NewsroomRecenzje

No to nam zatańczyli! – recenzja albumu Red Lips

Trzeci album polskiej grupy pop-rockowej Red Lips już na dobre zagościł się w naszych głowach i sercach, bowiem premiera miała miejsce ponad miesiąc temu. Nowe, odświeżone brzmienie, zaczepne, zadziorne i odważne teksty… to wszystko znajdziecie na krążku Ja Wam Zatańczę! Co jeszcze ciekawego tam usłyszycie? Czytajcie!

Promocja najnowszego wydawnictwa rozpoczęła się na początku tego roku, wydaniem tytułowego singla Ja Wam Zatańczę. Lekko popowy, taneczny singiel to dobre rozpoczęcie nowego rozdziału w karierze zespołu. Niech jednak Was nie zmylą te dwa pozorne określenia. Utwór jest tylko lekką rozgrzewką i nie brakuje mu charakterystycznego pazura w stylu Red Lips. „Jest wiele spraw, które nam się nie podobają, które nie podobają się też naszym słuchaczom. Trzeba było znaleźć temu ujście”. I zdecydowanie to odnaleźli. Klip prosty, ale artystyczny; a w utworze mamy wyraźną gitarę i głos Rudej – dzięki czemu piosenka szybko wchodzi w głowę!

Kolejnym singlem promującym ogłoszona została Zorka 5, czyli rytmiczny i skoczny utwór opowiadający ciekawą współczesną historię. Jak sami piszą pod vertical video na YouTube „tym razem przenosimy Was w absurdy Internetu (…) to pozornie muzyczna komedia, ale faktycznie piosenka jest krytyką przetracania życia w portalach społecznościowych”. Inspirowana kultowym tekstem Jana Himilsbacha „kupiłem aparat Zorka 5 i zrobiłem kilka zdjęć” z filmu Rejs. Jeszcze ciekawszym i bardziej żywiołowym brzmieniem kusi nas ostatni singiel Cappucino. Co mają wspólnego wszystkie trzy utwory? Moim zdaniem świetnie nadają się do radia, do tupania nóżką i szybko wbijają się w głowę! Wszystkie trzy zagościły na mojej ostatniej playliście i chętnie towarzyszyły mi codziennie w drodze, zaskarbiając sobie wiele odtworzeń.

Co jeszcze znajdziemy na płycie? Utwór otwierający album to Róż & Plusz. Bezwzględnie rozprawia się on ze światem show-bizu, pokazując spojrzenie z dystansem na cały ten kolorowy świat. Świetne określenia Rudej, zarazem bawią jak i smucą, dzięki czemu tekst nie jest jednolity a urozmaicony. A do tego te świetne, ostre gitary… aż chce się słuchać w zapętleniu! Oprócz tego moją uwagę bardzo przykuły Fajter, Safari, Wielki Szu oraz Tonik. Ta ostatnia bardzo, ale to bardzo nadawała by się na kolejnego singla i przy dobrej promocji ma szansę zdobyć naprawdę szczerze zainteresowanie słuchaczy!

Tym razem nie znajdziecie na płycie ani jednej ballady. Tak opowiadają o płycie członkowie zespołu i Ruda:

Sami zastanawiamy się, jak to się stało. Może nasłuchaliśmy się Chemical Brothers, może też nazbierało się już trochę różnych wątków wymagających innej ekspresji. Z zasady jesteśmy rockowym zespołem i bunt mamy we krwi, dlatego na tej płycie znajdziecie charakterystyczne dla nas elementy, ale tym razem zaaranżowane w zupełnie nowy, świeży sposób. Taka zmiana wynika z potrzeby rozwoju artystycznego i osobistego. Tym razem postanowiliśmy sięgnąć po bardziej nowoczesne środki wyrazu.

Bardziej nowoczesne środki wyrazu rozumiem tutaj jako aranżacja numerów pod żywe, taneczne i pop-rockowe klimaty. Ta płyta jest naprawdę dobra i niczego jej nie brakuje, porównując do albumów wydanych w tym roku, w podobnych klimatach. Nie mogę doczekać się sprawdzenia materiału na żywo, z energią i zadziornym głosem wokalistki w Klubie Stodoła, za nieco ponad miesiąc. Ogromnie liczę na dalszą promocję tego albumu, trasą koncertową i kolejnymi singlami (może Tonik…?). Należy docenić też teledyski, a zwłaszcza ostatnie estetyczne Cappucino. Widać, że jest tu jakiś pomysł, jest rozwój, jest historia i chce się tego słuchać. Może faktycznie, brakuje tu jakiejś ballady czy spokojniejszej kompozycje, ale w sumie… czy każdy album musi takową posiadać?