Newsroom

Moje ulubione płyty: The Freuders

Już w najbliższy czwartek 30 kwietnia ukaże się drugi album zespołu The Freuders, surferów z pogranicza progrocka i psychodelii ostatnich czterech dekad w swoich najśmielszych i najbardziej melodyjnych odmianach. Czwórkę muzyków z Warszawy można było usłyszeć do tej pory na wielu polskich festiwalach muzycznych: m. in. na Męskim Graniu, Soundrive Festivalu, Fląder Festiwalu, Cieszanów Rock Festiwalu. Teraz wracają z długogrającą płytą zawierającą 9 utworów, wyróżniających się jasnym brzmieniem i melodyjnymi refrenami. Pośród kompozycji znalazł się pierwszy w historii zespołu utwór przygotowany po polsku, z gościnnym udziałem Łukasza Żurkowskiego (Mystic Production). Zapraszamy do lektury czterech wybranych przez muzyków The Freuders płyt, które miały wpływ na ich muzyczny kierunek i powstały album!

TYMON:

The Mars Volta – De-Loused in The Comatorium

Album De-Loused in The Comatorium nieco już zapomnianego, lecz absolutnie bezprecedensowego zespołu The Mars Volta stanowi jeden z najważniejszych kamieni milowych moich podróży muzycznych. To dzieło od A do Z kompletne – pełne połamanych, jazzujących rytmów oraz wielowarstwowych, psychodelicznych smaczków odkrywanych przy każdym kolejnym odsłuchu. Mimo praktycznie zerowej promocji skład producencko-muzyczny zagwarantował nie tylko artystyczny, ale również rynkowy sukces. Omar Rodriguez-Lopez oraz Cedric Bixler-Zavala otrzymując wsparcie Johna Frusciante i Flea z RHCP oraz zapraszając za bębny absolutnie fenomenalnego Jona Teodore ( obecnie Queens of the Stone Age ) stworzyli improwizacyjną mieszankę wybuchową. Zwracam też uwagę na oszczędną, ale w pełni ekspresyjną grę na klawiszach nieodżałowanego Ikey Owensa. Całości doglądał ze stoickim producenckim spokojem nie kto inny jak legendarny Rick Rubin. Na tej płycie nie ma słabego numeru dlatego polecam jej konsumpcję w całości na ciepło z sosem mieszanym w grubym cieście.

OLEK:

TOOL – Ænima

To ten album przyniósł nam takie utwory jak „Ænema” czy „46 & 2” z hipnotyzującą partią basową, jakich jeszcze wiele uświadczymy na późniejszych albumach zespołu. Dzieło kompletne? Zdecydowanie. Dzieło koncepcyjne? Być może, jeśli zwróci się uwagę na obecność postaci Billa Hicksa, amerykańskiego komika zaprzyjaźnionego z zespołem, który niedługo przed powstaniem płyty zmarł w wyniku choroby.Na płycie poza dedykacją znalazło się chociażby wykorzystanie jego słów do powstania refrenu tytułowej piosenki, czy sample z jego wypowiedzi i występów uzupełniające piosenkę „Third Eye”.Poza oczywistym muzycznym kunsztem ten album to dla mnie także idealne kompromis pomiędzy metalowym zadęciem i mrokiem będącym naturalną otoczką tego typu muzyki oraz niesamowitego humoru oraz dystansu członków zespołu, który w zgrabny sposób przemycili na płytę, nie robiąc z niej jednocześnie dzieła pastiszowego. Mam tu np. Na myśli arcy-mroczny utwór „Die Eier von Satan” z równie groźną i złowieszczą nazwą po niemiecku, a do tego z bardzo industrialnym podkładem dźwiękowym. I wszystko byłoby równie mroczne gdyby nie fakt że tekst jest… niemieckim przepisem na deser z jajek. Przesłuchaj koniecznie, nim opadnie kurtyna zdziwienia. Płyta w historii zapisała się na tyle dobrze, że zespołowi przyniosła pierwszą nagrodę Grammy a mi na pamiątkę tytułowego utworu tatuaż na wewnętrznej stronie lewej ręki.

MACIEK:

Shpongle – Are You Shpongled?

 Pierwszy album pochodzącego z Wielkiej Brytanii duetu – Simona Posforda i Ronalda Rothfielda, który kilka lat temu był dla mnie otwarciem na muzykę której wcześniej nie słuchałem i nawet nie sądziłem, że może mnie zainteresować. Panowie sami określają swoją muzykę jako psybient, w dużym uproszczeniu jest to psychodeliczna elektronika, ale bardzo unikalna – nie znalazłem nigdy nic podobnego do grupy Shpongle. Każdy kawałek na tej płycie to oddzielna historia, bardzo angażująca słuchacza do podążania za muzycznymi opowieściami Posforda i Rothfielda, z fascynującymi dzwiękami, nierzadko pojawiającymi się tylko raz w całej kompozycji. Polska Wikipedia twierdzi, że ta płyta jest wyraźnym nawiązaniem do Are you Experienced? The Jimi Hendrix Experience. Może niech sam ten fakt będzie zachętą do zainteresowania się tą płytą.

PIOTR:

Anika Nilles – Pikalar

W 2017 Anika Nilles, niemiecka perkusistka i kompozytorka wydała album Pikalar, który odrazu trafił na pierwsze miejsce moich ulubionych płyt. Utwory w stylistyce Progressive Pop oparte na fantastycznie poukładanej sekcji (za gitarę basową odpowiada Frank Itt) udowadniają, że perkusja to pełnoprawny instrument, który poza groovem buduje piękne melodie:). Fantastyczne brzmienie instrumentów, ciekawe podziały i popisy muzyków to tylko wstęp do historii tej płyty. Włączcie pierwszy numer „Synergy” i spróbujcie go „policzyć”;);)..


Już w najbliższy czwartek płyta „Warrior” dostępna będzie w trzech wydaniach:

– bezpłatne, ale legalnie – za pośrednictwem platform streamingowych takich jak Spotify, Deezer, Tidal czy Apple Music;

– digital, czyli pliki elektroniczne, których zakup możliwy będzie za pośrednictwem profilu Bandcamp w cenie 25 PLN za cały album lub 3 PLN za każdą piosenkę;

– fizyczny egzemplarz płyty w cenie 35 PLN – przy zamówieniu dokonanym przed premierą, w cenie mieści się koszt przesyłki oraz gratisowe niespodzianki.

Zapraszamy do bycia z zespołem na bieżąco i oberwowania premierowego wydarzenia:

PREMIERA: https://www.facebook.com/events/524973851735942/ 

Facebook: https://www.facebook.com/thefreuders/

Instagram: https://www.instagram.com/thefreudersofficial/

Website: www.thefreuders.com