Prawo w muzyce

Dzięki Bogu – prawo autorskie a twórca

Badacze prawa autorskiego zgodnie zwracają uwagę na to, że obszar ich zainteresowania jest młodą dziedziną legislacji. Czegoś takiego jak utwór – efekt pracy intelektualnej, przynoszący trudno wymierne korzyści – nie dało się klarownie ulokować chociażby w usystematyzowaniu, znaczącego dla kształtu współczesnego prawa europejskiego, starożytnego prawa rzymskiego. Nieeksplorowane jeszcze szeroko pojęcie dobra niematerialnego, określające nienamacalne i niewidoczne przymioty czyjejś pracy, gubiono wtedy przy rozwiązywaniu problemów obrotu rzeczami kalkulowanymi z łatwością.      

Co z oglądaną w podręcznikach szkolnych sztuką pochodzącą z pradawnych okresów – jej architektami, enigmatycznymi artystami, mistrzami klasycznego wzorca? Wydaje się, chociaż będzie to uproszczenie, że to ich tworzyły antyczne schematy, nie odwrotnie. Sztuka w starożytności oraz średniowieczu miała odzwierciedlać to, co widoczne dla oczu, jedyne słuszne obrazy boskiego stworzenia. Wyprawa w świat fantazji, indywidualnego zaplecza – igranie z demonem. Twórcą był wyłącznie Bóg, ojciec wszystkiego, prawdę niósł tylko jego palec – strzykawka inspiracji sięgająca wszędzie. Bóg nie rozmawiał ze swoim wybrańcem na osobności, poprzez jego pracę i jej efekt mówił do wszystkich – autor był tylko (i oczywiście aż) pośrednikiem, tworzył więc coś, co naturalnie i z góry należało do wszystkich.   

Po bogach byli władcy – zbawiciele ziemscy, chlebodawcy, wielcy i wielkomyślni strzeżonych krain. Rządzący, posługując się autorytetem formalnym jak i nieformalnym, skupiali wybranych artystów wokół swoich dworów. Zwyczaj ten nazywano mecenatem – w zamian za tworzenie, zamożna osoba utrzymywała zdolną jednostkę, poznawała ją z wpływowym środowiskiem i promowała jej utwory. Z jaką korzyścią dla finansującego? Oczywiście możliwością bezpośredniego, nieskrępowanego obcowania ze sztuką, wewnętrzną satysfakcją z pomocy niesionej nieziemskiemu talentowi, przychylną opinią innych. Nieoczywiście? Twórcy popierali w swoich utworach stronę kontraktu we względach politycznych, dedykowali jej swoje dzieła (zamiast swoim bliskim), wskazywali ją jako inspirację (zamiast innych twórców). Zdarzało się tak, że to mecenasom przypisywano rzeczywiste autorstwo utworów – uważano, że prawdziwy twórca jest tylko „kopistą”, wyrażającym myśli bystrych panów.

W połowie XV w. Jan Gutenberg  wynalazł i zastosował druk. Ze względu na szybkość produkcji i zmniejszenie kosztów utrwalania tekstu sprzedaż książek zaczęła się opłacać. Głównymi beneficjentami  nowego porządku stali się nie sami autorzy, a drukarze – właściciele nowatorskiej i pożądanej techniki. To poligraficznym rzemieślnikom władcy przyznawali monopol na powielanie wybranych dzieł – przywilej dawał fachowcy pewność, że nikt poza nim nie wprowadzi w obieg określonego tytułu. Rola pisarza? Odsprzedać manuskrypt swojego dzieła po ustalonej cenie. Transakcja jednorazowa, inwestycja handlarza. Dopiero jakiś czas potem zaczęto zauważać, że do powstania utworu potrzebne jest nie tylko natchnienie boskie, ale również umiejętności i uzdolnienia człowieka. Coraz bardziej zyskowna sprzedaż tekstów skierowała większą niż wcześniej uwagę na dobrostan twórcy.

Po tym jak przywileje zaczęto udzielać samym tworzącym, a książki podpisywać już imieniem i nazwiskiem właściwego autora, nastał czas rozważania istoty tworzenia. Tocząca się na jej temat dyskusja była skutkiem głoszonych znamiennie dla oświecenia haseł indywidualizmu, wolności i własności. Myśliciele tamtego okresu, negujący władzę absolutną, odwoływali się do prawa natury, jako doktryny uznającej prawo człowieka do samoposiadania (decydowania o sobie), szeroko rozumianej własności (uwzględniającej dobra niematerialne) oraz owoców swojej pracy. Przyznawanie arbitralnych przywilejów (wieczystych w zamian za spełnianie życzeń monarchów czy kościoła) w prosty sposób nasilało cenzurę, co nie podobało się zarówno twórcom, jak i wydawcom wykluczanym z rynku dystrybucji książek. Efektem dążeń do zastąpienia krytykowanych upoważnień prawem powszechnym był wydany w Anglii w 1710 r. Statut Królowej Anny – regulacja, którą określa się jako najstarszą ustawę autorską. To poprzez jej zapisy po raz pierwszy w systemie prawnym uznano autora za prymarnego dysponenta roszczeniami odwołującymi się do „własnego” utworu. Następne akty normatywne z tej dziedziny, wydawane w innych częściach świata, mówiły coraz więcej o egzekwowaniu wynagrodzenia należącego się twórcy.

Kolejni filozofowie nie tylko liczyli się już z windowaną pozycją autora, ale także zastanawiali się nad tym, jaka więź łączy uzdolnionego rzemieślnika z dziełem. Skutkiem wzmożonych dysput na temat duchowości, oryginalności i niezależności jednostki było wyodrębnianie w XIX w. praw autorskich o charakterze osobistym – niełatwych do uchwycenia prawidłowości na temat cząstki wnętrza twórcy, którą ten pozostawia w utworze. W prawie autorskim przestało chodzić tylko o sprawiedliwość majątkową, spory o dzieła zaczęły dotyczyć również naruszalności wizji tworzącego. Artysta w oczach społeczeństwa był już geniuszem, wybitną i natchnioną postacią, która poprzez swoją twórczość daje społeczeństwu nieocenione dobro. Ten romantyczny wizerunek kogoś, kto zajmuje się sztuką, zdaniem badaczy, występuje w powszechnie myśleniu o autorze do dzisiaj.

Do dzisiaj też trwa dyskusja na temat tego, jak powinno być skonstruowane omawiane prawo, by było ono systemem sprawiedliwym – w należyty sposób traktującym wszystkie podmioty, które przyczyniają się do życia utworu: twórców, dystrybutorów dzieł małych i dużych oraz ich odbiorców. Dzięki Bogu, za sprawą prawa autorskiego, w tym łańcuchu zależności, artysta, od którego zaczyna się cała ta dyskusja, u którego wszystko się rodzi, nie jest już tylko myślnikiem – liczy się jego dobrostan, szanuje się jego talent, pracę i jej efekt. Już żadna z grup, pojawiających się po wykonanym procesie tworzenia, zgodnie z normą, nie może wykorzystać wysiłku twórcy, pomijając jego interes i przekonania. Pomijając wypracowywane przez wieki prawo autorskie.

Lektura:

Leonard Górnicki „Rozwój idei praw autorskich: od starożytności do II wojny światowej” .

Grafika: Adam Cuduje