „Prąd” była frontwomanka „Sistars” zupełnie docięła od siebie dotychczas przypięte jej etykiety (chociaż już jej zespół współtworzony z siostrą był docenionym powiewem muzycznej nowości). Bluesowo, soulowo, popowe brzmienie zaprezentowane na bezkompromisowej płycie przyciągnęło słuchaczy i stało się pożywną inspiracją dla innych artystów. Natalie Przybysz zaczęto nagradzać i zapraszać na coraz to większą ilość koncertów. Entuzjazm był zbyt duży, by lokować go w zachwycie nad tylko jedną płytą. W 2017 roku zespół Natalii wydał kontynuację albumu prąd „Światło nocne”, rozpoczynając za razem debatę nad nowymi tematami o współczesnym świecie. To pochylenie się nad ważnymi kwestiami społecznymi  wybrzmiało też na krążku „Jak malować ogień”, nagranym przez Przybysz w 2019 roku. Nie można nie docenić tego, jak autorce „Światła nocnego” poprzez opowiadanie o indywidualnych potrzebach jednostki udaje się oddawać obraz całej zbiorowości.  


Bartosz Grześkowiak

TOKIO HOTEL

Wrzucając w to zestawienie zespół Tokio Hotel pewnie wywołam niemały szok u wielu z Was. To prawda – ta niemiecka grupa zniknęła z szumu medialnego, ale to co zrobiła w tej dekadzie pozostawia wciąż wiele do podziwu. Sporo osób myślało, że zespół ten już nie wróci gdy po regularnym wydawaniu płyt zniknęli aż na 5 lat. Jak się okazało, wróżby te były nieprawdziwe i Panowie wrócili ze zdwojoną siłą oraz totalnie innym wizerunkiem. Ich „emo” imidż poszedł w kąt, a na zastępstwo weszła muzyka elektroniczna – typowo radiowa. Zmieniła się oczywiście nie tylko ich twórczość, ale także wizerunek sceniczny. Zniknął ostry makijaż, czarne stroje oraz nastroszone włosy, ale za to pojawiło się mnóstwo tatuaży i kolczyków. Panowie bez problemu wciąż wyprzedają sale koncertowe na całym świecie oraz idąc za ciosem wydają kolejne albumy. W 2017 roku wydali swoje „Dream Machine” oraz zapowiedzieli, że już pracują nad kolejnym wydawnictwem, które ukaże się prawdopodobnie w tym roku. To za co doceniam ich dokonania w tej dekadzie to przede wszystkim tak odważna zmiana wizerunku oraz fakt, że bez większej pomocy mediów wciąż są na topie. Posłuchajcie jak teraz brzmi Tokio Hotel – warto dać im szansę.

P!NK

Nie wyobrażam sobie nie wspomnieć o P!nk, która zachwyca z każdym kolejnym rokiem. Jest to artystka, która pokazuje, że wena twórcza u niej nie ma końca. W tę dekadę weszła albumem „The Truth About Love”, a później niemal jeden za drugim wydała „Beautiful Trauma” oraz „Hurts 2B Human”. Czy któryś z tych albumów był słaby? Otóż nie. Ogromnie bałam się tego ostatniego, ponieważ tak krótki odstęp czasowy to spore ryzyko. Jak się jednak okazało „Hurts 2B Human” zostało dopracowane, nic na nim nie jest nieprzemyślane, a P!nk udowodniła, że jest profesjonalistką. Jej całe muzyczne show – trasa „Beautiful Trauma” – sprawiła, że opadła mi szczęka. Do dziś pamiętam każdy wykonany utwór, przepiękne choreografie oraz gwiazdę wieczoru, która nie łapie zadyszki i daje z siebie 100%. W tej dekadzie ostro namieszała wieloma singlami i coś mi się wydaje, że ona się dopiero rozkręca. P!nk, po tylu cudownych płytach możesz w końcu odpocząć, ale nie daj nam czekać zbyt długo!

HALSEY

Można by się kłócić, że Halsey tak naprawdę pojawiła się dopiero w połowie dekady, ale zanim będziemy mieć do siebie pretensje, odpowiedzmy sobie szczerze na jedno pytanie. Czy spodziewaliście się, że ta dziewczyna już debiutując zdobędzie aż tylu fanów? Zaczynając koncertować wyprzedawała małe sale, potem średnie, a teraz są to już ogromne areny. Dobre debiuty się zdarzają, ale jej był niesamowicie wyjątkowy i ciężko o nim zapomnieć. Z ciekawością obserwuje jak się rozwija, chętnie wracam do „Room 93” czy „Badlands”. Miło mi się słucha „Hopeless Fountain Kingdom”. Mam wiele zastrzeżeń do ostatniego albumu, ale to wciąż nie przekreśla jak wiele osiągnęła Halsey w tak krótkim czasie. Na naszym oczach wykreowała się artystka, która dziś może przybić pionę Britney Spears czy Christinie Aguilerze. Wciąż jestem pod wrażeniem!

MILEY CYRUS

To właśnie w tej dekadzie obserwowaliśmy wzloty i upadki Miley Cyrus. Już na samym początku okazało się, ze Hannah Montana nie żyje, ale za to doczekaliśmy się jej niegrzecznej następczyni. Miley bardzo długo pracowała na to, by zedrzeć z siebie etykietkę gwiazdy Disneya i zostać artystką, która może podpisać się swoim własnym imieniem i nazwiskiem. Pomimo, że album „Bangerz” bez wątpienia powstał w złości i było w nim sporo prowokacji to nie można powiedzieć, że jest to zła płyta. Każda kolejna była inna, ale równie dobra. Podoba mi się w Miley to, że ona jest naprawdę barwną postacią i nie próbuje siebie zaszufladkować. Każdy jej kolejny utwór jest czymś niespodziewanym, ale wciąż autentycznym. Tutaj nastąpiła podobna sytuacja, jak w przypadku zespołu Tokio Hotel. Ogromna przemiana. W tej dekadzie Miley już nie musi niczego udowadniać – to co chciała, osiągnęła. Myślę, że temat Hanny Montany jest już bardzo wytarty. Czy w takim razie będzie jeszcze więcej prawdziwej Miley? Na to liczę.

TAYLOR SWIFT

Taylor Swift jest na fali i ciężko będzie ją z niej zrzucić. Już przed tą dekadą artystka zrobiła wokół swojej muzyki sporo szumu, ale to właśnie w ostatnich latach jej pozycja w branży znacząco się umocniła. Kto by pomyślał, że w trakcie trwania jednej dekady zaobserwujemy zaostrzającą się wojnę, która również w tym samym czasie zostanie zażegnana. Uważam również, że to właśnie Taylor dostarczyła nam w tej dekadzie najpiękniejsze, najbardziej dopracowane teledyski. Mowa chociażby o klipie do utworu „Look What You Made Do”. Jest ona jedną z tych artystek, które czasem mi przeszkadzają, czy to dziwnymi wypowiedziami, czy dziwnym zachowanie, ale jeśli chodzi o muzykę to kłaniam się nisko. Każdy wydany album wybrzmiewał w moich słuchawkach i myślę, że wciąż będzie. Czy Taylor jest w stanie jeszcze bardziej wpłynąć na rynek muzyczny? Będę obserwować uważnie.


Sara Migaj