NewsroomRecenzje

Jak brzmi koniec wakacji? – Recenzja nowej płyty Marceliny

28 września ukazał się czwarty studyjny album Marceliny.  Czy „Koniec wakacji” to tak jak mogłaby sugerować nazwa, zakończenie pewnego okresu dla charyzmatycznej wokalistki, czy ponownie zbiór nastrojowych utworów charakterystycznych dla jej twórczości?

Kiedy Marcelina przedstawiła tytuł swojego najnowszego krążka, niepozorny „Koniec wakacji” kazał narzucić mi na prezentowany od jakiegoś czasu przez artystkę materiał, pewnego rodzaju klamrę. To zeszłego lata wokalistka udostępniła nam, nastrojową i zaskakującą epkę zawierającą remiksy jej piosenek oraz premierowy, klimatyczny kawałek „Lato”. Oczekując na kolejny muzyczny krok Marceliny, z rozbudzoną do granic wyobraźnią, zastanawiałem się co może przynieść nam zapowiadane zakończenie jej wakacyjnych opowieści. Do powstania nowego materiału autorki „Gonić burzę” przyczynili się tacy muzycy jak Kuba Karaś z The Dumplings, producent nagradzany za elektroniczne nagrania swojego zespołu oraz gitarzysta Kamil Holden Kryszak. Czy „Koniec wakacji” to tak jak mogłaby sugerować nazwa, zakończenie pewnego okresu dla charyzmatycznej wokalistki, czy ponownie zbiór nastrojowych utworów charakterystycznych dla jej twórczości?

Nowy album zawiera 13 piosenek. Pierwsza z nich na powitanie zwodzi energicznym, syntetycznym bębnem, żeby za chwilę wprowadzić w klimat przewodzony ciepłym, przesterowanym brzmieniem gitary. „Dinozaurom” kroku nie ustępuje „Cicho tak”. To kolejny numer z równie ciepłym, chociaż już o wiele bardziej „zabrudzonym” wydźwiękiem gitary, którego melodyjny refren śpiewany przez Marcelinę, przywodzi na myśl motywy z jej poprzedniego albumu „Gonić burzę”. Znane już singlowe „Tańcz” porywa do ruchu, przede wszystkim za sprawą barwnego dźwięku klawiszy prowadzonego w bezpardonowo szybkim tempie. Oryginalnie do całości wypada „Niby nic”, przywodzące na myśl inspiracje muzyką francuską, zostające w pamięci na dużej, za sprawą nietuzinkowego tekstu: „Niby nic a jest, drażni każdy zmysł/ Ziarnko cukru gdzieś pod paznokciem tkwi”. Równie intrygujący okazuje się kawałek „Psy” z dosłownie ociężałym brzmieniem, w którym na pierwszy plan wysuwają się mocne akcenty perkusyjne. Klimat ogrzewa propozycja o tytule „Candy Blue”, utwór o iście romantycznym tonie i refrenie opatrzonym ostrą gitarą – to chyba jeden z najbardziej rock’n’rollowych momentów tego albumu. Zaskakuje na pewno seria piosenek kończących wydawnictwo, a pośród nich patetycznie wyniosłe „Nie rycz”, muzycznie oparte na „Tańcz”, w którym powagę obala humorystyczny akcent tekstowy, umieszczone na płycie znane już elektroniczne „Lato”, a także „Tańcz” i „Nie rycz” w wersjach po angielsku jako „Wanna dance” i „Wanna die”.

Różnorodność brzmieniowa albumu współgra z tym, w jak różne nastroje Marcelina wprowadza nas na „Końcu wakacji” poprzez teksty. Na nowym wydawnictwie artystka wyśpiewuje epitety przywołujące słuchaczowi obrazy różnorodnej natury: „Fioletowy zachód nad Warszawą”, „Gwiazdy nad łąkami” w „Dinozaurach”, czy liczne porównania ciała człowieka do przyrody w „Organizmach”. Tematem przewodnim tekstów najczęściej bywa relacja miedzy ludzka. Ta momentami jest uciążliwa, jak w „Psie”, a nierzadko niespełniona o czym w humorystyczny sposób opowiada „Chemia z Niemiec”. Puentując „Koniec wakacji” nie mylny będzie wniosek, że Marcelina zrezygnowała z refleksyjnych, nostalgicznych historii na rzecz opowieści pokazujących jej luz, ogromne pokłady energii oraz momentami niemałą dawkę poczucia humoru.

Wydaje się, że na wymianie gatunkowej, jaka dokonała się pomiędzy Marceliną a Kubą Karasiem, skorzystało oboje muzyków. To chyba pierwszy album, w którym możemy usłyszeć połówkę The Dumplings tak blisko anturażu gitarowego brzmienia. W piosenkach z „Końca wakacji” nie trudno rozpoznać nutkę elektroniki, którą Kuba zawsze nadaje swoim kawałkom, chociaż w rozpatrywanym przypadku, być może nie rzucającej się w ucho przy pierwszych odsłuchach. Praca z komputerem nie przysłoniła charakterystycznego dla Marceliny, tym razem jednak odważniejszego wykorzystania wspomnianych już gitar. Wszystko tutaj współgra, dając przyjemny rezultat, choć całości nie można odmówić eksperymentalnego tonu.

Nowy album Marceliny to intrygująca, różnorodna propozycja dla wszystkich poszukujących wydawnictw, które swoim klimatem potrafią wciągnąć na dłużej. „Końcem wakacji” nie zawiodą się fani zarówno poprzednich płyt Marceliny, jaki i słuchacze, którzy liczyli na zapowiadaną zmianę brzmieniową materiału artystki. „Koniec wakacji” jest bowiem wskazaniem nowego kierunku na muzycznej ścieżce wokalistki, będąc za razem dosyć spójnym krokiem z jej dotychczasowymi działaniami. Na pewno warto sięgnąć po ten krążek, by przekonać się samemu jak, na przekór porywająco, brzmi koniec wakacji.

Bartek Grześkowiak

Zdjęcie użyte w nagłówku zostało wykonane przez Weronikę Kłosińską