NewsroomWywiady

Ala Zastary w rozmowie z WLKM.pl: „Robimy swoje”

Alicja (Ala) Boratyn i Jakub (Zastary) Sikora w maju tego roku wydali swój wspólny debiutancki album „JUTRO?”. Ich pierwszy krążek to mieszanka chwytliwego popu z niebanalnymi rozwiązaniami – elektronicznymi instrumentalnymi popisami, hip hopowym zacięciem i zgrabnymi odniesieniami do ujmujących odcieni przeszłości. Młody zespół nie zwalnia tempa. W wywiadzie z nami muzycy opowiadają o nastrojach niepewnego „tu i teraz”, swojej nadchodzącej epce, najbliższych koncertach oraz samodzielnym wydawaniu płyty.

O zbliżających się koncertach duetu więcej przeczytasz tutaj: „Ala Zastary zagrają jesienne koncerty”.

O „JUTRO?” napisało grono uznanych mediów, płyta uzyskała same pozytywne recenzje. To bardzo dobra sygnatura dla debiutu. Jak się z tym czujecie?

Ala: Jest nam bardzo miło. Odkąd mamy duet czujemy wsparcie ze strony dziennikarskiej i grupy ludzi, którzy szukają czegoś więcej w muzyce, a w nas dostrzegają oryginalność, coś, czego brakuje im na polskiej scenie.

Zastary: Mam tylko nadzieję, że nie zostaniemy zamknięci w szufladzie z zespołami, które grają dla krytyków. Dotychczas robiliśmy muzykę dla muzyków, możliwe że teraz będziemy robili muzykę dla krytyków (śmiech). Jest sporo zespołów docenianych przez prasę, którym nie udaje się zdobyć szerszej publiki. Póki co robimy swoje.

Coś was zaskoczyło w tych recenzjach?

Z: Jedna opinia. Pewien z portali napisał, że utwory instrumentalne, które są na płycie sprawiają wrażenie niepotrzebnych. Zasugerowano, że mogliśmy z nich zrezygnować i całą płytę wypełnić nośnymi piosenkami. To jest dosyć zabawne, szczególnie, że właśnie szykujemy się do wydania epki, która będzie w całości instrumentalna. Każdy jednak może mieć swoje zdanie na ten temat.

Zauważyłem, że „JUTRO?” opisuje się w bardzo osobliwy sposób – poprzez paradoksy. Pisze się o tym, że jest to album jednocześnie pozytywny i mroczny – obok terminów jak beztroska, zabawa, lekkość i bliskość w recenzjach słuchaczy pojawiają się określenia: niepokój, obawa czy rezygnacja. Wiele z tych pojęć jest dla mnie przeciwstawnych. Wywołanie takiego wrażenia było pomysłem na tę płytę?

A: Myślę, że na płycie przeważa temat niepewności związanej z przyszłością. Nie chcieliśmy jednak go dociążać, więc gdzieniegdzie w warstwie muzycznej próbowaliśmy rozjaśniać ten mroczny już materiał. To byłoby chyba za dużo gdyby teksty i muzyka były równie ciężkie.  

Z: Ja myślę, że te dwie sprzeczności, o których powiedziałeś są dużo bliżej siebie niż nam się wydaje. Może to tylko ja, ale wydaje mi się, że żyjemy w czasach, w których jedną nogą jesteśmy w hedonizmie, charakterystycznym dla początku tego milenium i końca XX w., a z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że wkraczamy w epokę, w której jest więcej zmiennych, niewiadomych i problemów do rozwiązania. Może być ich więcej niż nam się wydawało, kiedy byliśmy młodsi, czy nawet więcej niż wydawało się naszym rodzicom, gdy myśleli o naszej dorosłości. Pandemia pokazała, że nie potrafimy na dłuższą metę odnaleźć się w rzeczywistości, w której zabrania się nam używania życia. Myślę, że zarówno zabawa, jak i lęk są obecne w naszym doświadczeniu.

Mam wrażenie, że narratorzy waszych tekstów są jednak optymistycznie nastawieni do tej, często trudnej i niepewnej, rzeczywistość. Nierzadko moralizują, motywują do spojrzenia w siebie, działania na korzyść, mają też poczucie humoru i dystans do wielu rzeczy. Nawet jeśli odczuwa się ciężki moment na płycie, to za chwilę zostaje on odciążony jakimś zabiegiem muzycznym czy tekstowym – dla mnie słychać to np. w z zestawieniu „Makaronu” z „Bibelotami”, nie mówiąc już o kończącym cały temat, tytułowym „Jutro?”. Czy odnoszę więc dobre wrażenie, że na co dzień jesteście jednak osobami nader optymistycznie patrzącymi na świat, zainteresowani bardziej „tu i teraz” niż nieodgadnionymi problemami przyszłości?      

A: To miłe, co mówisz, bo myślałam, że po tej płycie będziemy uznani za smutasów, którzy przejmują się przyszłością (śmiech). Ale ta płyta rzeczywiście jest zbalansowana, więc cieszę się, że masz takie wrażenie. Jesteśmy raczej pozytywnie nastawieni do przyszłości, mamy różne plany i staramy się myśleć optymistycznie.

Z: Nie jest tak, że nie martwimy się o przyszłość, nie boimy się o to, co będzie. Jesteśmy otwarci na to, co może się wydarzyć. Nasz optymizm wiąże się z planami na przyszłość. Wyznaczamy sobie cele, obieramy strategie. Nie jesteśmy więc całkiem tu i teraz, nie jest tak, że tylko improwizujemy. Wręcz przeciwnie, ja czuję się najlepiej wtedy, kiedy wszystko mam zaplanowane.

A: Jeśli chodzi o życie naszej dwójki i tego, co sobie stworzyliśmy, to jesteśmy optymistami i jesteśmy raczej spokojni. Świat jednak nie kończy się na naszej dwójce, dzieje się też poza nami, i robi się coraz bardziej skomplikowany. Nikt nie wie w jaką stronę zmierza i to też musimy zaakceptować.

Ostatnio panuje w muzyce tendencja do śpiewania właśnie o niepewnym jutrze, końcach świata, ostatnich bastionach znanego porządku. Jak myślicie, co jest tego przyczyną? Co według was jest największymi truciznami współczesności?

Z: Człowiek.

A: Myślę, że może to być konsumpcjonizm, który prowadzi ludzi do rywalizacji. Generuje to wrogość i strach, przez co ludzie działają destrukcyjnie.

Z: W naszym kraju widać regres w kwestii tolerowania inności. W tej sytuacji obie strony – jeśli uznamy, że są dwie strony, chociaż to bardziej skomplikowane – nie mogą się ze sobą porozumieć. To oczywiście żadne odkrycie, że żyjemy w bańkach medialnych, jesteśmy negatywnie nastawieni do innych grup, z którymi rzadziej mamy styczność – nie konfrontujemy się z nimi, nie rozmawiamy – dzięki temu nie musimy weryfikować swoich poglądów, tylko je utwierdzamy. W przypadku problemów klimatycznych ludzkość spycha się na granicę katastrofy, jednak większości ciężko wyobrazić sobie sytuację, w której nie miałaby dostępu do tylu dóbr konsumpcyjnych co teraz. Na pewno można by ograniczyć spożycie mięsa czy kupno ubrań wytwarzanych “po taniości” gdzieś na drugim końcu świata i przywożonych tutaj samolotami. Nasze wybory polityczne powinny być naznaczone świadomością, że wiele powinno się zmienić – np. w kwestii polityki energetycznej. Ostatnio przestałem śledzić media, bo aktualne przepychanki nie interesują mnie i raczej męczą, choć trzeba przyznać, że ustawa o prawach zwierząt jest dużą sprawą i jeśli wejdzie w życie, będzie to ważny krok naprzód.

Wiele osób nadziei w zmianie zachowywania się ludzi jako zbiorowości upatrywało w sytuacji związanej z pandemią, w efektach zamknięcia. Czy wy też tak myśleliście, a jeśli tak, to co miałoby się zmienić?

A: Liczyłam trochę na to, że coś się zmieni, że ludzie się zatrzymają i będą zmuszeni zweryfikować pewne rzeczy. Okazało się, że można szybko zapomnieć i wrócić do poprzedniego porządku, nawet mimo zagrożenia zdrowia czy życia. Ludzie jednak bardziej chcą wygody i tego, żeby nic się nie zmieniało niż poddania się refleksji.

Z: Ja też uległem temu złudzeniu, że być może jest przed nami jakaś cywilizacyjna zmiana. Teraz widzę to, co opisuje wiele osób, że pandemia wyostrzyła pewne zjawiska i konflikty, które już wcześniej były widoczne w naszym społeczeństwie. Teraz widać je na pierwszy rzut oka. Być może nie ma żadnego „my”, o którym teraz mówimy i jesteśmy tylko zbiorowiskiem pojedynczych, konsumujących jednostek.

Wróćmy do waszej płyty. W opiniach na jej temat pisze się o waszej pracowitości, o tym, że nie jesteście zespołem odcinającym kupony. Widać to również teraz, mimo obecnej sytuacji związanej z zamknięciem – m.in. zagracie tej jesieni kilka koncertów promujących „JUTRO?”. Co na nie przygotowujecie?

Z: Na pewno zagramy całą płytę i starsze utwory, ale zamierzamy też “przetestować” na żywo najnowsze piosenki, które piszemy na kolejny album.

A: Do tej pory, oprócz opublikowanych singli, dosyć sporo czasu graliśmy nikomu nieznany materiał, dlatego liczę, że na koncertach pojawią się osoby, które znają naszą płytę i będą czerpały przyjemność z posłuchania jej na żywo.

Z: Jesteśmy teraz pochłonięci działaniami związanymi z dalszą promocją albumu – m.in. klipami. Wypuszczamy też epkę, która dostępna będzie w całości jeszcze w tym roku. Właściwie nasze plany na resztę 2020 opierały się na założeniu, że koncertów nie będzie. Zaskoczyło nas to, że naszemu managerowi udało się je jednak zabookować. Bardzo nas to cieszy!

Możecie opowiedzieć coś więcej o epce? Udostępniliście już jeden pochodzący z niej utwór, „Muchę”. Poinformowaliście też, że co miesiąc będziecie publikować kolejne kawałki, a całość złoży się na konkretny tytuł.  

Z: Na epce znajdą się utwory, które powstawały w trakcie prac nad albumem. Wszystkie są utworami instrumentalnymi – w pewnym sensie odłożyliśmy na bok słowa, melodie i wszystkie inne środki wyrazu, którymi operowaliśmy dotychczas. Poszliśmy w kierunku brzmienia, aranżacji i sound designu. To utwory elektroniczne na przecięciu muzyki klubowej, hip-hopu i ambientu. Dużo się dzięki nim nauczyłem, co wpłynęło na kawałki, które szykujemy na naszą drugą płytę. Epka to realizacja różnych pomysłów z różnych okresów. Są na niej utwory takie jak „Mucha”, który jest prawie w całości stworzony z dźwięków zarejestrowanych w Puszczy Kampinoskiej. Dzieje się w skali mikro – to przelatujące obok naszych uszu muszki i odgłosy patyków składają się na całość jego brzmienia. Ale są też takie utwory jak „Kontynent” – dużo bardziej przestrzenne i “odległe”. Są też rzeczy nieco nostalgiczno-oldschoolowe.

I wydajecie tę epkę, tak samo jak pierwszą płytę, sami. Czym jest Postaranie, którym podpisujecie swoje utwory? W Internecie na ten temat można znaleźć tylko sentencje: „Jest postaranie, jest wydanie! Zupełnie inni niż inni”. Podoba mi się to.

Z: To label założony kiedyś przeze mnie, w którym wydaję głównie swoją muzykę, chociaż wydałem w nim też płytę projektu mojego kolegi – Dżdży. W najbliższych planach mamy wydanie „JUTRO?” na winylu, z czym będzie związanych mnóstwo dodatkowych ciekawostek.

Mówiliście też, że rozmawialiście z różnymi wytwórniami o wydaniu pierwszej płyty. Postawiliście jednak na samodzielność. To dzisiaj najlepsza droga dla muzyka do niezależności?  

A: Być może po prostu w naszym przypadku. Z tego co mi się wydaje, żeby być w wytwórni niezależnym i stawiać na swoim, trzeba być dużym graczem. Nam, jak na razie wystarczą nasze własne narzędzia, chociaż oczywiście chcemy się rozwijać i przebić się z naszą muzyką szerzej.

Z: Niezależność, którą mamy teraz, to głównie niezależność finansowa. Musimy operować swoimi środkami, ale nie mamy żadnych zobowiązań. Możemy w każdej chwili zrobić co chcemy, pójść w dowolnym kierunku, bo nie jesteśmy związani umową. Nasze dotychczasowe negocjacje były nieudane dlatego, że albo uważaliśmy, że jesteśmy w stanie regulowane przez umowę rzeczy zrobić sami (jako Postaranie), albo wytwórnie oferowały nam coś więcej, ale zbyt dużym kosztem, np. bezterminowego przeniesienia praw autorskich, co było dla nas nie do zaakceptowania.

A ktoś próbował podczas tych negocjacji wpłynąć na waszą niezależność artystyczną?

Z: Nie spotkaliśmy się z tym. Wydaje mi się, że można mieć niezależność twórczą i związaną z nią kontrolę będąc w wytwórni, chociaż pewnie nie wszędzie. Niewykluczone, że w przypadku naszej kolejnej płyty podpiszemy się z kimś. Na pewno będziemy prowadzili rozmowy w tej kwestii.  

Współcześnie muzyk musi mierzyć się z wieloma kwestiami dotyczącymi organizacji, np. działania w sieci. Mówi się, że streaming jako forma udostępniania muzyki niweluje piractwo, chociaż niektórzy krytykują warunki, na jakich w serwisach tych publikowane są utwory. Kiedyś kopiowanie i nielegalne dystrybuowanie czyjeś muzyki na nośnikach fizycznych było rozległym zjawiskiem. Niektórzy z twórców, działających w poprzednich dekadach, opowiadali mi o sytuacjach, kiedy ktoś podchodził do nich po podpis z pirackim egzemplarzem płyty. Czy tobie Alicja też zdarzyły się takie sytuacje, kiedy wydawałaś albumy z zespołem Blog 27?

A: Też się z tym spotkałyśmy przy okazji podpisywania płyt, dostawałyśmy egzemplarze z okładką z ksero, ale tak naprawdę były to pojedyncze przypadki. W tamtych czasach płyty super się sprzedawały, w ogromnych ilościach.

Zauważacie jakieś współczesne mankamenty, z którymi musi mierzyć się twórca działający w muzyce? Np. spotkaliście się kiedyś z tym, że ktoś nie szanował waszej pracy?

A: To chyba właśnie sytuacja, kiedy mielibyśmy podpisywać jakiś kontrakt nie do końca w porządku wobec nas.

Z: Tylko, że takie działania są też zrozumiałe z punktu widzenia wytwórni, która nie jest międzynarodową korporacją i nie operuje takimi środkami. Firmy szukają źródeł przychodu gdzie się da, również po stronie praw artystów, co nie jest w porządku. Nauczyliśmy się, i mówię to również za siebie, że muzyka jest za darmo. Sam ściągałem pirackie pliki z Internetu i poznałem w ten sposób mnóstwo muzyki. Zaraz potem pojawiły się serwisy streamingowe, które pokazały, że w tym wszystkim chodzi głównie o łatwość dostępu i wygodę. Ciężko jest się na tę sytuację obrażać. Myślę, że część muzyki musi być za darmo i my też tak do tego podchodzimy, dlatego udostępniamy większość naszych utworów we wszystkich serwisach. Wiemy też, że nie mamy z tych udostępnień super kokosów, ale traktujemy to jako promocję.      

Chciałbym, żebyście na koniec odpowiedzieli na pytanie, które zadajecie w tytule swojej płyty. Co z tym jutrem?

Z: Liczyłem na to, że jeśli tytuł będzie pytaniem, to sami nie będziemy musieli na nie odpowiadać (śmiech). Nie potrafię ci powiedzieć, nigdy do końca nie wiadomo.

A: Chciałabym odpowiedzieć, że jutro zależy od nas, ale tak chyba nie jest. Zależy od nas jakie będziemy mieli nastawienie, na to mamy wpływ. W moim odczuciu warto na tym się skoncentrować, a cała reszta ułoży się tak, jak ma się ułożyć. A my możemy się do tego dopasować i nadal żyć w zgodzie z własnymi odczuciami. Mam nadzieje, że tak można.

Z: W pewnym sensie jutro zależy od nas, a z drugiej strony rzeczy czasem po prostu nam się dzieją. Myślę, że trzeba nauczyć się żyć z tą niewiadomą, ze znakiem zapytania. Jeśli obstaje się przy jakimś sztywnym wyobrażeniu o przyszłości, to może być bolesne, gdy rzeczywistość nam je zweryfikuje. Ale warto marzyć!

fot. Justyna Chrobot