NewsroomRecenzje

Mrozu i jego”Aura” warta milionów monet

Czy mówi Wam coś człowiek o pseudonimie Mrozu? Na pewno! Mam tylko wątpliwości co do tego, czy wszyscy znają jego nowe muzyczne oblicze. To już zupełnie inny artysta niż ten, który na początku podbijał szturmem wszystkie stacje radiowe przebojami pokroju „Miliony Monet” czy „Rollercoaster”.

Gdy usłyszałam płytę po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć, że to ten sam Mrozu. Okazuje się, że jakimś cudem sporo ominęło mnie w tym temacie. Mianowicie, ta muzyczna rewolucja zaczęła się już dwa lata temu za sprawą poprzedniej płyty pt. „Zew”. Nie mam pojęcia jak to się stało, że dostrzegłam ją tak późno, zdecydowanie za późno. Na szczęście już wszystkie zaległości nadrobione i nie mogę przestać się zachwycać obiema płytami! Na naszej scenie kilkukrotnie pojawiały się metamorfozy, podczas których artyści od nowa budowali swoją karierę. Do tej pory myślałam, że największe zmiany dokonały się w twórczości Moniki Brodki, a teraz chyba to Mrozu zaskoczył mnie jeszcze bardziej.

No dobrze, ale przejdźmy do sedna, czyli „Aury” roznoszącej się wokół najnowszego albumu Mrozu. Nie będę nawet starała się klasyfikować tej muzyki w żaden sposób. Tylko po prostu napiszę, że to bardzo stylowe i eleganckie dźwięki oparte głównie na bluesowym lekko brudnym graniu. „Zew” był takim małym pomostem pomiędzy tym, co było a tym, co jest obecnie. „Aura” już dość mocno pokazała nam, w którą stronę teraz będzie zmierzać muzyk. Nie ma już tu ani śladu po dawnej twórczości, nie słychać też żadnych sztucznych syntezatorów, które zastąpiły żywe instrumenty.

Czy na tej płycie Mrozu zarobi „miliony monet”? Na to pytanie odpowiedzi nie znam. Wiem jedno – swoją „Aurą” zrobił niezły „napad” na nasz rynek muzyczny. Niewątpliwie jest to ambitniejsza muzyka niż na początku kariery i zarazem na pewno mniej komercyjna. W piosence „Gdybym Wiedział” śpiewa, że stoi na rozstaju i nie wie, dokąd pójść. No cóż, mam nadzieję, że nie będzie zmieniał znów swojej muzycznej drogi, bo wydaje się, że ta zmierza w dobrym kierunku.

W piosence pt. „Lek” padają słowa – „nie kocham pieniędzy, władza mnie nie kręci – to nie o to wołam”. I myślę, że to też można odnieść do jego kariery. Jest w dość dobrej sytuacji, ponieważ lata temu przyciągnął do siebie rzesze fanów i teraz cieszy się dość stabilną pozycją na rynku. Nie musi zabiegać o rozgłos, a muzyka broni się sama. Chociaż zakładam, że tym razem nie jest skierowana do wszystkich odbiorców stacji radiowych, ale raczej do mniejszego grona o podobnym wyczuciu stylu.

Album nie ma żadnych słabszych momentów, wszystko jest świetnie wyważone. Mocny, lekko zaczepny wokal jest znakomitym połączeniem
z melodyjnym bluesem. Słychać różnorodność pomiędzy numerami, a jednak tworzą bardzo spójną całość. Mam kilka swoich ulubionych kawałków. Przede wszystkim jest to niezwykle energetyczna „Aura”, która zapewne świetnie sprawdzi się na koncertach, zresztą bardzo podobnie jak „Zapnij Pas”. Zdecydowanie przypadł mi do gustu „Lek” ze swoim brudnym i zarazem ciekawym brzmieniem. No i jeszcze należy wspomnieć o balladzie o tajemniczym tytule „D.”  Piosenka bardzo mocno chwyciła mnie za serce. Niewątpliwie jest to tekst napisany prosto z serca po utracie kogoś bliskiego.

Nic bardziej nie podsumuje moich myśli o tej płycie niż cytat z tytułowej piosenki: „Czuję Twoją aurę, rezonują faje. Nigdy tego nie miałem, Ty nadajesz w moim paśmie”. Tak właśnie jest – nigdy wcześniej tego nie miałam. Nie byłam specjalnie zachwycona jego twórczością, a teraz wręcz przeciwnie.